Montag, 19. Mai 2014

Teneryfa - folkloru się zachciało...


Naczytałam się blogów podróżniczych.
I pozazdrościłam...
Nie hoteli bogatych czy turkusowego morza,
ale zwykłych spotkań z ludźmi, spojrzenia za kulisy
kraju, kultury, zwykłego życia gdzieś daleko...

Zabukowaliśmy więc tym razem coś zupełnie innego.
Żaden tam hotel z animacją i all inclusive.
Zwykły hotelik górski, gdzie nikt nie mówi innym
językiem jak hiszpańskim, a życie toczy się swoim rytmem.


Vilaflor. 
Najwyżej położone miasteczko w Hiszpanii.
Na wysokości chmury pasatowej.
U wrót parku narodowego.
Bukowaliśmy w euforii...




Zabukowaliśmy, zapłaciliśmy, jesteśmy.
Z voucherem w ręce i "adresem"
"Alta Montana w Vilaflor"
wsiadamy do "naszego" auta i jazda!
Po serpentynach, zakręt za zakrętem,
pół godziny telepiemy się po przełęczach górskich
i innych urokliwych zadupiach.
Sara wymiotuje jako pierwsza. Ja za nią...
Folkloru w górach się zachciało durnej babie...

Jakoś dojeżdżamy do wioski najwyższej
i tak się cieszymy, jak psy na kiełbasę.
Tylko kiełbasy brak.
Tzn. hotelu ani widu ani słychu...

Mając adres składający się
z nazwy hotelu, rozsądny człowiek wygooglowałby 
wszystko jak należy już w domu i może nawet mapkę wydrukował.
Ale nikt nie twierdzi, że my jesteśmy rozsądni ;o)

Stoimy więc na rozstaju dróg, w miejscowości właściwej,
i już teraz się dziwimy, ile tu zakątków, uliczek,
psów bezpańskich, żywego folkloru...
Robimy objazd w jedną, w drugą stronę,
przez pola, dziury, wertepy, okolice zakazane.
I znowu stoimy na tym samym rozstaju dróg.
Co teraz???
W drugą stronę???
Jedziemy więc w drugą.
I coś nam nie pasuje... coraz mniej jakby domów,
coraz więcej pól... a Vilaflor coraz dalej za nami..
Ostry skręt. W tył zwrot.

Może na rynku spróbujemy?
Tam na pewno jest informacja turystyczna!
No była. Zamknięta.
Obok, na plastikowych krzesłach, kilku dziadków
leniwie siedzi i costam popija. 
Czy jest szansa, że mówią po angielsku....?
...
Franek wciąga mnie do auta,
żebym się nie wygłupiała z nagabywaniem facetów
rękami i nogami. Bo wstyd.
Nie nagabuję więc. Po hiszpańsku też nie umiem.

Kręcimy w związku z tym następną rundkę po wiosce
i jesteśmy pewni, że wycieczki już moglibyśmy oprowadzać.
Każdą dziurę już znamy. Ale w żadnej hoteliku naszego nie ma...
 Oszukali nas? Hiszpańscy złoczyńcy...

Trzeba było po dziurach nie szukać!
Tylko w górę spojrzeć.
No stoi jak byk!
Schowany sprytnie.
Z jednym chytrze zamaskowanym drogowskazem.
A niech ich wszyscy diabli!


No ok. Jesteśmy. 
Recepcję znaleźliśmy nawet szybko.
Seniorita zagaduje co nieco.
My udajemy, że coś rozumiemy po hiszpańsku
(ola / si seniorita / bueno / gracias).
Dostajemy klucze. Kurtyna.
A jak nam się żyło w tym hoteliku górskim?
Ano ciekawie.
Musieliśmy polubić kuchnię kanaryjską.
Trzeba było jeść, co gospodyni ugotowała
(mięso + nieobrane ziemniaki),
albo zginąć śmiercią głodową.
Więc lubiliśmy bardzo...
i na wszelki wypadek dożywialiśmy się w drodze.
Rozwinęliśmy swój poziom zaradności
radzenia sobie bez sztućców.
Rankiem pan odpowiedzialny stleniał się
na jakaś godzinę przed końcem śniadania.
Ale co to dla nas? 
Bułkę można rozerwać na dwie części
(doszliśmy do perfekcji), smarować można łyżkami,
a nawet widelcami. Mieszać kawę... czym popadnie.
Złożyć zażalenie? A komu? I w jakim języku?
Samo życie :D

Nie przejmowaliśmy się takimi głupotami. 
Było fajnie.





Kommentare:

  1. no ja już nie mogę z Twoich perypetii ale choć nie nudzicie się ;)
    takie Wasze krążenie przypomniało mi jak my w bieszczadach też tak kręciliśmy się w kółko aż tu okazało się,że był dość wielki znak do pensjonatu z jego zdjęciem które dobrze kojarzyliśmy z neta ;)

    AntwortenLöschen
  2. I my mamy podobna historie z szukaniem. Islandia. Miasteczko z trzech domow i hotelu. Trzy razy wracalismy na stacje benzynowa, by nam powiedzieli, ktoredy do tego upiornego hotelu. Za rogiem ;-) Dla usprawiedliwienia byl to srodek nocy, ale hotel mial stosowna iluminacje :-)

    AntwortenLöschen
  3. To ładne! Ale Sara jaka zadowolona, widać, że folklor jej służy :)

    AntwortenLöschen
  4. dzieki temu wakacje nie byly nudne :)
    a nastepnym razem rowniez stawiasz na folklor ?

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Sama nie wiem! Chyba znowu zdecydujemy spontanicznie :D

      Löschen
  5. Ale jazda;) Ty to lubisz te wyzwania i przygody, niestraszne Ci trudy i przeszkody a to wszystko po to żeby Ci w pamięci wakacje długo zostały a my za to dostaniemy pościk nowy nawet nie jeden i dwa o takich miejscach co w przewodnikach znaleźć nie można a pośmiać się to u Ciebie można, oj można!!!

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Nam się po prostu takie rzeczy ciągle zdarzają! :D Wiesz, jak tak znowu nas trafia taka beznadziejna historia, to zawsze sobie powtarzam, ze przyjdzie taki dzień, w którym będę się jeszcze z całego zajścia śmiała. No i śmieję się :D

      Löschen
  6. Nie strasz bo my tym razem tez nie do hotelu (choc nie pierwszy raz ) he he

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Ale wy to macie doświadczenie. I zapewne jesteście bardziej rozsądni od nas ;o)

      Löschen
  7. jak B podrosnie tez pobawimy sie w takie hoteliki :) na razie all na maxa :) i plaza pod nosem ;p

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Mi taki model już się znudził. Bo praktykowaliśmy również, jak Sara była mała :D
      A teraz się ciesze, ze już tak nie muszę. :)))

      Löschen