niedziela, 19 stycznia 2014

Trudny uczeń



Dzień jak codzień.
Prawie.
Wchodzę do klasy 7,
widzę chłopca robiącego komórką zdjęcia,
proszę go o oddanie komórki.
W naszej szkole jest absolutny zakaz... 
Za karę odbieramy komórki na cały tydzień...
Chłopak wie o tym.
Nie chce oddać, krzyczy, że nie zrobił zdjęcia,
że to niesprawiedliwe.
Zero zrozumienia sytuacji.
Odbieram mu więc szybko komórkę,
na co chłopak rzuca mi pod nogi stół...
Wybuch złości, jak u dwulatka,
któremu odebrano zabawkę...




Obserwując jego, a także wiele, wiele
innych dzieci, coraz częściej
odnoszę wrażenie, że mam do czynienia
z dwulatkami.
Nie piszę tego prześmiewczo, absolutnie.
Coraz więcej dzieci
pozostało na tym etapie rozwoju.
A zawdzięczają to wszystko swoim rodzicom,
którzy zatracili zdrowy instynkt rodzicielski.
Zamiast wymagać od dzieci coraz więcej,
stawiać granice, karać za przewinienia,
wymagać przejmowania obowiązków,
rodzice traktują swoje dzieci coraz częściej
jak małe książęta.

Coraz częściej dają za wygraną,
byle tylko święty spokój był.
Coraz częściej dziecku decydować pozwalają
(a piszę tu o dzieciach w wieku przedszkolnym).
Coraz więcej zabawek w pokoju dziecka,
coraz mniej sensownego czasu z rodzicami.

Nie wiem, skąd nadzieja,
że dziecko samo się wychowa?

Dlaczego 6-latki jak niemowlęta się zachowują?
niemowę nie potrafi poczekać - jak płacze,
trzeba reagować od razu, przytulić, nakarmić,
przewinąć - taka natura niemowlaka.
Trzylatki powinne być już w stanie
poczekać chwilkę.
Nawet jak głodne są, poczekać potrafią.
Potrafią zrozumieć, że jak ktoś mówi,
to trzeba odczekać, żeby samemu coś powiedzieć.
Pod warunkiem, że rodzic od niego tego wymaga...
I tak w czasie przedszkolnym dziecko nauczyć się powinno,
że są reguły, których przestrzegać trzeba.
Idąc do szkoły umieć powinien:
- podczas lekcji siedzieć na swoim miejscu,
- nie gadać, kiedy mu się podoba,
- nie przeszkadzać innym dzieciom w nauce,
- przestrzegać reguł szkolnych.

Rzeczywistość wygląda jednak tak,
że coraz więcej 6-7-latków
do szkoły się po prostu nie nadaje!

Te dzieci nigdy nie nauczyły się w domu
przestrzegać jakichkolwiek zasad.
Przerywają innym, kiedy powiedzieć coś chcą,
podczas posiłków na krześle nie usiedzą,
zadania nie skończą,
bo wysilić się trzeba, bo nudne...
A rodzice nie reagują, bo po co
się denerwować?
Lepiej wyręczyć,
być na każde zawołanie,
wytłumaczyć przed sobą/małżonkiem
każde przewinienie,
obowiązków nie powierzać,
bo "za małe jeszcze",
do karania serca nie mieć.
Słowem: Jak niemowlę traktować.

I z drugiej strony:
Dziecko decydować o wszystkim niemalże
samo może,
bo konsekwencje samo odczuwać będzie.
I tak dziecko nauczyło się...
samowolki.
A jak rodzic od czasu do czasu
swoją wolę narzucić chce,
to atak złości następuje.
Bo jak to?
Dlaczego nagle trzeba robić to,
co inny ktoś chce?
Dziecko nie rozumie.
Nie zna tego.
chcąc, nie chcąc,
rodzic dziecku ustępuje.
Dla świętego spokoju.
Szkoła już go wychowa....

A w szkole to już w sumie
za późno na wychowanie
niegrzecznych dzieci jest.
I mało realne. 

Wtedy rodzic szkołę szturmuje
i o wszystko pretensje ma.
O każdą ocenę za książątko swe walczy,
każdą uwagę dyskutuje,
winę u dzieci innych (niegrzecznych!) widzi
lub u nauczycieli.
Byle nie u siebie....

Drodzy rodzice,
dziecko wasze konsekwencji potrzebuje
i zasad jasnych!
Oraz rodziców, którzy rodzicami są,
a nie kolegami czy partnerami.
Nie bójcie się od dziecka wymagać!
Nie będzie ono was mniej kochało,
jeśli zadanie mu powierzycie
czy ukaracie odpowiednio do wieku
i przewinienia.
To wy ustalacie zasady,
to wy decydujecie, co 
dziecko ma robić.
A jeśli decyzje samodzielne dziecku 
umożliwić chcecie,
zapytajcie, czy skarpetki
żółte czy czerwone założyć chce.
Bo na tyle przedszkolak zdolny jest
zdecydować naprawdę!


Więcej na temat w poście:
Jak wychować sobie tyrana.

21 komentarzy:

  1. sama prawda!! super temat:)
    a mnie diabli biorą, jak słyszę pytania od rodziców, albo czytam "w sieci" o tych okropnych przedszkolnych zasadach, o pewnych rytuałach (które nie są bez celu), do których wdraża się dzieci (takie malutkie jeszcze - mówią rodzice), po to żeby za 2-3 lata w szkole nie zachowywało się jak małpeczka, lecz po to by było w stanie w tej nieszczęsnej ławce wysiedzieć i nauczyciela posłuchać, bo taki mamy system i póki co alternatywy brak.
    a tak poza tematem, to widzę że u Was piękna zima, tak jak i u nas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Ty musisz mnie zrozumieć, bo widzisz zapewne to samo co ja. Niewychowane dzieci, rodziców z pretensjami, z postawa roszczeniowa.... :*

      Usuń
  2. Uwielbiam takie teksty domorosłych moralizatorek, ekspertek wychowawczych. Ciekawe jak się będzie czytało takie teksty gdy się dryl nie sprawdzi i odwrotny skutek odniesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O drylu nic nie pisałam. Dryl bowiem, to tresura. Ja tu pisze o zdrowym wychowaniu z zasadami i konsekwencjami. I gdyby rodzice się tych zasad trzymali, nie byłoby takich niegrzecznych, ba! bezczelnych! dzieci w szkołach.
      Ja tu pisze z praktyki: widzę niewychowane dziecko, rozmawiam z rodzicami i - no, nie wiem, czy mi uwierzysz - w każdym przypadku ta sama historia :D Ja się dopytam, przycisnę do ściany, to każdy rodzic opowiada to samo. No bo, powiedz, skąd się to bierze, ze dzieci są takie niegrzeczne? Wina szkoły? Czy może niegrzecznych kolegów?

      Co zaś do twojego "drylu": pewnie tez się zdziwisz, ale tym najtrudniejszym przypadkom, których rodzice wychować nie zdołali, właśnie dryl pomoc już tylko może. W naszych najtrudniejszych klasach żelazna dyscyplina ratuje czasami najbardziej wykolejone dzieci. A jak dyscypliny nie ma, to uczniowie skaczą po ławkach i parapetach... Bo w domu tez robią, co im się podoba. Rodzice dawno już się ich boja, są bezsilni lub po prostu dali za wygrana....
      Ale rozumiem, ze twoje dziecko świetnie się rozwija bez głupich zasad :)

      Usuń
  3. No i patrz, Hieno, ty domorosla ty..., alez ci ten anonim powiedzial :-)))
    A serio, zaczynam rozgladac sie znad wozka i jestem troche wstrzasnieta tym, co obserwuje w tym Erefenie. W tramwaju mlodziez szkolna zachowuje sie jak trzoda chlewna. Tu dostrzegam wyzszosc angielskich mundurkow, po mundurku mozna bylo rozpoznac, kto gdzie i skad i na delikwenta doniesc, co raz uczynilam i spokoj nastal od reki. A tutaj? Staruszke rozdepcza, a spoleczenstwo milczy, bo to przeciez a) nie nasza sprawa, b) to tylko dzieci.
    A najcudniejsza scene widzialam ostatnimi czasy w muzeum. Babka poprosila czteroletnia wnuczke, by ta przestala zabierac zabawki dzieciom. Wnuczka nic. Babka zaczela wyciagac ja z kacika zabaw, mala dalejze tluc babke piesciami. Obok siedzimatka czterolatki i karmi niemowle i nawet slowem sie nie odezwie, a babka zamiast ten pruski dryl to zaczyna sprawe obracac w zart, smiac sie i ze hi hi cha cha jakie to zabawne. Odpadlam od sciany. Niestety obserwuje podobne zakusy u Hauptcioteczki i wzgledem obracania spraw powaznych w zart i wzgledem prob upupiania mi trzyipollatki, ktora nie wymaga karmienia lyzka, bo umie jesc sama, nie wymaga tez ubierania, bo sama potrafi zalozyc sobie gacie, rajstopy, czy koszulke. Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaczko ty moja, ty wiesz, ze ja cię wielbię? :) Tak krótko w Rajchu, a już takie dalekosiężne spostrzeżenia :D Co to będzie, co to będzie? :D

      Usuń
  4. ah, mnie sie dyskutowac dzis nie chce;) Ja sie po prostu zgadzam:) Wymagam i staram sie; raz lepiej raz gorzej, ale sie staram.Czasem czuje sie strasznie staro, jak widze zachowanie dzisiejszej mlodziezy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet mi nie mów. W naszych czasach tego nie było! No ale rodzice potrafili być stanowczy i konsekwentni. A dzisiaj jakby świat na głowie stanął.

      Usuń
  5. acchh od lat wiadomo,że czym skorupka za młodu nasiąknie...
    no i przestańmy winne na innych zwalać,zachowujmy się jak dorośli i potrafmy przyznać się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak trudno się przyznać do porażki. Mam takiego ojca, który opowiada mi bajki o wspaniale funkcjonującej rodzinie. A ja wiem, ze kłamie mi w żywe oczy... :)

      Usuń
  6. Agnieszko, to ja Ela (gerber) Podczytuje Twój blog od pewnego czasu, pierwszy raz zabieram głos. Zabieram dlatego, że nie zgadzam się z Tobą i Twoją opinią. W pewnych kwestiach masz rację, trzeba ustalać jasne reguły i wymagać. Jednak każde dziecko jest inne i nawet jeśli jedno jest usłuchane i grzeczne, bez problemu przestrzega reguł, rodzony brat lub siostra może mieć na każdy temat inne zdanie i inną reakcję. Kiedyś napisałam, że posiadanie jednego dziecka to wakacje, każde kolejne wprowadza w życie i nadal tak uważam. Życzę ci, abyś sama mogła się o tym przekonać. Nie jest tu moim celem obrażanie Ciebie czy innych czytelników, ale nie uogólniajmy, bo możemy kogoś skrzywdzić. Nie w wiemy jak jest u innych w domach, jak wygląda ich codzienne życie i jak naprawdę wygląda wychowanie. Przepraszam za ewentualne błędy, ale pisze z telefonu. Chciałabym może więcej napisać, ale na tym zakończę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj gerberko :) Cieszę się, ze zabierasz glos, tylko nie za bardzo wiem, z czym się nie zgadzasz. Napisz konkretniej, to podyskutujemy :)
      Nie napisałam tego wywodu bazując na wychowaniu mojej własnej córki, bo jest ono w toku. Pisze raczej o moich dzieciach w szkole, z różnych rodzin: biednych i bogatych. Z temperamentem i bez. Przeróżne dzieci. Przeróżne rodziny. Scenariusz jednak zawsze ten sam. Dzieci są niewychowane, bo rodzice ich nie wychowali.
      Scenariusz drugi tez istnieje, ale o tym chciałam napisać innym razem: Dzieci z rodzin rozbitych lub wychowywane bez udziału ojca (wiecznie w pracy lub zajęty) - dzieci, którymi rodzice się nie zajmują. Te dzieci, zranione przez rodziców, również są niegrzeczne. Nie dlatego, ze od nich nie wymagano, tylko dlatego, ze przy tym całym ogromie wymagań, miłości im nie okazano.

      Usuń
    2. A ja mysle, ze to przeciez cholernie oczywiste, ze kolejne dziecko zmienia rodzine. Sama stoje wlasnie na takiej lodce, ktora sie rozbujala narodzinami kolejnej corki. Problem jedynie w tym, ze jesli czlowiek nie potrafi wychowac jednego dziecka to tym bardziej nie da rady sobie z dwojka, czy trojka. Czy sugerujesz Gerberko, ze to same dzieci i ich odmienne (to tez oczywiste, ostatecznie, nie ma identycznych ludzi) charaktery sa winne niepowodzeniom wychowawczym rodzicow? To dosc wygodna wymowka. Czy to nie rodzice winni tak zajac sie swoimi dziecmi, by te roznice dostrzegac i do tych roznic dopasowywac swoje metody wychowawcze?

      I jeszcze jedna rzecz, ktora mnie od zawsze mocno porusza: 'posiadanie dzieci'. Kwestia semantyki, ok, ale przenigdy sie nie zgodze z tym, ze dzieci sie 'posiada'.

      Usuń
  7. Jako komentarz pozwole sobie wkleic link do postu
    http://missameliape.blogspot.ie/2013/09/prosba-twojego-dziecka.html

    podpisuje sie obiema rekami pod tym co jest w nim zawarte :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie zawsze byłam stanowcza, ni zawsze konsekwentna, ale się starałam. Mimo, że dałam młodemu dużo wolności i swobody w wyrażaniu swoich opinii i chceń. Nigdy nie zbierałam go z podłogi, nie musiałam udawać, że nie znam tego chłopca... Przez wiele lat otrzymałam zwrotne informacje o tym "jaki ten chłopak jest dobrze wychowany" i powiem Ci nie mam pojęcia gdzie jest recepta ;) Bo tak jak na wstępie :))))
    Przy czym pisząc "nie zawsze" mam na myśli, że to moje matczyne miękkie serce przegrywało. Wiem tylko, że można odmówić, że można wychować wolnego i radosnego człowieka, który ma swoje zdanie, swoje chcenia (czasem tak dalekie od mojej percepcji), ale można - tylko jak? Hahaha (ja chyba za dużo tego Korczaka właśnie czytałam) ;)
    No i te spodnie różowe mu kiedyś pozwoliłam założyć, co to je od babci dostał do zielonej bluzki hahaha (jeszcze w przedszkolu)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez się staram. I rożnie bywa z ta konsekwencja. ;-)
      Wiesz, niektóre matki nie potrzebują recepty, bo posiadają naturalny, zdrowy instynkt rodzicielski. Ty go właśnie masz! Potrafisz odpowiednio do sytuacji zareagować.
      Problem ostatnich lat polega na tym, ze rodzice ten instynkt zatracają. świat coraz szybciej się kreci, katastrofa za katastrofa, stres w pracy, nie wiadomo co będzie jutro... i każdy szuka tej harmonii. Coraz więcej rodziców szuka tej harmonii w swoich dzieciach. I chcą tej harmonii za wszelka cenę, przez co zatracają zdrowe podejście do swoich dzieci. Sytuacja jest do tego stopnia paradoksalna, ze rodzice identyfikują się z dziećmi i chodzą niejako "za dziecko" do przedszkola, do szkoły.... każdą złą ocenę, każdą uwagę odbierają jako atak na siebie, a nie jako rzeczowa informacje co do rozwoju/postępów/ zachowania swojego dziecka...
      Korczak się sprawdza, jak jest pewna baza - te granice i konsekwencje. Albo może na odwrót: Najpierw trzeba Korczaka, żeby konsekwencje zadziałały i kształtowały młodego człowieka. :)

      Usuń
  9. Amen. Dobrze napisane. Współczuję tym rodzicom za 10 lat jak na dzień dobry dostaną kopa od swojego syncia ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się i u samej siebie widzę, że rodzice w zbyt wielu rzeczach mnie wyręczali, a z roku na rok jest coraz gorzej (nie ze mną,a z nowymi pokoleniami i biernością rodziców). Coraz częściej rodzice pozwalają całe dnie przesiadywać dziecku przed komputerem/telewizorem tylko dlatego żeby mieć święty spokój i ot całe wychowanie. Z niechęcią to piszę, ale jednak...widzę po moim młodszym kuzynostwie i ich koleżankach/kolegach jaką samowolkę mają. Zero reguł, zero zasad. Ostatnio w sklepie na oko 8 letnie dziecko przerywa swoim rodzicom w rozmowie ze spotkanymi znajomymi. Przerywa to mało powiedziane, drze się "pić! pić! chce pić!". Gdzie tu szacunek do starszych? Gdzie słowo proszę? Gdzie cierpliwość? Niby szczegóły, ale jak się wszystko poskłada razem to właśnie wychodzą skutki lenistwa i zaślepienia rodziców.
    Żeby nie było, że wrzucam wszystkich do jednego worka.

    OdpowiedzUsuń
  11. prawda prawda wszystko prawda u nas w domu wiecznie wojny z 6-cio latkiem bo ja wymagam bo ja prosze by sprzątnął zabawki i nie odpuszczam ale głośno jest bo moj wyje rzewnymi łzami ale robi :)

    ja zawsze mówię że kocham i wymagam dla ich dobra

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie pisałam o wychowaniu u Mamy Pisarki :)))
    Ja uczę już dorosłych ludzi, a jednak problemy te same... Świat oszalał, jest niewiele młodych ludzi, którzy wiedzą co należy, a co nie, że jest coś takiego jak dobre wychowanie. To przerażające, ale myślę, że osoby nie przebywające na codzień z dziećmi/młodzieżą nie zdają sobie sprawy jakim to dużym problemem się stało. I często w pracy zastanawiamy się czy może być jeszcze gorzej, a może nastapi jakiś zwrot i będzie już tylko lepiej :)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Chodze do klasy 6 w szkole niemieckiej majac lat 13 z 11 latkam wytrzymac musze . jak cos im nie wyjdzie lub zla ocene dostana to placza w nieboglosy lub z nauczycielami sie wyklucaja . juz mi powoli nerwy puszczaja a do szkoly chodze tylko 4 miesiace . czuje sie jakbym w klasie 7 latki miala. Ale niestety takie czasy :/ ��

    OdpowiedzUsuń