środa, 13 listopada 2013

Zgubiona


 Chyba męski umysł mam.
Albo nauczycielski na wskroś.
Dzięki mnie gubimy się
zwiedzając obce strony.
Dzięki mnie odnajdujemy się znowu.
Czas tracimy,
trzy razy się pokłócimy,
ale okolice widzimy,
których w żadnych przewodnikach
nie ma.

Zamiast o drogę zapytać,
cierpliwie poczekać
jak normalni ludzie...
w Himalaje bez mapy bym poszła ;o)
Bo kompas w głowie mam.
I ryzykować lubię zbyt...
zbyt bardzo czasami.









Lat 20 mając
z Niemiec do Polski jechałam.
Autobusem.
Nie pierwszy raz,
wiec wiedziałam:
- żeby koło ubikacji nie siadać (śmierdzi)
- ani koło drzwi (ciągnie)
- jak nowi wsiadają, udawac, ze spie
(zeby sie czasami nie przysiedli)
- z postojow korzystac.

Trzy godziny w drodze.
Postoj.
Portfel biore, bo zglodnialam.
Zanim chlop zatankuje,
zanim kazdy z ubikacji wroci,
nogi wyprostuje...
troche czasu minie.
Na zupke wiec do zajazdu poszlam.

Rosolek kupilam.
I malo gardlo nie poparzywszy
w 10 minut zupe skonsumowalam.
No, z cieplym brzuchem
od razu przyjemniej podrozowac sie bedzie.

Wracam na stacje paliw.
Autobusu juz nie ma.
Zwykle na parking jedzie,
bo ile przy szlauchu stac bedzie?

Na parking wiec ide i szukam.
Ten nie, ten nie, ten nie...
No to ktory jest moj?
Jeszcze raz...
Ten nie, ten nie, ten nie...
Cholera. Nie ma!
Dziad beze mnie pojechal!
Niemozliwe.
Chyba nie jest taki glupi,
zeby pasazerow nie policzyc
przez odjazdem?

Byl taki glupi...

Stoje wiec wieczorem poznym
na zajezdzie przy autostradzie.
Bez kurtki, bez telefonu,
z portfelem jedynie.
A bagaze moje jada w sina dal.

Czeski film.
Co robic?
Policje wzywac?

Karte telefoniczna kupuje
(kochane pieniadze!)
i do domu w pierwszym odruchu dzwonie.
Do Polski.
- Mamus! - do sluchawki rycze prawie -
autobus mi odjechal...
co ja teraz mam robic...?
- Na nogach szuruj!
- Mamus, ale jak?
Ja na autostradzie jestem!
- A to nie Madzia przy telefonie???
- Nieee, to ja..... Aga... w Niemczech....

Konsternacja.

- Nie placz Agniesiu!

- Ze co?

Mysle intensywnie.
Na informacje po numery
znajomych w Niemczech dzwonie...
I wszystkie od razu zapominam...

Wystukuje jedyny numer,
jaki do glowy mi przychodzi.
I blagam o kontakt
do prawie-meza.

- Zbieraj sie - mowie -
na autostradzie w srodku Niemiec
stoje. Autobus mi zwial. Zimnawo tu...
- Jaja sobie robisz!
- Niestety tym razem nie...

Sciemniac sie zaczyna,
wilki w lesie wyja...
Ciekawe, czy mi w ubikacji
nocowac przyjdzie...
Bo na hotel brak...

Do domu dzwonie kontrolnie.
- Agniesiu zyjesz? Tata do szefa tej firmy
zadzwonil, awanture mu zrobil,
procesami grozi... Ale ten autobus po
ciebie nie wroci. Za pozno juz...
Poradzisz sobie?
- No poradze....

Prawie-maz 3 godziny pozniej
mnie odebral.
Rodzice moje bagaze
w Katowicach przywitali.
Do Polski pojechalam
nastepnym autobusem.
Za darmo.
Obylo sie bez procesu ;o)










Zdjecia zrobione w Alcudii na Majorce.


21 komentarzy:

  1. no i się przed snem uśmiałam :) fajne masz te historie zapodawaj nimi częściej!
    PS mamy to ja się strasznie boję i zawsze kiedy mąż każe mi spr trasę czy to na mapie papierowej czy Gpsie to wariuje jak nie wiem co,choć kiedy to jeszcze w ciąży jechaliśmy w bieszczady w czasie po powodziach gdzie co i rusz droga się kończyła to musiałam swój lęk przezwyciężyć i go prowadzić i doprowadziłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym mojemu mezowi pozostawila nawigacje, to do Honolulu bysmy zajechali :D Ze mna sie co Prawda czasami zgubimy, ale zawsze nas wyprowadze na prosta droge. On natomiast... 10-ty raz ta sama trasa jedzie i 10-ty raz potrafi sie zgubic :D

      Usuń
  2. Omalo nie oplulam monitora
    Zapodawaj takie kawalki czesciej :)
    Zdolna kobieta z Ciebie
    ale zaradna i to sie liczy
    Alcudia piekna-spedzilam tam leniwy tydzien aby w kolejne 7 dni objechac cala wyspe
    uwielbiam Twoj sposob spostrzegania rzeczywistosci

    OdpowiedzUsuń
  3. o cholera!! że tak powiem, ale już po północy, to mogę:D historia z autobusem trzyma w napięciu, Aga Ty powinnaś książki pisać, albo jakąś biografię chociaż dla potomnych, ja coś czuję że to jeszcze nie był szczyt Twoich możliwości:):) czekam na ciąg dalszy, który mam nadzieję nastąpi kiedyś:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale z ciebie odważna kobita. Mimo ryku i samotności, wiesz, jak się zebrać w sobie i przetrwać. Gratuluję. Co do błądzenia na wyjazdach - ja juz tak ślepo ufam chłopinie mej, że az czasem jestem złą na siebie. Bo gdybym gdzieś sama pojechała, to zdaje mi się, że od razu bym się zgubiła. Ale może tak mi się tylko wydaje i - gdyby doszło do takiej sytuacji - to potrafiłabym wybrnąć. Bo ja raczej z tych co idą i się pytają o drogę :)
    I ty się dziwisz, że Sara taka skręcona? :) Mama szalona wzorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, lepiej zapytac o ta droge, niz bladzic godzinami z zwiedzac kazda wioske.
      Sara zapewne ma to i owo ze mnie ;o)

      Usuń
  5. A ja zdjęcia wpadłam pooglądać,bo uwielbiam :) zazdroszczę wyjazdów ..

    OdpowiedzUsuń
  6. ha, ha, ha :D jak gdzieś głupim autobusem dalej jechałam zawsze się tego bałam :DD ale jaja! bosko się urządziłaś :) ale nie ty pierwsza pewnie i nie ostatnia ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autostopem tez jezdzilam. I to jakim! :D

      Usuń
  7. Tego typu historie (kto ich nie ma ha ha. Ja np bedac aupair,musialam wlamac sie do ich domu, po tym jak zatrzasnely sie drzwi gdy bylismy na zewnatrz,a kluczy nie mialam + rodzice daleko...) sa smieszne po latach.Opowiada sie je wtedy czesto i chetnie ale w momencie,gdy nas takie akcje spotykaja... Warto wtedy pomyslec "kiedys bede sie z tego smiala":) Swoja droga czlowiek rozumujaca na ogol istota, zawsze sobie jakos tam poradzi. Pamietam tez jak w Chinach musialam wrocic do miejsca pobytu a zapomnialam telefonu,adresu (nie znalam na pamiec a bylam tam kilka dni dopiero wiec i sama trase srednio) ,chinskiego nie znalam a oni angielskiego tudziez holenderskiego czy polskiego czy nawet niemieckiego;) No i przezylam? Przezylam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, ze te najsmieszniejsze historie w gruncie rzeczy dosc dramatyczne sa, takie ze tylko usiasc i zaplakac... W Chinach? Tam to chyba naprawde bym usiadla i zaplakala ;o)

      Usuń
  8. Ale historia...no nie zazdroszcze:P

    OdpowiedzUsuń
  9. O Matko!! Kobieto...ale głupi dupek z tego kierowcy.....no debil! Pewnie te 3 godz to wieczność cała byla....ale przetrwalas!!! Aż mam gęsią skórkę jak to czytam:--) Uwielbiam te Twoje historie z życia wzięte!!! Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zdjęcia !!! bo z tego wszystkiego o nich napisac zapomnialam;-)

      Usuń
    2. No glupi chlop. Jak but. Pewnie jakas prosta chlopina...

      Usuń
  10. No, Ty to miałaś przygody! Oj, krejzole, jak ja takich ludzi jak Ty lubię :-) Przypomniał mi się obóz młodzieżowy w Hiszpanii- i chłopak, który najpierw zgubił dokumenty w Cannes a potem myślał, że mu bagaże wyjmą i zaniosą :-D Zorientował się jak już pojechały do Polski z poprzednim turnusem...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ty to lubisz ryzykować;) Tutaj żądna przygód kobita a gdzieś tam poukładana Pani Nauczycielka. No, no aż jestem ciekawa jakie jeszcze kryjesz dla nas zwariowane, niebanalne historie.
    Twoim humorem nieźle ubawić potrafisz i dlatego mi mało, więc proszę o jeszcze...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno kazdy nauczyciel powinien byc choc troche zwariowany - bo inaczej by w szkolnej dzunglii nie przezyl ;o)

      Usuń