Mittwoch, 6. November 2013

Kowalem jestes




Taką historię ostatnio słyszałam:
Syn dorosły do mamy po prośbie przyszedł.
Żalić się zaczyna, że na remont nie starcza,
że okna zamówił i zapłacić nie ma jak...
I jak ten spaniel matce w oczy patrzy.
Czeka. Na pomocy ofertę.
Matka nie czai niby.
Więc syn dalej zawodzi:
Że brat jego na wszystko pozwolić sobie może,
a on taki biedny...
I matka mu wtedy rzecze:
Synu, nikt ci nie bronił się uczyć.
Nikt na drodze nie stał.
Brat twój zaś latami pilnie się uczył,
więc go teraz stać.


Historia ta przypomina mi moją trochę.
Bo z nieba mi nic nie spadło.
Rodzice też wiele dać nie mogli.
W domu zawsze słyszałam,
że uczyć się muszę...


Na studia do Niemiec wyjechałam.
Pierwszy semestr jak w transie spędziłam.
Zahukana, przestraszona, zakompleksiona...
do nikogo nie odezwałam się chyba.
Bo z akcentem, bo może z błędami,
bo co ludzie pomyślą?

Fakultety trzy miałam.
Dwa obowiązkowo - takie są wymogi.
Trzeci półgębkiem, bo łatwy,
a się przydać może. ;o)
Czwarty cały tydzień studiowałam...
 i rzuciłam w pierony.


Codziennie mieszkanie po 8:00 opuszczałam,
by na 10:00 na wykłady pierwsze zdążyć.
Pociągiem, autobusem, na piechotę...
Obiad w stołówce studenckiej,
posiedzenie w bibliotece,
znowu wykłady, ćwiczenia, do 20:00 czasami...
Powrót do domu przed 22:00...

Każde seminarium zaliczyć trzeba było.
Nie, żaden tam egzamin.
Praca naukowa!
Ze wstępem, rozdziałami,
cytatami, porównaniami,
dyskusjami poglądów różnych...
A przed pracą ową referat jeszcze,
z dyskusja poważną,
pytaniami podchwytliwymi.

Pracę dyplomową z historii pisałam.
Dwa tygodnie bite
w bibliotece mieszkałam
i gazety stare, takie staroniemieckim
pismem pisane, studiowałam
(po tym, jak pismo to rozszyfrowałam).
A potem harówka nocami...


Po studiach dowiedziałam się,
że oto pierwszy etap mojej nauki zakończyłam.
Ten prostszy...

Na staż się dostać trzeba było.
I nie zwariować na nim...

***

Papiery złożyłam.
Odmowa przyszła...
bo ktoś akta moje niedokładnie czytał...
i nie zrozumiał, że w Niemczech studiowałam...
Dwa lata później się dostałam.
A ludzie głowami kręcili, że z niemowlęciem
staż ten robić zamiar mam.
Bo stres, bo pracy mnóstwo,
bo czasu brak...

Nianie wynajęłam.
I do pracy się zabrałam.

To już nie studia, gdzie oszukać można,
 nie przygotować się, odpisać coś...
Klasy mi powierzono
i nauczać kazano.
I ciągle ktoś oglądał mnie
i krytykował, niby doradzał,
konspekty kilkustronicowe robić kazał...
I ta dyrekcja ciągle na lekcjach moich,
tłumy całe w rzędach ostatnich
i te lekcje moje, gdzie tylko cyrku było brak.
Bo każda lekcja pokazowa
niczym show być miała.
Po nocach materiały wyczarowywałam,
żeby publiczność oczarować mą.
Każda lekcja co do minuty zaplanowana,
bo tu oszukać się nie da -
uczeń bezlitosny jest.

Kiedy egzamin zdałam w końcu,
z serca mi kamień spadł.
I znowu poczułam, że żyję.



Kilka lat pracy nader ciężkiej.
Aby na te okna zawsze było stać.

Nigdy zbyt późno nie jest,
żeby los swój w swoje ręce wziąć.
Byle tylko nie poddać się...

Po co zazdrościć?
Po co nad losem swoim płakać?
Czy nie lepiej wziąć się w garść?

Kommentare:

  1. Myślę, że zawsze chodzi o dobra edukację. ta sama w sobie nic nie daje. Chodzi o ciężką pracę i umiejętność zakasania rękawów. Wiesz... w moi rodzice uważali, że edukacja, skromność i takie tam bzdety . I to była dobra opinia na ich czasy i realia w jakich dorastali. Moje życie i doświadczenia totalnie mi ten system zdewaluowało. Okazało się, że liczy się łeb na karku, twarda skóra, konsekwencja, niesamowita pracowitość i samozaparcie, a także trochę szczęścia, a raczej bycie we właściwym miejscu o właściwym czasie lub znajomośc z odpowiednimi ludźmi. Niestety sama nauka i edukacja to jedynie baza, nie zawsze konieczna. Ba, nawet czasem może być przeszkodą w drodze do tzw. kasy. Bo ludzie `edukowani` myślą inaczej niż prości, linearni co nie dzielą włosa na czworo. Edukacja to tylko jedna z dróg. Niestety często osoby dobrze wykształcone nie mają tego `czegoś` i nic tu dyplomy nie pomogą :P Ja mam bardzo dobre wykształcenie (i chodzi tu o tytuł mgr ;P) z którego `nie korzystam`, bo nie daje kasy. Czasem robię projekty u mocno bogatych ludzi.I wierz mi, żadna mafia, żadne dzieci bogatych rodziców. Ona fryzjerka z własnym salonem, on mechanik z warsztatem :) Oboje startowali od zera i zakasali rękawy na max. Byli dobrzy w tym co robią i mają biznes-smykałę. Ot, tajemnica :) Wykształcenie? Zawodowe ... Edukacja dać może wiele, ale nie zawsze jest to kasa i jedyna droga, a czasem droga donikąd :) To wniosek z życia mego, cudownego :) Nieco cyniczny, ale niestety, przynajmniej w realiach i czasach jakich przyszło mi się `ustawiać` bardzo prawdziwy.

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Zgadzam się ze wszystkim co napisała Ania. Sama znam ludzi bez wykształcenia, a z ogromną kasą do której doszli dzięki ciężkiej pracy, wytrwałości i ogromnej dozie samozaparcia - często dzięki pomysłowości, dzięki szczęściu i spotkaniu na swojej drodze odpowiednich ludzi.. Edukacja jest cholernie ważna i sama będę kładła na nią ogromny nacisk jeśli chodzi o moje dzieci (cały czas powtarzamy Polce, że nauka jest najważniejsza!!!!!), ale czy to gwarancja sukcesu i powodzenia w życiu? Nie! Na to składa się szereg czynników, choć nie zmienia to faktu, że nigdy nie powinno jej sobie odpuszczać - ja moim dzieciom nie odpuszczę.

      Löschen
    2. Wlasnie o to mi chodzilo! Nie koniecznie o to, zeby sie wystudiowac, tylko o samozaparcie, o chec walki o siebie i swoja przyszlosc. Bo narzekac na kanapie kazdy potrafi. Sztuka jest wziac los w swoje rece i go zmienic. Czy to wyuczyc sie na odpowiednim kierunku, czy pracy szukac do upadlego - jesli trzeba na etatach dwoch, czy nawet za granice wyjechac za chlebem. Byle cos zrobic!
      Nawet aby lut szczescia wykorzystac, trzeba miec leb na karku lub sobie na to szczescie zapracowac. U mnie tak bylo, jak szukalam pracy w poblizu domu. Trzeba bylo pociagnac za pewne sznurki, pogadac tu i tam... i juz o mnie mysleli, jak sie cos zwolnilo. Jakbym geby nie otworzyla, to by mi cale to szczescie kolo nosa przeszlo.

      Löschen
  2. studiować może prawie każdy....szkół i kierunków jest od groma, studentów takoż samo. Ludzie kończą te studia, mają tytuły i nic poza tym, pracy nie ma bo niby gdzie ja wszystko co możliwe zamyka się, likwiduje, zwalnia ludzi...
    nauczyciel zarabia niewiele więcej niż pani urzędniczka na poczcie oraz niewiele więcej niż pani ekspedientka w sklepie.
    Takie mamy realia że dobry fach w ręku i łeb na karku da nam więcej pieniedzy i lepszy komfort życia. Tak jak napisała Pani powyżej, ludzie mają studia, uczą latami, nie śpią po nocach żeby tą wiedzę posiąść a potem dopada go szara rzeczywistość i okazuje się że trzeba się przekwalifikować, zakasać rękawy i zarabiać kasę.
    Jeszcze medycyna i prawo ze skończoną aplikacją może nam dać pewny chleb, kierunki informatyczne też dają szansę ale większość ukończonych kierunków i tytuły mgr nie dają nic, oprócz satysfakcji, która jak wiadomo z czasem się zaciera a prawdziwą przyjemność można mieć np kończąc szkołę fryzjerską czy gastronomiczną tudzież budowlaną, potem wziąć się do pracy, starać się, dbać o klientów, robić swoje i dobrze sobie żyć.

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. TAK! Racja swieta. I ja znam takich wystudiowanych nieudacznikow, co to nie wiedza, co z dyplomem poczac. I znam milionerow po zawodowce.... bo sie w garsc wzieli, biznes zalozyli i ciezka praca na te pieniadze grube zarobili.

      Löschen
  3. temat rzeka ale jka dla mnie nie zawsze trzeba mieć super szkołę,wyuczony zawód itd aby dojść do czegoś!czasem ten co podstawówkę skończył doszedł do wielkich pieniędzy(oczywiście mówię o tych co uczciwie do tego doszli;)!)a często spotykamy bezrobotnych po studiach bo w po ich kierunku pracy niema ale tak sobie myślę,że jakby chcieli to by jakąś znaleźli!

    AntwortenLöschen
  4. Cala prawda....ja odeszlam od 'przyjaciol' co marudza i narzekaja, a sami nic a zadnym kierunku poczynic nie chca. Nie chce byc w dol wciagana, ciagle placzu i lamentow sluchac. Przeciez kazdy jest kowalem swojego losu...

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. I nie chodzi w zyciu o to, by na proferora isc, choc wyksztalcenie wazne. Chodzi o to by sie postarac, poszukac, popytac...a nie zazalozonymi rekami siedziec i jeszcze narzekac, ze w Niemczech to tak ciezko. Chciec, to moc - kto nie probuje, ten nie ma nic. Ja znalazlam prace w zawodzie bez uznawania dyplomu nawet :)

      Löschen
    2. No wlasnie. Mnie po prostu denerwuje, jak ktos narzeka, a w sumie nic nie zrobil, zeby cos miec... A jeszcze gorzej, jak sie cale zycie na cudzej dupie slizga ;o)

      Löschen
    3. Mnie tez to denerwuje Agnieszko. Choc niestety sprawdza sie czesto stare porzekadlo, ze biednemu wiatr zawsze w oczy wieje. Niektorzy chocby nie wiem jak sie starali, zawsze ida krok do przodu, dwa do tylu. Ale my piszemy o tych innych ezemplarzach, prawda?

      Löschen
    4. Tak, sa tez takie przypadki, ktore po prostu zawsze beda mialy zle. I wspolczuje im.
      Ale jak ktos tylko biadolic potrafi i nic nie robi, zeby cos zmienic, to... sama wiesz. Brak slow.

      Löschen
  5. wiele prawdy padlo powyzej
    kazdy jest odpowiedzialny za swoj los
    i nigdy nie jest za pozno na zmiany
    czy to samego siebie, pracy czy wyksztalcenia

    AntwortenLöschen
  6. Masz rację o samozaparcie chodzi!!! Głowa na karku i samozaparcie!! Ja nie znosze leni! Nie znosze ludzi którzy uważaja że manna z nieba leci - może i leci...ale tylko przez jakiś czas! Nie chce tu skrobac o sobie bo nie o mnie tu chodzi ale swoje też przeszłam a wiek całkiem młody:-) I walczymy dalej....mimo ze teraz jest OK plany juz mamy kolejne...wyzwania kolejne...kolejne inwestycje w siebie bo do sześćdziesiątki daleko jeszcze;-) Wtedy wyluzuję ale póki co działamy....Po nowym roku tez spore zmiany nas czekają - bo tego chcemy....łatwo nie bedzie bo kolejne wakacje pod palmami pójda w las.....ale i na te palmy czas nadejdzie !!!
    Dzielna z Ciebie istota - ale ja to juz wiem - baaaardzo dzielna wiec teraz zbierasz profity swoich wcześniejszych decyzji !
    A Sara w brązie ślicznie wyglada - ja tez uwielbiam kakao i brąz!!

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Trzymam kciuki! Na pewno bedzie wam trudno :*

      Löschen
  7. Edukacja, wykształcenie, nauka - ważna sprawa... jednak oprócz tego trzeba mieć jeszcze trochę szczęścia, trochę wiedzy życiowej (a nie tej z książek wyciągniętej) i samozaparcia - wtedy sukces łatwiej osiągnąć...

    skończyłam bardzo elitarny kierunek na najlepszej uczelni w Polsce, co rok stypendium naukowe i wyróżnienia... potem studia podyplomowe... kursy wszelakie i co? nic... moje dyplomy leżą sobie w szufladzie i czekają, aż w końcu uda się mi się je komuś gdzieś przedstawić... i nie dlatego, że ja nie chcę w zawodzie pracować - bardzo chcę! tylko mój zawód nijak nie przystaje do polskiej rzeczywistości, a ja jednak w Polsce swą przyszłość widzę... więc godzę się na to, że robię na co dzień co innego niż przez dobrych kilka lat studiowałam...
    nigdy jednak nie narzekałam, sama wybrałam taki kierunek i sama teraz ponoszę konsekwencje mej decyzji...

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. :) Chyba zapomnialam dodac, zeby te kierunki studiow z glowa wybierac ;o) Bo znam takich po bibliotekoznarstwie, historii, geografii.... ktorzy po prostu cienko przeda. No ale czego sie spodziewac po takim kierunku studiow? Dzisiaj trzeba wybierac bardziej zyciowo. Ja wybralam kierunkek nauczycielski, bo w Niemczech nauczyciel jest po prostu dobrze oplacany. Gdyby tak nie bylo, chyba bym na reklame poszla. :*

      Löschen
  8. Nie znam w Polsce nikogo kto byłby niewykształconym leniem i żył. A wie Pani dlaczego? Bo tu wykształcenia, samozaparcia, ciężkiej pracy trzeba by przeżyć, przetrwać. To nie Niemcy gdzie lenie na zasiłkach siedzą bo tu z zasiłku na chleb suchy nie wystarczy, ludzie na zasiłkach siedzą i na czarno dorabiają żeby przeżyć a i cała reszta tylko tyle lepiej ma, że na nowe ubrania może sobie pozwolić i tylko garstka ma można powiedzieć dobrze i kolejna garstka to bogaci. No Pani się nie dziwię bo nie zna Pani polskiej codzienności ale przytakującym już trochę tak, dziwię się, że tyle jeszcze w ludziach naiwności jest i wiary w uniwersalny przepis na sukces, że droga do pieniędzy prowadzi przez edukację, ciężką pracę i samozaparcie, dobre, bardzo dobre...

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. To moze Nam anonimie zdradzisz jaka jest droga do sukcesu jesli nie przez prace (takze te nad samym soba)? Chetnie poznam przepis na mnostwo kasy co sam z nieba leci :D

      Löschen
    2. A kto mówi o kasie z nieba? Albo o tym, że przepis znam jakiś. Mówię tylko, że nie ma przepisu a już na pewno nie jest tak naiwny jak rodem z literatury pozytywistycznej wyjęty ciężka praca = sukces. Wykształcenie, zasuw i samozaparcie pewnie nie zaszkodzą ale gwarancji nie dają żadnej a to, że siebie za przykład autorka nam daje to żaden dowód. Sukces do nie dość, że wypadkowa milionów elementów (cech charakterologicznych, środowiskowych, okolicznościowych i wielu innych) to jeszcze w przypadku każdego człowieka zależności między nimi są inne. Boleśnie naiwny ten tekst i pogląd.

      Löschen
    3. Byc moze nie bolesnie naiwny, ale blednie zinterpretowany.
      Ja zrozumialam autorke inaczej: kto siedzi, nic nie robi i narzeka, ten nigdy nic nie bedzie mial :p Zycie nie gwarantuje sukcesu sama praca. Oj nie. Ale gdy szczesciu nie pomozemy, to nic miec nie bedziemy. Podobnie jest z wygrana w lotka, kto nie gra - nigdy nie wygra :)

      Löschen
    4. Podobnie jest z wygrana w lotka, kto nie gra - nigdy nie wygra :)

      A jaki promil z tych co grają wygrywa? Taki sam jak z tych, co wykształceni zasuwający, odnosi sukces. Reszta orze jak może i wbrew pozorom nawet narzekać nie ma czasu i cieszy się byle czym.

      Löschen
    5. I wylewa swoje frustracje na blogu :)

      Löschen
    6. Ale, że ja frustracje? Taki to miało wydźwięk? Podobno słowa to 7 % komunikacji zaledwie, reszta to przekaz niewerbalny. Dodatkowo większość przekazu słownego wzbudza emocje negatywne, stąd tyle nieporozumień w internecie ;)

      Ja z tych co cieszą się byle czym a raczej wszystkim, choć mają niewiele. A frustracja no cóż czasem tak ale raczej tym, że niesprawiedliwości tyle i że Państwo nie dba i nie chroni i kłody rzuca i co rusz to prawo zmienia, żeby naród w pułapkę prawną wpadał jak już nauczy się i wie co i jak i że recepty nie znam gotowej i oczy dookoła głowy mieć muszę by tego co mam nie stracić, i że bać się trzeba, że niepewność straszna. Ale i tak w tym wszystkim więcej radości, zwykłej codziennej niż frustracji mimo wszystko. Bo u nas żyje się nie "dla" ale "pomimo".

      Löschen
    7. oj tam, oj tam depresyjne głupoty wypisujesz...marudzenie i teoretyzowanie - znam to na pamięć, zamiast marudzić na blogach lepiej zakasać rękawy i do roboty. Z moich obserwacji wynika, że właśnie takie podejście: intelektualista - teoretyk to prosta droga donikąd. Ja swoją drogą znam kupę niewykształconych leni. Jak uważasz, że mają lepiej w Niemcowie to tam zamieszkaj. Kupa ludzi z Pl się po Europie rozjechała i nie narzekają. Więc nie marudź i do dzieła.

      Löschen
  9. Ja wogole nie rozumiem wydzwieku wypowiedzi anonima....wychodzi na to, ze powinnam czuc sie winna, bo dobrze mi sie powodzi, stac mnie na to czy tamto no i przede wszystkim nie mieszkam w Polsce. Anonimie, nie zrozumiales o czym jest ten post, wiec i dyskusji nie ma sensu ciagnac dalej. Z Twoim podejsciem do zycia, rzeczywsicie trudno do czegos dojsc. A skoro jak zapewniasz, jestes radosna (y) mimo wszystko, to skad i o co taka wypowiesz na blogu Hieny?

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Ja zawsze twierdze: Zazdroscisz mi? Zrob to samo co ja, bedziesz miec tak samo :P
      Droge do tzw. sukcesu opisalam nawet powyzej, wiec sprawa prosta, nieprawdaz? ;o)

      Löschen
  10. No i znów się ciepło u Ciebie zrobiło;) W sam raz w tą jesienno-zimową aurę;)
    Każdy trochę racji tu wypisał bo każdy ma swoje życiowe doświadczenia i swoje obserwacje.
    Nikt za nas życia nie przeżyje, nikt nie pomoże gdy sami tego nie chcemy, nie szukamy, nie działamy. Twoje życie w Twoich rękach. Nie miałam łatwego życia ale nie lubię narzekać, żyłam w Polsce 29 lat i nie było łatwo, żyję w Niemczech 5 lat i też nie jest łatwo ale idę do przodu raz wolniej raz szybciej i mam cele, marzenia i fajnych ludzi wokół między innymi Ciebie Hieno;)
    Ja mogę tylko dodać, że na sukces w życiu składa się bardzo dużo czynników kto ma potrzebę i czas może przeczytać sobie tekst, może komuś on pomoże;)
    http://think.wsiz.rzeszow.pl/wp-content/uploads/2012/10/04-THINK-Miska-Musof-Parol-Istota-sukcesu-we-wspolczesnej-rzeczywistosci.pdf

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Masz racje! Sukces to nie bylo dyplom w kieszeni. No popatrzmy chociaz na Geissens... ;o)

      Löschen
  11. Agnieszka popieram Ciebie w 100 %. Człowiek, jeżeli bardzo chce coś osiągnąć w życiu to prędzej czy później tego dokona. Wiadomo, że trzeba tutaj wiele determinacji i jednak wysiłku. Nic w życiu nie przychodzi łatwo. Trzeba się napracować, żeby żyć na jakimś poziomie.
    A narzekania nie lubię bardzo. A wiele ludzi mówi, że im nie dobrze na tym świecie, że w kraju nie ma możliwości....ale nic z tym nie robią. Niestety taki jest mój mąż....

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. I wlasnie tu jest ta rozncia. sa tacy, ktorzy narzekaja, ktorym sie nie udaje, ale pra do przodu. A sa i tacy, ktorzy narzekaja ale i nic nie robia. Tu jest sedno calej sprawy.
      Jesli ktos mowi, ze w Niemczech ne ma dla niego pracy, ze dyskryminacja i go nikt nie zechce, a przy tym przez ostatnie 5 lat nie wyslal nigdzie ani jednego CV, to o czy tu debatowac? Kto nie szuka, ten nie znajdzie. Kto nie probuje, ten nie ma. Takie zycie.

      Löschen
  12. Wszystko zależy od nas, naszych wyborów.... i od chęci, aby coś zrobić a nie skrzyżować ręce i czekać,czekać ....

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. czy ode mnie zależy, że nie przedłużono mi umowy po ciąży mimo, że byłam jednym z lepszych pracowników? czy ode mnie zależy że firma, w której pracował mąż upadła? czy ode mnie zależy, że urodziło nam się chore dziecko i nie mogłam po macierzyńskim iść do pracy? nie zawsze wszystko zależy od nas. czasem po prostu tak się życie układa. można jedynie próbować jakoś te rozsypane klocki poukładać i spróbować odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości.

      Löschen
    2. Tak, masz racje. Sa wypadki losowe, ktore trudno przewidziec i ktore wszystko wywracaja do gory nogami. Ale takze w takiej dennej sytuacji masz wybor: Usiasc i uzalac sie nad swoim losem, lub wziac sie w garsc i zawalczyc. Pewnie, ze nie zawsze ta walka jakis efekt przyniesie. Ale czy nie warto sprobowac?

      Löschen
    3. W takiej sytuacji wyboru nie ma. W takiej sytuacji wzięcie się w garść jest koniecznością. Ja sobie mogę usiąść i płakać. Tylko, co wtedy będzie z moim dzieckiem? Dlatego walczymy od 3lat. Dlatego też nasz syn rozwija się dobrze, mimo choroby. Dlatego mimo braku "sukcesów zawodowo-finansowych", których wszyscy się po nas spodziewali, staramy się cieszyć tym co mamy. Bo mamy swój mały wielki sukces.
      Tylko czasem taka lampka zapala się w głowie, że nie tak miało być, bo przecież był "sukces", dobra praca a teraz co?

      Löschen
    4. Mysle, ze troche wiem o czym piszesz. Sara niby zdrowa, ale ma pewne trudnosci rozwojowe. Raz w tygodniu terapia. Pozostale dni tygodnia pracuje z nia intensywnie, zeby nadrobila, chodzimy na zajecia... I ja place swoja cene. Nie mam zycia prywatnego. Z pracy zrezygnowac nie moge i nie chce. Wiec pracuje po nocach - jak moje dziecko spi. I kazdy sie dziwi, ze majac dziecko male w sumie jeszcze na pol etatu nie przejde... Bo wszyscy tak robia. Ale ja nie moge. Zlozona sytuacja.
      Ale zadowolona jestem, choc na pysk lece. Bo widze, ze postepy sa.
      Wiesz... u mnie tez zupelnie inaczej mialo byc. ... Przede wszystkim nie w Niemczech, ale w Polsce.... Wszystko inaczej mialo byc... Nie bede sie tu rozpisywac. Napisze jeszcze, ze podziwiam takich ludzi jak ty. Najwazniejsze, zeby za kilka lat spojrzec w lustro i powiedziec, ze zrobilo sie wszystko, zeby dziecku najlepszy start w zycie umozliwic. I ze sie nie poddalo. A czy pieniadze i kariera sa najwazniejsze! Nie! Kazdy mierzy szczescie swoja miara. I zycie ta miare weryfikuje. Jesli taki wymiar szczescia wam odpowiada, to nikomu nic do tego.
      A post byl w sumie o narzekaniu na swoj los. Mysle, ze nie o was on raczej, bo widze, ze silna i madra z ciebie kobieta - taka, co to zakasa rekawy i bierze sie do roboty. :)
      Zwyklam zawsze powtarzac: Jesli narzekasz, to zrob wszystko, zeby cos zmienic w swoim zyciu. Jesli zas nie masz zamiaru nic zmieniac, to zamknij dziob ;o)

      Löschen
    5. Bo sukces to nie tylko dobra praca i dobre pieniądze. Czasami niektórym ludziom trudniej się w życiu dzieje, ale po to żeby jeszcze sliniejszym się stać i dać innym dowód że dokonało się tego czego inni by nie unieśli;) Szukajcie dobrych ludzi wokół, którzy Was będą wspierać i róbcie to co lubicie i potraficie dobrze a wtedy będzie dużo łatwiej ;) Powodzenia życzę!

      Löschen
  13. bo najważniejsze jest to żeby się chciało chcieć!
    Amen :)

    AntwortenLöschen
  14. Tylko droga kowalko swojego losu powiedz jak przekażesz swojej córce to o czym mówisz teraz nam ? Wokół mnie jest sporo ludzi, którzy wyszli z względnej czy nawet bezwzględnej biedy. Są bogaci, mają firmy, piastują wysokie stanowiska i mają już tylko jeden drobniutki problem - ich dzieci nie są zdolne do zrozumienia, że dobrobyt nie spada z nieba, a pieniędzy nie drukuje na żądanie bankomat. Bo skoro zawsze na nie dobrobyt spadał z nieba, to jak można uwierzyć w coś innego ? Jak można uwierzyć w słowa rodzica, że by nauczyć się przedmiotu na poziomie dobrego liceum, nie wystarczy raz rzucić okiem do książki, tylko trzeba siedzieć nad książką nawet do białego rana ? Stary/a ty sobie żartujesz chyba ? Do białego rana ? Przecież ty nigdy tak nie siedzisz ! Siedziałeś na aplikacji czy rozkręcając działalność ? I tak nie wierzę ... .
    Ci rodzice już doskonale wiedzą w co wdepnęli, ale i tak bezradnie brną dalej wynajmując dziecku "korepetytorów cudotwórców" czy wręcz na wywiadówce atakując nauczycieli że "poziom za wysoki".

    zaz

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Masz racje - wiele takich przypadkow. Tylko, ze my nie jestesmy bogaci. Ba! Nawet wlasnego domu nie mamy! Zyjemy na dobrym poziomie i tyle. Moja corka - w wieku 6 lat - wie, ze chodze do pracy i dobrze zarabiam. Mowi, ze tez chce byc nauczycielka. Pytam wiec, co musi robic. Odpowiada, ze duzo sie uczyc i miec dobre oceny. Mimo iz chodzi do przedszkola, siedzimy codziennie i uczymy sie z polskich podrecznikow. Moja corka widzi tez, ze codziennie dlugo pracuje. Nie ukrywam tego przed nia, ze czesto po nocach siedze. Mysle wiec, ze przyklad ma dosc dobry. U nas nie jest to kwestia wiary, tylko fakt: Matka siedzi po nocach, zeby zapracowac na te eurony.
      Przypadki, jakie opisujesz znam az za dobrze. Tutaj problmem nie jest zamoznosc rodzin, tylko mizerna ilosc czasu, jaka poswiecaja swoim dzieciom. Nie wymagaja nic od swoich dzieci, nie spedzaja z nimi czasu, bo sami ciagle sa w pracy. W ramach zadoscuczynienia kupuja gwiazdki z nieba. Dziecko nie docenia wiec pieniedzy, bo wie, ze wszystko dostanie, gdyz "stary" ma wyrzuty sumienia. Ot cala filozofia.
      I teraz wracajac do mnie: Pracuje po nocach, gdyz popoludnia i wieczory poswiecam mojej corce. Nie mam powodu wiec do wyrzutow sumienia. Nie musze kupowac jej zadnych prezentow w ramach zadoscuczynienia. Odmawiam otwarcie, jesli prosi o zbyt wiele. I nigdy nie mialam zadnego cyrku w sklepie, rzucania sie na podloge, ani szantazy.

      Löschen
    2. Czas to też jest bogactwo. Uwaga to bogactwo. Podróże to bogactwo. Bogactwem jest to wszystko czego nie miałaś Ty (lub musiałaś się tym dzielić z rodzeństwem), a ma Sara. Zresztą ja nie mówię o dzisiaj. Ja mówię o czasach gdy już będziesz z miała dom i tak ustawiona pracę, że na luzie zmieścisz się z nią w kilku godzinach etatu.
      Zapewniam, że rodzice którzy nie zaniedbują dzieci też mają z nimi problemy. Trochę później. Wtedy gdy chcą by ich dziecko zechciało w końcu stać się dorosłym.

      zaz

      Löschen