Samstag, 17. Mai 2014

Teneryfa - krajobraz ksiezycowy


Jesteś na wyspie cudów.
delfiny, wieloryby, niemalże wszystkie strefy klimatyczne,
prześladująca cię chmura, rośliny rosnące tylko tu...
więc się nie dziwisz,
że i krajobraz księżycowy jest.
Pewnie! Na tej wyspie jest wszystko! ;o)

Oglądasz zdjęcia "księżyca",
napalasz się jak łysy Bolek... musisz to zobaczyć!
Więc jazda!


Wsiadasz w auto, jedziesz, jedziesz, jedziesz...
aż tu nagle zajeżdżasz do parku narodowego.
Stoisz pod wulkanem. Znowu.
Nie chce ci się wracać, więc zostajesz.
Na księżyc wybierzesz się jutro...

Następnego dnia to samo.
Jedziesz, jedziesz, jedziesz... i znowu nic!
Gdzie - no gdzie, o niebiosa! - jest ten cholerny księżyc?
Zanim po raz kolejny wylądujesz u podnóża wulkanu,
przystajecie na poboczu i studiujecie przewodnik.
No jest: Pisze jak byk:
Droga do widoków księżycowych zaczyna się na
65 kilometrze.... 
He? Czyli co???

Jedziemy kilka razy w tę i spowrotem,
aby w końcu odkryć:
Na słupkach są te cholerne kilometry, przy ulicy.
A wjazd na szlak...
no, gdyby nie stały tam dwa auta, to
jak słowo daję, przejechałabym dalej i nic nie zauważyła ;o)

No ale wjeżdżamy. Po kilku metrach jazdy po wertepach - 
a przypominam, ze jeepa nie posiadamy - 
opuszczamy auto i dziarskim krokiem ruszamy.
Nie minęła minuta. Wyprzedziło nas jakieś 
wątłe auto, no fiacik jakiś maciupki!
No jak to? To fiacik podoła, a my nie?
Dalejże spowrotem do auta i jazda!
Jazda do oporu ;o)
Po jakichś 3 następnych kilometrach koniec jazdy.
Zaczyna się szlak właściwy - górski.
Co za szczęście, że nie zaiwanialiśmy do tego miejsca
po tym całym żużlu! Bo teraz, to naprawdę zaczyna się jazda!

Z jęzorem wywieszonym po pas, w coraz większym upale...
pod górę, w górę, do góry... jak to w górach ;o)
Tylko tutaj idziesz po zastygłej magmie. Roślinność też inna.
No i jaszczurki, jak myszy drogę nam przebiegają.
Ciągle, ciągle i ciągle.

Noga, za nogą... końca nie widać.
Dwie i pół godziny...
W słońcu i w cieniu. W górę i w dół
Samotni na trasie.
Chyba wszyscy poszli inną drogą :D





Ale! tadam! 
W końcu dochodzimy!


I kopara nam z hukiem opada.
Bo słynny krajobraz księżycowy, to właśnie tyle:


Wypadało tylko usiąść i zapłakać.
Padliśmy ofiarą nikczemnej reklamy... :D

Po niekończącej się wędrówce 
z dzieckiem u nogi
wszystko mi jedno.
"Księżyc" pod nami w jakiejś przepastnej dolinie.
Zejście zabronione.
Wspominałam już, że w nosie to mam?
Jak już się tyle nalazłam,
to dotknę własną ręką i stopą tego cholernego księżyca!

Schodzimy więc.
Małżonek głośno protestuje, że on zostaje,
że niebezpiecznie, że zabronione (Niemiec!),
ale my Polacy wiemy wszystko lepiej ;o)
Schodzimy! To postanowione.
Włóczy się więc za nami, bo co mu pozostaje?

Krętymi ścieżkami dochodzimy do celu.
Księżyc okazuje się być jakimś piaskowcem.
I się sypie. Zdobywamy go więc niemalże na czworakach.
Żeby się nie ześliznąć w nieznane ;o)
Cykamy kilka zdjęć, macamy, co jest pod ręką,
kontemplujemy piękno...
i przyssawszy się do podłoża ruchem posuwistym wracamy.



I znowu dwie i pół godziny do auta...
Po drodze nawet ludzi spotykamy.
Droga się dłuży. 
Idziesz bez końca, a dziecko jęczy,
że już ma dość. Ty też...
Na głowie stajesz, żeby czas szybciej minął.
Liczymy jaszczurki, 
bawimy się w autostradę (mijanki),
robimy zdjęcia (Sara "swoim" aparatem),
opowiadamy sobie historie,
bawimy się w igrzyska śmierci 
kiedy (niespodzianka!) pojawia się chmura.
Na widok auta cieszymy się jak głupi :D




Informacje praktyczne:

El Paisaje Lunar - tzw. krajobraz księżycowy.
 Wjazd na szlak zaczyna się kilka metrów nad miasteczkiem
Vilaflor. Po przejechaniu miejscowości 
droga wiedzie przez las. Na zakręcie znajduje się mała zatoczka leśna,
w której być może stoją już auta. To tam!

Jedzcie autem po wertepach do oporu. Jeszcze się nachodzicie po górach ;o)
Przy wejściu na szlak górski zostawiacie auto.

Idziecie za znakami (koniecznie trzeba zapamiętać
cel wycieczki - po hiszpańsku rzecz jasna!).
Na rozwidleniu dróg wybierzcie krótszy wariant: 3,6 km.
Droga ta jest łagodniejsza.

Do plecaka należy zabrać ubrania na każdą pogodę.
Na dole jest zimno, bo chmura się wałęsa.
W wyższych partiach upał.

Po drodze nie ma schronisk ani budek z lodami ;o)
Jedzenie i PICIE trzeba mieć ze sobą.

***

Na koniec szybki filmik z trasy:


Kommentare:

  1. Piękne zdjęcia ! A Sara cudownie urocza !! Ściskam Was mocno :)

    AntwortenLöschen
  2. W końcu pierwszy raz pierwsza wystawiam komentarz:)

    AntwortenLöschen
  3. Świetne kadry, jak zwykle.
    Mogłabyś być ambasadorką Teneryfy!!! Świetnie przedstawiłaś tą wyspę!
    I widzę bluzeczka znajoma:)))

    AntwortenLöschen
  4. :))) cudnie ;p dobrze, ze tam nie bylam... :) usmialam sie :) powinnas przewodniki pisac!

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Może mi jeszcze ktoś te przewodniki na serio zaproponuje ;o)

      Löschen
  5. Nieźle, jak zwykle się uśmiałam:):) Popieram Anie, powinnaś pisać przewodniki, ludzie by chętniej podróżowali:):)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Mówisz? A czy ktoś by mnie wziął na poważnie? :D

      Löschen
  6. Ha ha, Polak potrafi;) hmm przewodnik powiadasz? Czy ty myslisz, ze ktos madry, kto przeczytal ten tekst, skusi sie jeszcze na taka wycieczke?:))

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. haha! :D Skusi się, skusi. Żeby sprawdzić, czy nie kłamię ;o)

      Löschen