piątek, 31 stycznia 2014

Pochwala zacofanego



 Do przedszkola wiejskiego naszego
Sarę lat temu cztery zapisałam.
Gdzieżby indziej?
I nie przyglądałam się mu zbytnio...
do czasu...


Przychodzę dnia pewnego córkę odebrać.
Poruszenie. Nikt nie wie, gdzie się nieboga podziewa.
Poszukiwanie rusza,
przeczesywanie pomieszczeń,
krzaków, kątów, zakamarków...
A przecież na spotkaniu dzieci zerówkowych
być planowo miała...
Konsternacja.
Olaboga! Co za dziecko!
To ona nie wie, gdzie ma być właśnie?
No nie wie. Bo skąd niby?
I dlaczego wychowawczyni jej
pojęcia nie ma,
ze dziecka jednego brakuje???

Sara do przedszkola "otwartego" chodziła.
Gdzie to dzieci przed południem
"projekty" wybierają sobie.
A po południu bawią się
w sali dowolnej.
Ze niby takie samodzielne,
ze zgodnie z zainteresowaniami
indywidualnymi,
ze się małego człowieka
serio postrzega...


I w światłym tym przedszkolu
Sara smutna często była.
Ciągle sama, w kącie jakimś,
taka niczyja jakaś...
Bo dewiza jasna była:
Robta dzieciaki, co chceta!
Samodzielności nauczyć się musicie...

Skoro tylko połapałam,
co się święci,
dziecko czym prędzej z placówki
tej światłej zabrałam.
Bo jeśli wychowawczyni po
latach trzech nic mi o dziecku moim
powiedzieć nie potrafi...
Jeśli czterolatki z przedszkola
uciekają (tzn. samodzielnie decydują,
ze czas do domu)
i nikt nawet nie zauważa faktu tego...
Jeśli to ma być ten postęp,
to ja wole pozostać zacofana.

Zapisałam Sarę do tradycyjnego przedszkola.
Takiego starego, z zasadami, stałą grupą,
uregulowanym planem dnia,
stałymi wychowawczyniami, które dzieciom
towarzyszą stale.

Dziecko rozkwitać mi zaczęło...



Bo wiecie co?
Te nowe koncepcje wychowawcze
do kitu są i tyle.
Nie dość, ze coraz więcej rodziców
dzieci swoich wychować nie potrafi,
bo czasu brak im, siły, podejścia dojrzałego...
to jeszcze przedszkola i szkoły błędy te
w imię postępu powielają.

Społeczeństwo oświecone bardzo,
wiec oświata tez musi:
Zamiast lekcji frontalnych, z nauczycielem
w roli głównej, dzieci małe się do grup wysyła,
do projektów, samodzielnych przedsięwzięć...
A dzieci w wolności tej gubią się...
Już w domu naukę często wyniosły,
ze robić mogą, czego dusza ich młoda zapragnie.
Przedszkole otwarte błąd rodziców gruntuje
i dziecko samowolki uczy się ...
Czy pisałam, ze Sara konsekwentnie omijała
pewne zajęcia w przedszkolu otwartym?
Bo skoro zajęcia otwarte, skoro wybór wolny,
skoro nikt się nie lapie, co które dziecko robi...
to droga wolna...
A potem wychowawczymi z pretensjami do mnie,
ze dziecko na wszystkie zajęcia nie chodzi. o_O
A czy ja ten system chory wymyśliłam?
Czy ja za grupę odpowiedzialna jestem?
Czy tak trudno 4-latce powiedzieć,
ze w zajęciach uczestniczyć ma???

Wrażenie mam, ze system tradycyjny
w oczach wielu powodem do wstydu jest, zacofania.
Dzisiaj wszystko nowoczesne musi być.
Już w przedszkolu demokracji się dzieci uczy,
samodzielności, języków trzech,
do sukcesu zawodowego przygotowuje.
A gdzie czas na bycie dzieckiem?

Jeśli nie pozwolimy dziecku
w latach dziecięcych tym dzieckiem być,
granic nie wyznaczymy, nagród i kar,
to dzieci nasze nie wydorośleją nigdy.
Zawsze już jak rozwydrzone dwulatki
zachowywać się będą.

Czas na wolność przyjdzie. A jakże!
Jak psychika dziecka ukształtuje się,
jak reguły podstawowe przyswoi,
jak wiedzieć będzie, co przystoi, a co nie...
Wtedy zaufać można, wolność wyboru
podarować i na te projekty samodzielne
pozwolić.



Ale przedszkolak nie projektów czy
wolności wyboru potrzebuje, żeby rozwinąć
się optymalnie.

Dziecko potrzebuje w pierwszej linii:
a) planu dnia stałego - czuje się wtedy
bezpieczne i odciążone -
dzięki temu może się w całości poświecić
nauce nowych umiejętności,
a nie badaniu nowej sytuacji;
b) stałej wychowawczyni - alfa i omega ;o)
To dla niej dziecko przestrzega zasad,
uczy się, wykonuje dyżury.
Uczy się wykonywać obowiązki,
bo "jego pani" każe.
Jeśli pani tej zabraknie, bo dziecko
miedzy grupami i projektami lawiruje,
to kto je zasad przedszkolnych nauczy?
4-letni koledzy?
c) grupy stałej - w której bezpieczne czuć się będzie
i skoncentrować się na przyswajaniu
ważnych umiejętności może. Bo wiadomo:
za każdym razem jak grupa jest inna,
to dziecko miejsca sobie szuka, sprzymierzeńców...
energia idzie ciągle nie na to, co ważne -
dziecko jak w dżungli się czuje,
takiej gdzie walka o przetrwanie
codziennie na nowo się rozgrywa...
d) jasnych zasad - które ustala osoba dorosła,
a które dziecko przestrzegać ma, bo jak nie, tooooo.... ;)

Nie goncie wiec kochani
za wszystkim, co nowe,
tylko dlatego, ze etykietkę postępową ma.
Zdrowego rozsądku trzeba nam,
żeby dzieci dziećmi mogły być,
a w przyszłości dojrzałymi nastolatkami
i rodzicami.

25 komentarzy:

  1. sama idea nie jest zla , tylko w tym przypadku cos nie poszlo z jej realizacja
    moje dziecko chodzi w zalozeniu do przedszkola podobnego w idei do tego gdzie chodzila Sara
    tylko ze wszystko inaczej tam wyglada
    12 dzieci w grupie -5 nauczycielek
    to dziecko samo decyduje co chce robic( nie mylic z calkowita samowolka) czy zajmie pracami plastycznymi, czy chce poczytac ksiazeczki (tj. ksiazeczke czyta wraz z pania) czy tez ma ochote na inne zajecia( puzzle, klocki, zabawy tematyczne)
    dziecko decyduje lecz nauczyciel podaza za nim wspiera jej i rozwija
    czas przedszkola to przedewszystkim czas nauki relacji spolecznych, zabawa i nauka poprzez nasladowanie
    do jednego jestesmy zgodne ze dziecko potrzebuje:
    -planu dnia stalego czyli po prostu rutyny -czyli wie ze na poczatku jest zabawa, pozniej wspolny posilek, sprzatanie sali, zabawa na swiezym powietrzu
    -stalej wychowawczyni-panie codziennie sa te same-moje dziecko wybralo/upodobalo sobie szczegolnie dwie z nich :) -wdrygam sie gdy wspominam przedszkole starszej corki ktora skazana byla na jedna pania , ktora nie miala serca i podejscia do dzieci
    -stalej grupy-mala rupa sprawia ze dzieci maja kontakt ze soba

    codziennie gdy odbierm corke ma zdany raport co robila, czego sie nauczyla, jak sie czula
    wszystko sczegolowo

    Nie trzeba gonic za nowym ani mocno trzymac sie co stare-wszystko byle z zdrowym rozsadkiem :)

    ale mi eloborat z tego wyszedl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby się przyjrzeć, to przedszkole wasze funkcjonuje na starych zasadach. Prawie. Bo najważniejsze jest to, żeby dziecka nie zostawiać samemu sobie. :)

      Usuń
  2. Dużego wyboru z przedszkolem nie mieliśmy, raptem jedno w okolicy ale na szczęście dla nas, z podziałem na grupy,gdzie w swojej nasz Młody przyjaciół znalazł, z panią a nie ciocia,która poniekąd autorytetem częściowo się stała, z zasadami co można a czego nie,ale też ze zdaniem dziecka chcą się liczyć ...
    Może nie jest super nowoczesne, z zajęć dodatkowych to tylko angielski został, ale to przedszkole, do którego syn z uśmiechem wędruje każdego dnia a po powrocie opowiada przygody które go spotkały ...
    Owszem , uczy samodzielności, ale na swój dziecięcy sposób, nie robi z przedszkolaka tzw małego dorosłego .... i chwała za takie przedszkole :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby wszystkie przedszkola takie były.... Az zazdrość bierze, ze tak w ciemno trafiliście!

      Usuń
  3. Dawno mnie u Ciebie w komentarzach nie było bo czas i spokój na pisanie był trudny ale dzisiaj tu napiszę;)
    Ja po kilku latach będąc matką gdy bardziej konsekwenta jestem a przynajmniej staram się w normalnym tego słowa znaczeniu to efekty lepsze widzę i coś w tym musi być. Trochę rozpuściłam sobie córcie jak jeszcze mała była pomału już na dobrą drogę wychodzi a rozpuściłam dlatego że to moje energiczne dziecko wszędzie chciało swoją nogę postawić, wszystko dotknąć, zbadać no po prostu wolnym ptakiem chciała być. Przy tym strasznie uparta, indywidualistka nie bojąca się niczego i nikogo (podobno byłam taka sama;))
    I poszła sobie do niemieckiego przedszkola niewielkiego, skromnego, katolickiego gdzie tylko trzy grupy są od dwu i trzylatków po cztero i pięciolatki aż do grupy szęściolatków tych które przez rok są przygotowywane do szkoły. Poszła jako dwulatka z hakiem bo bardzo chciała do dzieci no i języka się miała uczyć tak na kilka godzin. Pomimo że posiłków w przedszkolu nie było i tak czasami mi ciężko było że śniadanie w domu że drugie do przedszkola że obiad w domu ciepły musiał stać na kuchni i tylko trzy razy po południu zajęcia to dzisiaj po pięciu latach mając córcię już w szkole a synka w grupie trzylatków to cenię to nasze przedszkole właśnie za małe, stałe grupy dostosowane wiekowo, za stałe opiekunki, za ciepłe i życzliwe podejście do nas rodziców za bardzo indywidualne podejście do dziecka a zwłaszcza moich dwujęzycznych bo moje dzieci szybko się zaklimatyzowały nie umiejac języka i nie ucząc się go w domu.
    Za zasady i reguły, za bardzo ciekawy program nauczania za ciekawe wycieczki, za rodzinne festyny i przedstawienia.
    I nie wyobrażam sobie dzisiaj że mogłoby być inaczej, zwłaszcza że w obcym kraju moim dzieciom powinno być trudniej, mogłyby być zamknięte w sobie, wyobcowane ale wcale tak nie jest. Córcia lubi szkołę bardzo, chętnie się na lekcjach zgłasza i nawet Panie nauczycielki są większym autorytetem niż ja;) W jej klasie jest zaledwie 15 uczniów i dlatego jest jej łatwiej.
    W przedszkolu i w szkole gdzie były i są zasady moja córcia radziła i radzi sobie dobrze a domu bywa niestety trudniej bo ja to zasad nigdy nie miałam w swoim domu jako dziecko i tak trudno mi te zasady było wprowadzić do mojej nowej rodziny.
    I ja przynajmniej u siebie taki problem widzę że tam gdzie dobrego przykładu brak, normalnych zasad gdy nie wyniesie się pewnych rzeczy z domu rodzinnego i nie nauczy go tego szkoła to trudno człowiekowi później pomimo że wie jak chce żeby nie było, wie jak chce żeby było a i tak pomimo dobrych chęci to nie wychodzi mu to. I za każdym razem gdy słyszę że jak ktoś na ludzi wyjdzie, sukces osiągnie, mądry, zdolny i dobry jest to z reguły w większości przypadków stoi za tym rodzina bliska, dalsza ale ktoś stoi!!! I słyszę, że to moja mama mnie tego nauczyła, to mój tata był wtedy przy mnie, to moja babcia mi dała tyle miłości, to mój nauczyciel mnie wypatrzył i zmobilizował...itp
    Ważne żeby w życiu każdego dziecka a może i dorosłego była chociaż jedna ważna osoba, która mądre zasady mu przekaże, która mu pomoże odnaleźć właściwa drogę!
    Popieram Twoje stanowisko i też widzę efekt w prostych i jasnych zasadach z dużą dawką miłości i czasu spędzonego z dzieckiem.
    Ps. Ale fajnie się ogląda takie widoki o tej porze roku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana! Jak dobrze Cię znowu poczytać! I komentarzem tym nadrobiłaś wsze czasy :D
      Ja tez raczej z tych matek z problemami zasadowymi. Ale staram się bardzo. I właśnie z tego względu zwracam uwagę na to, jak postępują z moim dzieckiem w placówkach oświatowych. Bo jeśli mi rożnie to wychowanie wychodzi, to niech przynajmniej oświata dziecka mi niepotrzebnie nie psuje ;o) A wy to pop prostu macie wielkie szczęście, ze przedszkole takie i szkoła... Bo ja właśnie tej szkoły się obawiam....

      Usuń
  4. Blog ciekawy, ale strasznie ciężko go czytać, przez ten dziwny układ. Nie możesz pisać normalnie, dzielić tekstu an zwykłe akapity?
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Jeszcze nikt mi nie zwrócił na to uwagi. Bo ja lubię tak pisać - niby proza, a układ wierszowy.... Zapytam na fejsie, czy ktoś popiera postulat, bo może faktycznie masz racje, ze niewygodnie? :)

      Usuń
    2. Jestem tego samego zdania, zle sie czyta. Niepoprawny szyk zdania jest modny, ale błagam, nie w każdym zdaniu. Anka

      Usuń
  5. Kiedy w Anglii moja trzyletnia córeczka pierwszy raz poszła do przedszkola byłam przerażona, jak ona taka mała, nieśmiała, bez ang.języka sobie tam poradzi. Starałam sie przygotować na codzienne lamenty ( chociaż na histerię nie można się raczej przygotować) i wymioty przed wyjściem z domu. Na matki szczęście Julia zaaklimatyzowała się błyskawicznie, obyło się nawet bez łez. Dzięki dwóm stałym nauczycielkom, stałemu i dokładnie zaplanowanemu harmonogramowi dnia, Julia szybko wdrożyła się w wir zajęć. Mają tam swój timetable, w konkretnej godzinie jest czas na zabawę, naukę, malowanie, wspólne czytanie czy lunch. Julia mimo, że nie rozumiała wszystkiego co do niej mówiono na pewno nie czuła się zagubiona czy niepewna. Nie mam wiedzy jak funkcjonują teraz polskie przedszkola, ale angielska edukacja jak najbardziej przypadła mi do gustu.
    Jak zawsze piękne zdjęcia, pierwsze i drugie uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla dzieci i rodziców na pewno system jest fantastyczny. Ale nie chciałabym być wychowawczynią.... Bo widzę, ze bardzo dużo wymagań, dużo roboty papierkowej. A w szkole ponoć jeszcze gorzej - mam koleżankę, która w angielskiej szkole pracowała. Uciekła! Bo była odpowiedzialna za sukces każdego (!) ucznia. A jeśli uczeń nie miał lepszych ocen, to ona dostawała opierdziel. Robiła wiec nieodpłatne nadgodziny, żeby tym dzieciom korków udzielać. Albo obniżała poziom testów... Taka jest wiec druga strona medalu.

      Usuń
  6. a wiesz, że za klika lat, za dekadę może, ktoś na nowo odkryje stare metody i powie łał, jakie to odkrywcze :))) Będzie nowość, nowe podejście :P Moje dziecko chodzi do przedszkola o którym jest opinia, że nudy. A dlaczego nudy? Bo zbyt normalnie. Bo baletu nie ma dla trzylatków i jogi (tak jogi). A przedszkole jest genialne! Grupy po 10 osób. Świetne (normalne!) ciocie. Nawet pani kucharka taka co czasem któreś tam rugnie. Nawet mnie ostatnio się dostało: w butach się nie wchodzi TU. I co? Niemal jej na szyję się rzuciłam. I ta kucharka ma granatowy fartuch w białe kropki, jak kiedyś kucharki w mojej prl - owskiej szkole :) Genialne! No wiec ja wszelkim nowinkom mówię nie na tym etapie. Tu się cudów nie wymyśli. To wywarzanie otwartych drzwi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to! W naszym nowym tak samo! I Sara nagle po katach nie siedzi, koleżanki ma, odważna się zrobiła...
      A w szkole mojej walczę o dzieci - ofiary swoich przedszkoli i szkol - bo one do tej pory nie nauczyły się, ze na lekcji zgłaszać się trzeba, ze siedzieć na dupie, nie przeszkadzać, nie wpadać w słowo....

      Usuń
  7. A ja myslalam, ze nasze dziecko chodzi do przedszkola nowoczesnego, takie "robta co chceta", a po przeczytaniu zasad "starych" okazuje sie, ze ono chodzi do takiego wlasnie zacofanego, jedna pani, stala grupa, regularny rozklad jazdy, kary , nagrody. Oj ciesze sie, nie moglismy lepiej trafic, ja myslalam, ze to on ma luzy, a tu nie dzieckiem jest, maluje, klei, bawi sie, a przy okazji przyswaja wartosciowe rzeczy :) Ja to jednak mam male pojecie o systemach wychowawczych :) Oj ciesze sie, bo szkola ta sama co przedszkole, czyli nadzieja jest, ze wyrosnie na ludzi, a my rodzice z tych co raczej wychowuja niz pielegnuja dwulatkow. Ulzylo mi :)
    Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
  8. oj i ja mogłabym tu epopeję napisać:) powiem tylko tyle, że bez zasad, wymagać, planu dnia, bez rutyny po prostu się nie da. To znaczy da się ale z mizernym skutkiem. Dzieci tej rutyny potrzebują bardzo, to im daje poczucie bezpieczeństwa, wiedzą co po czym następuje i jak się zdarzy jakieś odstępstwo od normy, na przykład w porze po śniadaniu jedziemy do teatru, to wszystko staje na głowie, a dzieci pytają: a dlaczego teraz nie jemy owoców? to kiedy zjemy? przecież nie zdążymy na odpoczywanie? :) One same domagają się tego żeby to co stałe stałym było, bo tak jest dla nich najłatwiej w tym wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula, ty to mnie zawsze zrozumiesz :*

      Usuń
  9. No szybko sie zorientowalas, ze z tym przedszkolem cos nie tak, ze dziecko nieszczesliwe. Po trzech latach... Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba powinnam się cieszyć, ze ktoś czyta te moje teksty tak wnikliwie! :D
      A tak szczerze: Nie twierdziłam, ze się szybko zorientowałam. Bo na pierwszy rzut oka przedszkole było fajne. Możesz doczytać tutaj:
      http://hiena-oswojona.blogspot.com/2012/06/kindergartenprzedszkole.html
      A czy jeśli dziecko mi marudzi, ze nie chce iść do przedszkola, to mam je tam nie wysyłać? A może to jakaś faza? A może tęskni po prostu? Gdybym tak zawsze od razu dala za wygrana, to daleko bym nie zaszła. Przedszkolanki twierdziły, ze wszystko w porządku, moje dziecko zaś nie potrafiło mi powiedzieć sensownie, dlaczego nie chce iść do przedszkola. Wiec co? miałam kamerę zainstalować? Wszystkie dzieci chodzą do tego jednego przedszkola. Pewnie, ze są matki, które narzekają na to czy tamto, ale czy to powód, żeby skreślić cale przedszkole? No właśnie...
      zorientowałam się, ze cos nie gra dopiero jak Sara miała 5 lat - na rozmowie o mojej córce. Pani za bardzo nie wiedziała, co ma mi powiedzieć i poprosiła o tydzień czasu na konsultacje z innymi przedszkolankami. Od tego czasu zaczęłam zwracać uwagę na wszystko. I pewnie niewiele rzuciłoby mi się w oczy, gdyby nie to, ze wpadły mi w ręce odpowiednie książki, które mi otworzyły oczy pewne sprawy. Bo kto się nie zna trochę, ten nic złego w takim otwartym przedszkolu widzieć nie będzie. Być może nawet zachwalać będzie, bo z wierzchu prezentuje się super. Polecam lekturę Winterhoffa!

      Usuń
  10. Agnieszko popieram Ciebie w 100 %. Dziecko musi poznać świat uporządkowany, a stary system, tradycyjny jest najlepszym sposobem, żeby tej małej istocie to pokazać. Nowości czemu nie, ale musi być w nich jakiś sens i nie mogą krzywdzić naszych dzieci. Mam wrażenie, że takie pomysły, takie rewolucje służą jednemu - zarobkowi... Bo nowobogaccy rodzice często chcą być oryginalni i chcą posłać dziecko do oryginalnego przedszkola.
    Buziaki dla Ciebie i Sary

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam dokładnie inne doświadczenia z perspektywy wychowawcy w niemieckiej świetlicy otwartej.
    Właśnie taki model dzieci w świetlicy bardzo lubiły i świetnie się w nim odnajdywały.
    Znam również dzieci, które chodzą do przedszkola z częściowo otwartym modelem (nigdy nie jest to na 100%) i podobnież nie zauważyłam powodów do niepokoju, wręcz odwrotnie.

    Nie lubię, gdy ktoś wydaje absolutne sądy: taki model jest dobry, a ten jest zły, zrób to, a nie rób tego. Twoja wypowiedź brzmi według mnie nie jak Twoja prywatna opinia, w Twojej konkretnej sytuacji, a jak, przepraszam, prawda objawiona, która ma obowiązywać każdego.

    To, że takie a nie inne przedszkole jest dobre dla Twojego dziecka, nie oznacza, że jest dobre dla wszystkich dzieci. Myślę, że różni rodzice mają różne doświadczenia i dokonują różnych wyborów, indywidualnie według ich konkretnej sytuacji.

    zubra

    ps. A styl wypowiedzi na blogu jest dla mnie osobiście nieco męczący i chaotyczny, stylistycznie nie do końca spójny, co nie oznacza oczywiście, że powinnaś go zmienić.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. świetlica - zakładam, ze dla starszych dzieci?
      Przedszkole częściowo otwarte- tzn. w jakiej części? Bo jeśli w takiej, ze dzieci są w jednej sali i wybierają, czy chcą się bawić misiem czy malować - to nasze nowe przedszkole na tyle otwarte tez jest. I tak jest ok. Ważne, ze grupa stała i dzieci nie latają samopas.
      Mój post pisze z perspektywy obserwacji tego, co potem. Polowa dzieci w naszej szkole (sic!) nie jest w stanie usiedzieć na lekcji, zgłaszać się do odpowiedzi, pracować w grupach czy przy projektach. Coraz więcej dzieci nie wie, co to reguły, co znaczy, słuchać i respektować dorosłych. Pewnie, ze jak dziecko w domu wszystkiego się nauczy, to żadne przedszkole świata go nie skrzywi. Problem tylko taki, ze coraz więcej dzieci pochodzi z rodzin, gdzie oboje rodzice pracują i nie maja czasu, nauczyć dziecka podstawowych rzeczy. Ojciec znika na cale dnie, matka ciągle w stresie, dziecko siedzi do oporu w przedszkolu, a potem lata bez opieki po domu lub przesiaduje przed telewizorem. Już w swoim młodym wieku musi funkcjonować i być "samodzielne", bo rodzice nie maja dla niego tyle czasu, ile potrzebuje. Dziecko uczy się wiec tej samodzielności - tzn. samowolki. I potem taki dzieciaczek idzie do przedszkola, które - zamiast nauczyć go podstawowych reguł, których w domu nie było - jeszcze pogłębia ten stan niedojrzałości poprzez pozostawienie dziecko w systemie "robta co chceta".
      Chociażby ze względu na ten rozwój społeczeństwa trzeba przemyśleć obecne koncepcje wychowawcze. Co kiedyś było możliwe - kiedy w domu i mama była stale i dziadek i babcia w pobliżu - dzisiaj uległo całkowitej zmianie. Jeszcze kilka lat temu system otwarty byłby ok. Dzisiaj już nie.

      Znam mnóstwo dzieci, którym system otwarty nie szkodzi. Ale, czy jeśli nie szkodzi, to znaczy, ze pomaga? Czy przedszkole nie powinno przygotować dzieci na szkole, w której nie lata się miedzy projektami, tylko przebywa z własną klasa i funkcjonuje wg stałych reguł?
      System otwarty nie jest na dłuższą metę systemem optymalnym. Jak dla mnie, jest to zjawisko modne i ... praktyczne - dla przedszkola, nie dla dzieci. Bo jak się te dzieci na projekty rozdzieli, to można zatrudnić "wychowawcę" na 400euro - przyjdzie na parę godzin i znika. A taki stały wychowawca musiałby być na stale w grupie i trzeba by było mu porządnie zapłacić.... Już nie mówiąc o tym, ze trudniej zorganizować rozsądne zajęcia dla dzieci na cały dzień, niż je po prostu puścić samopas na jakiś "projekt".
      Bo co to za wysiłek: przygotować jeden "projekt" na tydzień i codziennie przyjmować nowe dzieci? A w porównaniu do tego: Codziennie nowe zajęcia dla własnej grupy. Wg mnie rachunek jest prosty: Po co się wysilać, skoro można iść na łatwiznę i zarobić tyle samo?

      Dobrym modelem byłaby grupa stała, ze stałym wychowawca, ale w obrębie tej stałej grupy różne propozycje zabaw czy zajęć. Ale wysyłanie dzieci do innych sal, powierzanie odpowiedzialności czterolatkom za organizacje ich życia w przedszkolu uważam za nieporozumienie.

      Rozumiem, ze dobrze się czujesz w waszej świetlicy otwartej. Cieszę się! Jeśli dzieci macie dojrzale, to czemu nie?

      Usuń
  12. Być może faktycznie inaczej rozumiemy pojęcie przedszkola otwartego lub - co równie prawdopodobne - inaczej jest ono realizowane w każdym przedszkolu. Każdy land w De ma przecież inny program edukacyjny, a przedszkola inne plany edukacyjne. Trudno mi na podstawie Twojej relacji ocenić, jakie to było przedszkole, dobre/złe. Z Twojej relacji wynika, że sposób prowadzenia zajęć nie był dla Ciebie i Twojej córki zadowalający - dobrze więc, że przedszkole zmieniłyście.

    Mnie bardziej chodziło o sposób, w jaki to przekazałaś. Odniosłam wrażenie, że niezadowolenie z tego przedszkola (bo może faktycznie było po prostu źle zorganizowane i źle prowadzone) wyraża się w krytyce wszelkich nowocześniejszych koncepcji wychowawczych ("Te nowe koncepcje wychowawcze do kitu są i tyle.") A to dość spore i mało merytoryczne uogólnienie. Rozwój bierze się przecież z potrzeby zmiany tego, co nie do końca działa - te "stare" koncepcje, którym hołdujesz, musiały więc też okazać się chyba nie do końca sprawne, skoro pojawiły się nowe.

    A na młodsze pokolenie, jako to, co nic nie umie, nie ma autorytetów i "nawet dzień dobry powiedzieć nie potrafi" oburzał się już Arystoteles. No a z nas, nad którymi rodzice kiwali głowami, też coś jednak wyrosło...

    No a najważniejsze - mam nadzieję, że Twoja córka czuje się dobrze w swoim przedszkolu i Ty jako mama masz do niego zaufanie i poczucie, że jest to właściwe miejsce dla niej.
    zubra

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj racja racja!!! Naprawdę nic dodac nic ująć ;-)
    Ja sie zgłosze do Ciebie na priv bo mamy pedagigiczny w sumie kłopot i zero pomysłów jak z niego wybrnac:(

    OdpowiedzUsuń