Sonntag, 8. Dezember 2013

Weihnachtsmarkt

 

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
co to będzie? co to będzie?


Gdyby teściowa moja polski znała
(i literaturę konieczną)
zapewe cytowałaby słowa wieszcza
jak mantrę.

Zapewne nie jedna ona...


Co roku o tej porze spektakl podobny.
Każdy emeryt w okolicy wybiera się na drugi świat.
Teściowa moja solidarnie rownież.
Już nawet lalkę porcelanową Sarze w spadku dała.
Niedługo zapewne dogladąć się po nocy każe...
I tak do wiosny...

Być może jakaś emerycka grupa wsparcia
jarmarki bożonarodzeniowe zainicjowała?
Siedzieli sobie w izdebce ciemnej,
o vanitas vanitatum rozmyślali
i jakaś łebska głowa "dość!" powiedziała...?

A potem budki rozłożyli,
wino w garze zagotowali, pieczarki na patelnię wrzucili
i od razu powód się znalazł,
żeby tłuszcza chaty swe duszne opuściła
i świętować na ulicy zechciała...?

Jaki był początek, nie wiem.
Ale tłuszcza niemiecka świętować chce.
I robi to wytrwale od huhu!
Gdzie wino grzane się leje,
nikt się na świat równoległy nie wybiera ;o)

Zapobiegamy i my regularnie ;o)
Bo - jak matka po porodzie -
po roku zapominamy,
jak było rok temu ;o)

Zimno jak diabli,
ceny jak rozbój w biały dzień,
tłum jak na koncercie,
a tu jeszcze czołgo-wózki w ten tłum się toczą -
bo gdzie najlepiej wyprowadzić niemowlaka,
jak nie w tłum pijący wino grzane?
No właśnie :o)

Kto z was nie był jeszcze na niemieckim
jarmarku przedświątecznym?
Wczujcie się! Zaraz będziecie mogły powiedzieć,
że tak właściwie, to można by rzec,
ze byłyście ;o)

A więc:
Wychodzisz ubrana na Pi i Sigme
i podążasz za tłumem, w stronę muzyki...
Tłumu przybywa, muzyka coraz głośniejsza,
lud zaczyna się o ciebie ocierać...
Jesteś na miejscu!

Przepychasz się do budki z grzańcem,
i cieszysz się jak głupia, że ci przez chwilę
ciepło w palce i gardło.
I stoisz tak w tym mrozie, grzejesz się,
i do głowy ci nie przyjdzie, żeby
do pobliskiego lokalu wejść
i jak człowiek się ogrzać - za te same pieniądze...

Następnie tłum taranujesz i
po knedle z sosem ruszasz z kopyta.
Cel swój osiągnąwszy balansujesz w tłumie tym samym
z miską jednorazową.
I lampka czerwona zaświeca się z wolna...
Oto stoisz z knedlem gorącym, obficie sosem polanym,
czereśniami obłożonym...
Twoje zadanie: Łup spożyć nie poparzając się przy tym,
nie ukwiecając kurtki czereśniami, nie skąpawszy się w sosie.
A! I pozostawiając przypadkowych przechodniów
bez szkód.

To samo powtarzasz z plackami ziemniaczanymi,
kiełbasami, frytkami, naleśnikami...
aż stwierdzisz, że kolacja była dobra ;o)

Twoje dziecko, jeśli przypadkiem nie zgubiło się jeszcze
lub tłum go nie stratował, wrzeszczy, że mu zimno,
ale na karuzeli na pewno się rozgrzeje ;o)
Wrzeszczy tak długo, aż kupisz karnet.
Karuzela zatrzymuje się, a ty z dzieciakiem pod pachą
lecisz za białym konikiem, konkurując przy tym
z napakowanym osiłkiem trzymającym pod pachą
swoją słodką pociechę. Nie zdążyłaś? Konkurencja była zbyt silna? Nie szkodzi! Tłumaczysz dziecku, ze słonik jest o wiele fajniejszy, niech więc siada i nie wybrzydza.
Przywiązujesz pociechę do słonia, a sama - słusznie ocierając pot z czoła - idziesz nagrodzić swoje bohaterstwo winem grzanym. Dziecku swojemu radzisz przy tym, żeby ze słonia nie schodziło. Albo niech się o konika samo zatroszczy - najlepiej tak perfidnie sprytnie, póki ojciec osiłek na bruku jeszcze stoi, a karuzela ostatnie kółko kręci...

Zabawa trwa tak długo, aż stwierdzisz, że
nie masz już ani centa.
Podwijasz ogon i wracasz do domu.
Dziwisz się sobie, że tyle pieniędzy na nic wydałaś.
Lub cieszysz się ze wspaniale spędzonego dnia ;o)








PS. Przedszkole Sary na jarkarku wystawiło jasełka i śpiewało
przeboje świąteczne.


Kommentare:

  1. też dzisiaj byliśmy...na 20 bud jarmarcznych 15 było z żarłem i wińskiem....żenada mam nadzieję,że w większych miastach jest przyjemniej.
    Pozdrawiamy

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. W wiekszych miastach jest urwanie glowy. Ja pisalam o Trierze. Bo u nas we wiosce to taka wlasnie bida z nedza ;o)

      Löschen
  2. a ja wlasnie te swiateczne tlumy lubie, i festyny jak my to nazywamy :)) normalnie szlag by mnie trafil ale w grudniu caly ten szal i dzikie tlumy lubie :))) i chleb ze smalcem i gofry i kielbasy bo to menu takich imprez w w-wie, i te ryczaca muze, i wyjace dzieci, i wsciekle matki :))) swiateczny dziki szal czasem jest mi potrzebny, bo ja lubie roznorodmosc! i taniec i rozaniec ;p

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Ja tez! Co roku chodze w tym scisku i co roku sie dziwie, po co mi to bylo :D

      Löschen
  3. Ja byłam na świątecznym jarmarku w Berlinie 2 lata temu czy 3 nawet.... i podobało mi się strasznie choć ceny kosmiczne grzańca nie pożałowałam :D ja tak jak Ania lubię tłum i te jarmarki ale tylko w święta :D

    AntwortenLöschen
  4. Jak tu nie pojsc, skoro tradycja :-) No i u nas wciaz jeszcze cieplo.

    AntwortenLöschen
  5. :-) ciekawie....Sara slicznie wyglada...bardzo podoba mi sie jej kurtka + buciki....i spodniczka...i kapelutek ( ten sam mamy) chacha...pozdrawiam

    AntwortenLöschen
  6. Tez lubie festyny swiateczne. I tez nawet z wozkiem sie tam pcham mimo tego ze niektorzy twierdza, ze to takie nierozwazne ;-)

    AntwortenLöschen
  7. he he dzięki za poprawienie nastroju :)
    Pozdrawiam!
    Gosia.

    AntwortenLöschen
  8. bardzo detaliczny opis ;)) mi się najbardziej podobałoby ubranie na pi i sigmę ;))

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. a wiecie, że młodzież teraz nie wie co to Pi i Sigma :) miałam taką `wpadkę` niedawno, mówię takiemu znajomemu młodzianowi, że kurtkę Pi&Sigma ma, a on oczy wybałuszył i pyta: eee? no to ja zapytałam naszą nianię co ma 24 lata czy wiec co to? eee tam w ogóle nie miała pojęcia...

      Löschen
    2. Najlepsze,że w takim stroju to i chodzi się jak Pi i Sigma ...ciężko się poruszyć...

      Löschen
  9. i zrobiło się świątecznie :) ja tak jak Ty ,nie przepadam za tłumem, stąd takie imprezy raczej omijam ..chyba że jestem gdzieś na wczasach, to wtedy z ciekawości pójdę popatrzeć ......Pozdrawiam ciepło ..

    AntwortenLöschen
  10. po takim opisie to " i ja tam byłem, miód i wino piłem" :)

    AntwortenLöschen
  11. naprawdę się usmiałam, szczególnie z ubrania na Pi i Sigma i z wrzeszczącego niezaginionego dziecka ;) i naprawdę poczułam się jakbym tam była :)
    Hiena, zapraszam jutro do mnie, planuję również post krajoznawczy, no po części, może bardziej sklepoznawczy ;)

    AntwortenLöschen
  12. a ja choć teoretycznie te jarmarki lubię i do nich ciągnę uciekam po chwili.
    Ale i tak z powrotem wracam. Przewrotność ludzkiej natury.

    AntwortenLöschen
  13. Jarmark przepiękny!!
    Stylizacja super. Wszystko nam się podoba!
    I coś wiem o tym syndromie na święta-moja teściowa i siostry teściowa.... może faktycznie jakaś gr. wsparcia ;)

    AntwortenLöschen