niedziela, 8 czerwca 2014

Fatalny genotyp?




Taką rozmowę z siostrą moją prowadziłam:
-Zobacz, taka młoda - wskazuje ona na przechodzącą dziewczynkę, lat ok. 12 - a już popija, popala, a przecież z porządnej rodziny pochodzi... 
-Najwyraźniej porządna rodzina mało czasu dla niej ma... inaczej nie musiałaby się dowartościowywać w ten sposób.
- Głupoty opowiadasz! Jak ci się zbuntowane dziecko trafi, to nic nie poradzisz. Nic!
- Więc jak? Geny decydują o wszystkim? I już nic się nie da zrobić?


Zdania miałyśmy podzielone.
Ona - w obronie zaprzyjaźnionych porządnych rodzin.
Ja - pedagog. Bo gdybym faktycznie podzieliła zdanie mojej siostry, to całe wychowanie, cała pedagogika i inne
próby wpłynięcia pozytywnego na dzieci nie miałyby sensu.
Trzeba by było pogodzić się z nieodwracalnością 
uwarunkowań genetycznych i dać sobie spokój.
Szkoda czasu na walkę o dzieci z fatalnym genotypem. Prawda?



Temat zgłębiłam, ocierając się o epigenetykę (tak, tak... takie książki czytam w wolnym czasie - poza tym z moją głową wszystko ok).
Najnowszy kierunek genetyki, udawadniający , że geny to nie wszystko. Czyli - nasz los nie jest tak przesądzony, jak nam się wydaje. 

Weźmy np. takie pszczoły: Wszystkie przychodzą na świat z takim samym genotypem.
A mimo to, z jednej z nich wyrośnie królowa, z pozostałych zwykle robotnice. Pszczoły wybierają jedną kandydatkę i po prostu karmią ją lepiej niż pozostałe. I to lepsze pożywienie sprawia, że wspomniana kandydatka staje się niesamowicie płodna, żyje długo i szczęśliwie ;o)
KAŻDA pszczoła mogłaby przekształcić się w królową.
Sposób, jak ją traktowano w młodości, naznacza jej całe dalsze życie.

Przykład drugi. W warunkach laboratoryjnych przychodzą na świat dwa szczury o tym samym genotypie. Obydwa genotypy zmanipulowane na skłonność do pewnej choroby. Pierwszy szczury je, co popadnie. Drugi zaś traktowany jest bardzo dobrze, dostaje zdrowe pożywienie.
U pierwszego szczura choroba się pojawia, u drugiego nie.... Przez odpowiednie traktowanie, choroba się nie uaktywniła.
Podobne historie zarejestrowano u jednojajowych bliźniąt: Często stwierdza się, że w podeszłym wieku jedno z nich jest chore na raka czy cukrzycę, drugie zaś nie. Mimo tego samego genotypu.

Co w takim razie z ludźmi, którzy przez całe życie są fanatykami zdrowego trybu życia, a mimo to umierają wcześnie na np. raka?
No dobra, geny też robią swoje - jak się ma zmutowane geny, to walka o zdrowe i długie życie jest trudniejsza.
A jak start był trudny, to już w ogóle.
Tak, tak... życie płodowe oraz pierwsze tygodnie po przyjściu na świat naznaczają nas na całe życie. I to bardziej, niż nam się to wydaje. Bo w rozwoju dziecka chodzi o to, żeby jak najlepiej przygotowało się do funkcjonowania w danym środowisku. Zapisuje więc ono wszelkie informacje, jakie dostaje od matki, żeby - jak przyjdzie na świat - być przygotowanym. I tak np. 
dziecko otyłej kobiety zapamięta, że trzeba dużo jeść. Ma też podwyższoną skłonność do cukrzycy. 
Dziecko zestresowanej matki będzie wrażliwsze na stres i choroby (wyraźny wskaźnik: opryszczka). Takie dzieci są wyjątkowo czujne na bodźce i reagują automatycznie wzrostem adrenaliny (hormon: "ratuj się kto może") w sytuacji najmniejszego stresu. W trudnym środowisku jest to nawet pozytywna reakcja ratująca życie. Ale w normalnym życiu trwały stres powoduje choroby cywilizacyjne...

Dzieci, które po przyjściu na świat, nie będą przytulane, kochane i "po królewsku" traktowane, będą w późniejszym życiu strachliwe, agresywne lub będą mieć problemy z nauką
Niezależnie od genotypu.



Akcja - reakcja.
Wszystkie doświadczenia pozostawiają w nas ślady.
Na całe życie. 
Każdy organizm dostosowuje się do środowiska, w którym żyje. 

Wracając do dziewczynki z początku posta:
Także jej zachowanie jest reakcją.
Każdy młody człowiek potrzebuje akceptacji i uczucia, że jest kochany. Jeśli nie zaspokoi tej potrzeby w domu, szuka poza nim. I znajduje. Pośród dzieci, które dzielą ten sam los. 
Dzieci, które pozostawione są przez rodziców samym sobie (praca, ech ta praca...), dostają sygnał, że muszą się same o siebie zatroszczyć, a więc szybciej dojrzeć. Dojrzewają więc szybciej. Także fizycznie. 
Przejmują również zachowania, które wg nich świadczą o dorosłości: np. palenie papierosów czy popijanie. Ich nowi koledzy, są ich rodziną zastępczą - tak samo "dorosłą" jak one same.

A co z buntownikami bez powodu? Ja myślę, ze bunt odbywa się tam w warunkach kontrolowanych - z szacunkiem i bezpiecznym portem.

Kod genetyczny bowiem to nie wszystko.
Kod epigenetyczny, jako reakcja na czynniki środowiska, na nasze wybory czy styl życia, jest często o wiele ważniejszy.
I przede wszystkim: To my mamy na niego wpływ.
Przez odpowiednie wychowanie i styl życia możemy wzmocnić pozytywne tendencje i osłabić lub wyłączyć negatywne.
Lub na odwrót...



***

Do napisania tego postu sprowokował mnie post Pauliny,
a właściwie komentarze pod nim. 


12 komentarzy:

  1. ciężki to temat i jak dla mnie mający więcej niż jedno wyjaśnienie.
    Przyjęło się,że osoby z tzw "dobrych domów" powinny przykładem świecić a w rzeczywistości wychodzi inaczej...tłumacząc zachowanie przedstawionej przez Ciebie dziewczynki jednoznacznie jak dla mnie to wynik potrzeby zainteresowania,smutne to ale coraz częściej spotykane!co z tego,że w domu nic nie brakuje a właśnie brak najważniejszego zainteresowania... geny genami ale dużą rolę odgrywa to z kim przebywamy,od nich czerpiemy czasem chore nawyki co z czasem nas kształtuje i wychodzi mały potwór lub anioł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to własnie chodzi w epigenetyce - o to, ze nasze geny to tylko i jedynie pakiet startowy. Mamy z nim mnóstwo możliwości. Tak jak piszesz :)

      Usuń
  2. Pedagogika to nie matematyka aby jej bezgranicznie ufać. Prawa matematyki się nie zmieniają, a jak wziąć książkę do pedagogiki sprzed 40 lat, to można w niej przeczytać coś zupełnie innego niż w książce wydanej aktualnie, czy wydanej 80 lat temu. I zawsze można znaleźć prawdziwe przykłady potwierdzające rprzeciwstawne tezy. Mnie do wpisu sprowokowało stwierdzenie o opryszczce, bo właśnie zarówno ja jak i moja Małżonka charakteryzujemy się ponadprzeciętną odpornością na opryszczkę jak i inne choroby wirusowe. Tyle, że o ile mój dom dziecinny był spokojny, co by potwierdzało tezy które przytaczasz, to jej był od samego początku do końca domem wariatów. Często zresztą w dosłownym tego słowa znaczeniu - choroby psychiczne, nałogi, zdrady, rozwody, mieszkanie w jednym pokoju we trzy pokolenia. A Ona z tego wyszła zdrowa i co ciekawe, sama jest oazą spokoju. I to nie dzięki mnie, taka już była jak ją poznałem. Odporność na choroby zresztą odziedziczyły nasze dzieci - nieobecność w szkole z powodu choroby nie zdarzyła się im już od paru lat.
    I drugi przykład : Małżeństwo wspaniałych, wykształconych, mądrych, dobrych ludzi zaadoptowało sześciomiesięczną córeczkę. Się okazało, że ma "cygańskie geny". Nie dosłownie cygańskie, po prostu nadmiernie wybujały temperament. Nie dali rady go opanować, mimo lat przytulania.


    zaz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw o tej cygańskiej dziewczynce: To dziecko zapewne było pół roku w domu dziecka, wiec nie doświadczyło tego co najważniejsze - miłości, przytulania, poczucia bezpieczeństwa. A przed domem dziecka była być może w jakiejś patologicznej rodzinie. Byc może matka pija w ciąży... Czytałam kiedyś bloga pewnej pani kurator, która adoptowała malutkie dzieci po przejściach. Okazało się, ze doświadczenia wieku prenatalnego i niemowlęcego tak na nie wpłynęły, ze nigdy nie były w stanie znormalnieć, dać się przytulic, nie posiadły zdolności empatii. Mimo wszelkich starań. Tu nie chodziło o ich geny, lecz o zespół typowych zachowań dla dzieci z rodzin alkoholowych.
      Druga sprawa - opryszczka jest po prostu indykatorem słabej odporności organizmu. Nie oznacza to oczywiście, ze każdy o słabej odporności miał trudne dzieciństwo :) Ale w druga stronę - dzieci po przeżyciach stresowych maja często obniżony poziom odporności. Nie oznacza to, ze wszystkie. Zależy, jak sobie i czy w ogóle ze stresem radziły. :)
      Chyba muszę sprostować: Teza tego wpisu jest twierdzenie, ze geny genami (oczywiście!), ale my nie jesteśmy im bezsilnie poddani. Możemy w jakimś stopniu wpłynąć na wiele rzeczy. Niektóre naturalnie są nie do przeskoczenia.

      Usuń
  3. ojjjj kochana, temat rzeka! Geny genami jak piszesz, ale według mnie jest to rzecz nie do przeskoczenia. Oczywiście możemy i musimy wpływać na nasze dzieci, strać się je kształtować bo to na jakich dorosłych wyrosną zależy w dużej mierze od nas, ale ..... na właśnie. Moja siostra ma córki bliźniaczki. Wiadomo z jednego brzucha ;) tak samo karmione :) tak samo kochane, tak samo wypieszczone i co? Niebo i ziemia. Jedna ułożona, pracujaca, studiująca, druga ... (chrześnica moja ;) ) wytatuowana artystka, której mottem życiowym jest "żyj chwilą i nie myśl o jutrzejszym dniu, liczy sie tu i teraz bez wzgledu na konsekwencje" - resztę sobie same dopowiedzcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz racje, ze genów nie da się tak po prostu przeskoczyć. Ale da się je wykorzystać w najlepszy z możliwych sposobów. Albo w najgorszy. A nawet pewne geny wyłączyć. Sic!
      Czy bliźniaczki są jednojajowe? W badaniach z bliźniętami stwierdzono, ze tylko jako male dzieci są one identyczne epigenetycznie. Im starsze, tym więcej różnic miedzy nimi. Będąc w domu, z rodzicami, być może traktowane i kochane są identycznie. W szkole może być już inaczej. Może chodziły na różne zajęcia pozalekcyjne, miały różne koleżanki, różne doświadczenia, które spowodowały, ze jedna z sióstr chciała być dla rodziców córką idealna, a druga wybrała ten drugi sposób, żeby zwrócić uwagę rodziców na siebie? Nikt nie chce być "taki sam jak". Stad tez różnice u rodzeństwa - jak jedno jest dzikie, to drugie spokojne. Zadno nie chce powielać drogi brata czy siostry. Każdy szuka swojej własnej. Także siostry bliźniaczki. I zobacz - na waszym własnym rodzinnym przykładzie możesz obserwować, jak działa epigenetyka. Mimo tych samych genów - jeśli siostry są jednojajowe - nastąpiły dwa odmienne rozwoje. A pomyśl, ile możliwości maja twoje córki i w jakie rożne strony mogą się rozwinąć! :D

      Usuń
  4. hmmmm wiesz, a ja to mam dziwne wrażenie, że my mamy wspólną siostrę:):)

    OdpowiedzUsuń
  5. hmmm.. co ja Ci moge napisać :) byłam straszną buntowniczką swego czasu :) trudny temat kochana :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam :) I rozumiem, ze są buntownicy-bez powodu. Niby rodzice wszystko zrobili dobrze, a dzieci i tak się wyrywają. Ale widzisz - wyrosłaś na ludzi - mimo buntu okropnego. :)))

      Usuń
  6. Oczywiście temat rzeka, ale też jestem tego samego zdania co Ty. Jest przyczyna jest skutek ... Mądra miłość rodziców to najlepsze co można dać dziecku , ale podkreślam mądra ! A geny ..przeskoczyć się nie da..ale okiełzać już tak :)
    Sara i jej sukienka z pierwszych trzech fotek ..BOSKA !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam Cie i Twoje podejście do zycia - takie rozważne!!!
    Dla Ciebie chyba każdy kij ma dwa końce - dla wielu nieeee :( Skreślamy niektorych juz na początku bo...... a to nie do końca tak jest ehhhh trudny temat ;-)

    OdpowiedzUsuń