środa, 18 grudnia 2013

Opowiesc wigilijna




Kiedy byłam mała,
święta mandarynkami pachniały.
Już w poranek wigilijny
coś w powietrzu wisiało.
Mikser dziko, bez wytchnienia buczał,
 w garze bulgotanie,
opary i zapachy roznosiły się po domu całym.
A nasza trójeczka,
z tajemniczą miną w pokoju
zamykała się,
żeby prezent dla mamy pięknie zapakować.

Raz było to mydełko,
raz rajtuzy,
innym razem płyn do mycia naczyń...
To w mniemaniu naszym
radość sprawić miało jej.
Nie raz uśmiała się z nas,
że prezenty takie...
Nie raz radość wielką udawała.
A my cieszyliśmy się,
że podoba się jej...
Dzień wigilii postny był.
Zwyczajem ludności pobożnej
przed wielką ucztą miejsce w brzuchach robiliśmy.
I tak po domu szwendaliśmy się,
bo burczało, w brzuchu ściskało,
a zapachy takie, że ech...
Jak ciemno robiło się,
całą trójką przy oknie sterczeliśmy,
z nosami przy szybie...
Czy jest już gwiazdka pierwsza?
Czy zasiąść do wigilii można już?
Czy to już?
Każde z nas elegancko przyodziane
w pokoju stołowym na wigilię
w napięciu wielkim czekało.
Aż w końcu zacząć miało się!  
Modlitwa najpierw.
W rządku jednym przed obrazkiem
stawało się, by "Ojcze..." i "Zdrowaś..." odmówić.
Kupa śmiechu przy tym była.
Rodzeństwo moje młodsze,
po kątach rozstawione,
wszystkiemu winne było.
Sytuacja zgoła niecodzienna:
rodzina elegancka, poważna,
przed obrazkiem stoi
w skupieniu modlitwy recytuje...
I bądź tu człowieku poważny,
widząc ojca pod nosem mamroczącego,
mamę głośno przywodzącą,
i dzieciaki, powagi tej zdzierżyć nie mogące...
Potem biblii czytanie.
Opowieść wigilijna bez końca...
I opłatek jeszcze...
Czy wspominałam, ze w brzuchu
nam ciągle burczało?
A tu jeszcze życz każdemu,
co najlepsze...
No i w końcu!
Kolacja.
Zupa grzybowa,
barszcz,
pierogi z grzybami,
ryba,
makowiec.
Najlepiej smakowały
na brzuchy wygłodniałe.
Z talerzy znikały szybko,
bo oko mimowolnie
w choinki stronę wędrowało.
A pod choinką prezenty dla nas.
Wymacane już przed kolacją,
wyszukane, zlokalizowane,
w napięciu trzymające.
Po skończonej kolacji,
w ręce nasze paść miały.
Cudów wielkich tam nie było.
Nikt sklepu z zabawkami
dla nas nie wykupił.
Nikt prezentami za pieniądze
przesadzone nie zasypywał.
Skromnie raczej było,
ale od serca.
Raz kapcie, raz portfel,
czekolady, mandarynki,
drobne upominki,
które cieszyły zawsze.
Bo czasy inne były,
bez hipermarketów,
zabawek bez liku...
Czy źle nam z tym było?
Czy powinno?
Czas ten był naszym czasem.
Czy lepszym, czy gorszym...?
Któż ocenić to może?
Dla nas był on czasem najlepszym,
pełnym magii, radości,
kiedy rodzina razem jeszcze była,
kiedy do brata dzień cały
jechać nie musiało się,
kiedy mama młoda, zdrowa była,
a głowy nasze pełne marzeń
i nadziei...
W tym roku wigilię
po raz pierwszy sami spędzimy.
Bez opłatka, pierogów, modlitwy...
na niemiecka nutę.
Czy magicznie będzie?
świątecznie, prawdziwie?
I czy Sara kiedyś
przy choince siedząc,
córce swojej opowiadać będzie,
że najpiękniejszy był to czas?
Tego nam i wam życzę!


12 komentarzy:

  1. Kurcze każdy wspomina te nasze dziecięce wigilie tak wyjątkowo...ale co się dziwić wtedy wszystko było inne,mało dostępne i te drobiazgi takie cenne dla serca!
    Będzie inaczej ale wierzę,że sprawisz aby Sara czuła tą magię!
    Ps mi się jeszcze święta ze zimnymi ogniami kojarzą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę cudownych pełnych ciepła i magii świąt ...spineczki wyszły super! ja jeszcze swoich nie zrobiłam ..Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. U Nas podobnie i wtedy swieta inaczej pachnialy a to pewnie za sprawa tego ze sie dzieckiem bylo.
    Ale prezenty wymyslaliscie dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A u mnie Święta znów pachną jak wtedy kiedy dzieckiem byłam- od kiedy Mieszko jest z nami:)
    Cudne kadry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas tez z Sara zupełnie inaczej. święta musza być z dzieckiem.

      Usuń
  5. oj, aż mi się łza zakręciła... zapachy, macanie prezentów... u nas wigilie były u babci i cioci, takie ogromne, z kupą dzieciaków, wrzaskami, śmiechami, jak tu Maryla zajrzy to przytaknie, bo to właśnie u nich się odbywało, cudne, najlepsze momenty... A ja Wam życzę przy tej okazji, żeby magia Was nigdy nie opuszczała bo ona w życiu jest ważniejsza niż nam się zdaje, a zdecydowanie łatwiej było o nią w czasach bez marketów, w czasach zapachu mandarynek ...
    ps. pierogów se nie mogła nalepić sama, aaa ??? :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umiem! Rozwalaja mi się, jakies takie nie za bardzo się robia....

      Usuń
  6. Bardzo podobnie mogłabym opisać moje święta z dzieciństwa.
    I ten zapach mandarynek i zimne ognie...
    I ta szminka czerwona z kiosku Ruchu pod choinką dla mamy:) musiała być!
    Dzieci mają jakiś dziwny dar do wymyślania idealnie trafionych prezentów, no kreatywne są:) Kaja dziś kupiła dla swojego taty gazetę o górach:) na gwiazdkę (sama bym na to nie wpadła:)), za własne pieniądze wytrzepane ze skarbonki. I to tajemnica jest, tata nie wie nic a nic!! I znając go, wiem że będzie zachwycony, tym że ona sama taki prezent wymyśliła. I widziałam jaka zadowolona biegła z tą gazetą do kasy w empiku, tak samo ja zachwycona z tą szminką w kieszeni lat wiele temu do domu biegłam. W tajemnicy:) Magiczne były te święta dla nas, dla dzieci. Może dla naszych też takie w pamięci zostaną.

    OdpowiedzUsuń
  7. eh, tak bylo! Prawie pod wszystkim sie podpisuje, bo mnie dluuugo zapach mandarynek kojarzyl sie ze swietami!Pamietam jak tato caly wor przyniosl...I nawet te smiechy przy modlitwie!Mamie az przykro bylo, jak sie pod nosem z siostra chichralysmy...I ten karp w wannie.I pamietam jak sie "jaralam" pasta do zebow w 3 kolorach.
    Swieta juz nigdy nie beda takie same:( Mnie sie nie chce, ale nie machne calkiem reka , bo kto malej pokaze?Eh...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja kocham Święta niezależnie od tego, jakie są, wszystko mi jedno, czy mydło dostanę, czy mikser. Tak naprawdę. Bo oczywiście pragnienia się zmieniły też z wiekiem, i z potrzebami. Teraz są cudowne, bo dzieci, bo magia, ale tęsknię i ja do tamtych pierwszych Świąt, bo ludzi mi brakuje: babci, dziadka, drugiej babci, kuzyna, przebrania Mikołaja, schowanego w dziadkowej szafie. Nie ma szafy. Ba! Nie ma nawet mieszkania dziadków już. A było moją oazą. I centrum Świąt. Tak, za tym tęsknię. Za nimi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakbym o swoich świętach czytała....tych sprzed stu lat;-)
    Odwiedziny obu babć koniecznie w wigilię - brnięcie w zaspach sniegu żeby od domu do domu dotrzec....wypatrywanie tej pierwszej gwiazdki a potem chowanie się po kątach przed kolędnikami którzy na winko przychodzili - teraz juz wiem dlaczego te ich kolędy tak dziwnie brzmiały, wtedy nie kumałam:-)
    Ach.....cudowny czas!!! Ostatnie "ileś" lat święta są inne...czesto samotnie na obczyźnie spędzane, raz z wigilią a raz i bez:( W tym roku po raz pierwszy od niepamiętnych już czasów ma być inaczej - oby i mnie udało się stworzyc piękny obraz świąt który kiedyś tak miło będzie wspominac moje dziecię jak wspominam ja święta z dzieciństwa!
    P.S. Myslałam ze Sara ma na włoskach opaskę - a to spineczki -ale czad!!! I wytwór własny - niesamowite!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Przypomniałaś mi moje święte te z przed wielu lat pełne radości i magii...cudnie było mimo iż czasy gorsze...wyczekiwanie pierwszej gwiazdki i pakowanie prezentów i to burczenie w brzuchu pamiętam jak dziś :D
    My w tym roku po raz pierwszy spędzamy wigilię sami i chciałabym bardzo by córa ma za lat kilkanaście miała takie wspomnienia jak my...by była w nich magia...

    OdpowiedzUsuń