Montag, 21. Oktober 2013

Majorka - Palma - na wlasna reke



Pamiętam, jak pierwszy raz w Palmie byliśmy.
Sami! Na własną rękę!
Mąż mój zatrwożony.
Bo jak to tak. Bez grupy?
Bez przewodnika?
Zwykłym autobusem liniowym?
Jak nic pogubimy się
i kupa stresu z tego będzie.




Ale wykłóciłam.
Rachunek był prosty:
wycieczka z hotelu: 70 €
we własnym zakresie: 20€...
No i jeszcze te złe doświadczenia
z wycieczki poprzedniej:

Objazdówkę po Majorce wykupiliśmy bowiem.
Atrakcji masa! Cena... lepiej nie mówić.
Ale czego się nie robi, żeby
moc stwierdzić, że się wyspę widziało!

Wsiadamy więc do busu klimatyzowanego.
Hotele okoliczne objeżdżamy, żeby
zainteresowaną tłuszczę
- w kamery i aparaty uzbrojoną - zebrać.
Jeszcze na trasę nie wyjechaliśmy,
a ja już dość mam.
No ileż tak krążyć można?
Iloma turystami bus zapchać?

Zapchali. Co do ostatniego miejsca.
Trasa przez kręte drogi Tramuntana wiedzie.
Zakręt za zakrętem.
Sara o picie prosi.
Potem coś ja brzuszek boli...
No i w końcu wymiotuje do reklamówki...
I znowu wymiotuje...
-Panie, zatrzymaj się pan!
A gdzie tam! On plan ma.
Niech dziecko dalej do reklamówki rzyga...

Po drodze przystaje...
i pokazuje, że tam, w dali, jakiś klasztor jest.
Jakiś znany podobno, zobaczenia warty.
A ja się pytam, dlaczego do jasnej anielki
do niego nie zajedziemy?
I dlaczego wobec tego
na oficjalnym planie wycieczki widnienie?

Dalej jedziemy. Do Inki.
Kierowca przy manufakturze wyrobów skórzanych
głupich turystów wysadza.
-Popatrzcie sobie, jakie cuda tu robią!
I jakie ceny konkurencyjne!
Może by tam prezencik? Lub pamiątka?...

Nie chcemy pamiątek.
Sarę karmimy na nowo, bo głodna.
I brzuszek nie boli już.

Radośni do autobusu wracamy
i dalejże w góry Tramuntana...
Po kilku zakrętach reklamówek nam brakuje...

U celu podróży wysiadamy.
I z zegarkiem w reku lecimy zwiedzać,
żeby na czas na statek zdąrzyć.
Bo jak się spóźnimy,
to wiadomo...
chyba taksówką przez te góry przeklęte
jechać będziemy...

Wszystko się powiodło,
na statku się usadowiliśmy
i już wkrótce pożałowałam tej całej
przeklętej wycieczki.
Bo na morzu tez huśta...

W Port de Soller dwie godziny czasu
do dyspozycji dostaliśmy.
Nikt nie wiedział dlaczego.
Bo atrakcji brak.
A upał taki z nieba się lał,
że kierowca serca chyba nie ma...
Na promenadzie obiad jeść kazał...
Pół kurczaka: 15 euro...
Uciekliśmy... :D

Na koniec przejażdżka
tramwajem zabytkowym oraz pociągiem.

I tak sobie pomyślałam:
Cały dzień w różnych pojazdach
przesiedziałam i wielkie g... z wyspy zobaczyłam.
Już nie wspominając, że atrakcja ta
ponad 100 € kosztowała...

Odtąd auto zawsze już na lotnisku odbieramy
i jeździmy w każdą dziurę - we własnym zakresie.









Tak oto
po traumatycznej wycieczce grupowej
pięścią w stół walnęłam
i małżonkowi drogiemu oświadczyłam,
ze do Palmy jedziemy sami.
Autobusem tubylczym.

Tak długo wykłócałam,
ze w dzień ostatni pojechaliśmy.
Autobus klimatyzowany.
Tani. Wygodny.

W Palmie...
cóż... za tłumem po prostu poszliśmy.
Bo skoro tyyyle ludzi podąża gdzieś,
to ktoś chyba ma pojecie jakieś?
No i doszliśmy - do katedry,
na targowisko, na ulice ekskluzywna,
do portu, na deptak nadmorski...
Zobaczyliśmy wszystko.
Bez stresu.
I nawet czas był,
żeby pana bez głowy pooglądać.


Polecam wszystkim:
Na terenie Europy środkami komunikacji
dojedziecie wszędzie. Nawet języka nie znając.
I taniej wyjdzie to, niż by z grupa jechać.
A i auto wynająć można.
Tylko odważyć się trzeba.






Kommentare:

  1. Opis pierwszej wycieczki - ubawiłam się, choć wiem że Wam do śmiechu nie było.
    Przepiękne zdjęcia!! Sara skradająca się, no zupełnie inaczej wygląda niż gdy biegnie:D:D

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Wlosy sobie krecic kazala :D Zupelnie inaczej, nie?

      Löschen
    2. No to już teraz wiem, co mi zgrzytało:):) Te włosy inne, fajne takie loki, mojej Kai się zaraz prostują i jest wielki zawód, takie ma jakieś niekręcące:)

      Löschen
  2. No kurcze koment mi sie nie wgral.To po to produkowalam sie i meczylam z tymi malymi literkami na telefonie?grrr
    No ale jeszcze raz!Oczywiscie ze wycieczki zorganizowane sa zwykle do kitu.Mowie zwykle, bo jedna na Curacao mielismy dosyc udana.Na Minorce byla taka jak opisujesz ... Bez dwoch zdan, posiadanie wlasnego auta daje wielka wolnosc. Przydalo sie by nim krazyc jak mala trafila do szpitala.No i pamietam ze jednego dnia padalo.Gdyby nie te cztery kolka do dyspozycji, to pewnie siedzialabym w pokoju hotelowym przeklinajac i narzekajac.No a tak robilam to tylko przez godzinke z rana, po czym sie zebralismy i po prostu pojechalismy przed siebie. Wychodzilismy gdy przestawalo siapic, albo szukalismy suchych miejsc obserwujac chmury!O dziwo, ten jeden gorszy pogodowo dzien, byl jednym z piekniejszych i ciekawszych

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Znam, znam... ilez to ja razy komentarze metrowe napisalam i utracilam.... Az sie pisac znowu nie chce ;o)
      Zasade wypracowalam taka: W kraju cywilizowanym jedziemy wszedzie sami. W kraju egzotycznym zaciskamy zeby i mamy nadzieje, ze jakos to bedzie.
      Mam taka kolezanke w pracy - 4 razy w roku po swiecie jezdzi. I wszystko sama organizuje. W najbardziej egzotycznych krajach. Tylko czasami - tam, gdzie sie boi - z grupa zwiedza. Dobrze na tym wychodzi, mnostwo pieniedzy oszczedza i tyle widzi, ze huhu!

      Löschen
  3. też na pierwszych wojażach dawaliśmy się nabrać na wycieczki zorganizowane i tez nauczyliśmy się na błedach z reklamówkami w rolach głównych, ja na ogół wiem co chcę zobaczyć a mój mąż ma w głowie GPS więc sprawnie nam to idzie, odkąd na świecie jest Hania ( mniej wytrzymała od Julki), dajemy sobie więcej luzu , ale bilans prawie zawsze jest na plus (no pomijajac ten rok , kiedy zaraz po przekraczaniu granicy ja zaczynam chorować)
    Sara pięknie wygląda w tej tunice, uwielbiam taki fason zwiewny i dziewczęcy, 100% swobody, żadnego przestylizowania, jej radość i spontaniczność, Super Dziewczyna!

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. U nas ja mam kompas w glowie. A maz moj... pyta zawsze, skad ja to wszystko wiem :D No i ciagle sie gubi, jak mu kierunku nie wskaze :D
      Ale przynajmniej jestesmy co do tego zgodni, ze lepiej sie zgubic, niz w autobusie z innymi turystami siedziec :D

      Ja rowniez kocham tuniki. Wszystkie one sa odkryciem dla nas - swobodne, dziewczece, a mimo to eleganckie.

      Löschen
  4. Śliczna ta tunika z L&M :) Zdjęcia też piękne, Palma jest wspaniała tylko pozazdrościć takiego wspaniałego rodzinnego wyjazdu :)

    AntwortenLöschen
  5. Fajne zdjęcia i to ciepło bijące z nich, ostatnia fotka Sary the best :)
    Nigdy nie byłam na Majorce, ale my również uwielbiamy wypożyczyć samochód i zwiedzić na własną rękę miasto lub wysepkę, do której zawitamy. Najlepsze są małe wysepki, które można w jeden dzień przejechać wzdłuż i wszerz :)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. A ja wlasnie potrzebuje wiecej przestrzeni - zeby bylo gdzie jezdzic tym autem wynajetym na tydzien caly ;o)

      Löschen
  6. Ja rowniez jestem za samodzielnym zwiedzaniem
    dobry przewodnik, kilka informacji z netu i swiat stoi otworem
    nie tylko europa :)
    Nie wyobrazam sobie grupowych wycieczek
    jadac z dwojka dzieci bylby to koszmar

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Teraz, z perspektywy czasu, dziwie sie sobie, ze jezdzilam z tymi wycieczkami, grube pieniadze placilam i balam sie na wlasna reke w europejskim panstwie pozwiedzac. No w pale mi sie to nie miesci! :D

      Löschen
  7. Jak ja lubię te Twoje naturalne fotki!! Pomijam juz foty atrakcji i obiektow ale fotki Sary - u mnie cos ostatnio zbyt duzo pozowanych bylo - beeeee odwidziało mi się - sztuczne strasznie - odchodze od tego - wole rozmazane ale naturalne!
    Odosnie wycieczki - wstyd sie przyznac ale my w Europie zawsze organizowalismy na własną rękę wszystko - od samolotu poprzez wynajem auta aż po hotel i nasze prywatne atrakcje:-) Kurcze, ani raz nie skorzystalismy z biura podróży i ani raz nie załowalismy - z tej zorganizowanej wycieczki którą opisalas to faktycznie porażka! A tak sama decydujesz kiedy przerwa na jedzenie, na siusiu,co, gdzie i kiedy zwiedzacie - tak trzymac! Pozdrawiam

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Ty sie ciesz, ze Olga wspolpracuje! :D U nas to tak wychodzi, bo wyjscia innego nie mamy! Sara nie umie pozowac. Sztuczne miny jej wychodza, pozy takie, jak u starej kundy, wiec po co mi ta szopka? :D
      Dlaczego wstyd sie przyznac, ze wszystko sami organizujecie? Dumna powinnas byc, zes taka przebiegla! :D

      Löschen
  8. ale ciepło! śliczne foty, te w katedrze mega! a co do grupowego, zorganizowane zwiedzania - ostatni raz zrobiłam to w wieku 22 lat na wycieczce studenckiej i już nigdy później. Nie cierpię, nienawidzę tej formy turystki. To w ogóle nie jest dla mnie zwiedzanie. No i wychodzi zazwyczaj 2x drożej. Wypożyczenie auta na własną rękę (wcale nie jest drogie jak niektórzy twierdzą, tylko trzeba ew, dobrą wypożyczalnie poszukać) albo własnymi 4 kółkami - najfajniej wg mnie.

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Nie spodziewalam sie nawet - ta katedra mnie zachwycila. Jakis slawny facet wnetrze projektowal, chyba Gaudi, ale nie jestem pewna. 6 € za wstep. Warto wydac. Naprawde warto.

      Löschen
  9. Dużo nie napiszę bo czas nagli, gorący okres mam ale napisać muszę, że cudne fotki napstrykałaś i praktyczne rady o Majorce do mnie dotarły. Ja zawsze broniłam się rękami i nogami od tej wysepki a Ty tak przyjaźnie tu o niej, ach powzdycham sobie...ujęcia Sary w ruchu Naj!!!

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Kochana! Jakies 4 lata temu nawet za darmo bys mnie na Majorke nie zaciagnela! Balam sie tego Ballermana, masowej turystyki, pijanstwa i tandety.
      Pojechalismy z braku alternatywy i zakochalismy sie od pierwszego wejrzenia. I tak ciagle i ciagle tam wracamy. Musicie sie koniecznie wybrac. Nie pozalujesz! Tylko w okolice Alcudii sie udajcie, zebyscie na Ballermana nie trafili ;o)

      Löschen
  10. Ja też się nie nadaje na zgrupowane wycieczki :) biorę auto i zwiedzam , to sprawia mi prawdziwą radość..Pozdrawiam

    AntwortenLöschen
  11. Bo na własną rękę zobaczysz to, co chcesz, a nie to co inni każą.... Najczęściej wycieczki zorganizowane wybierają osoby starsze, albo takie, które nie znają języka. Ja bardzo bym chciała kiedyś tak sama sobie zwiedzić, bo z moim mężem nie jest to łatwe....
    Śliczna ta katedra, zazdroszczę....

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Serio? Czemu? Moj tez nie chcial zwiedzac sam, ale tak dlugo meczylam, az sie zgodzil i zachwycil ;o)

      Löschen
  12. Dzięki za ten wpis mężowi muszę pokazać i do wyjazdu na własną rękę zmusić:-) CHociaż tak naprawdę nie pamiętam żebyśmy na wakacjach zorganizowanych byli, ostatnio tylko jakieś wyjazdy do rodziny itp...Ale pora to zmienić, Jak zwykle ujęłaś wszystko tak, że padłam :-)) Buziaki!! Sara super wygląda i już loki chcesz żebyś jej kręciła, czad, pięknie !

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Z Sary to jest dama pelna geba - juz od lat najmlodszych. Paznokcie sama sobie maluje, szminka, cienie, kolczyki, korale, branzoletki, no i te loki... Ale to ostatnie akurat tanim kosztem - na dzien jej barany zakrecam, jak na pierwszym zdjeciu, i kiedystam rozwijam - loki gotowe ;o)

      Löschen
  13. wycieczki zorganizowane również nie dla mnie, nie zadowala mnie zaliczanie w biegu kolejnych punktów "programu" ... lubię zatrzymać się w danym miejscu i poczuć codzienność, zamieszkać wśród ludzi (miejscowych), skosztować kuchni domowej, dnia powszedniego... tak bez pośpiechu...

    AntwortenLöschen
  14. Ale cudeńka nam tu Pani pokazała. Mnie się też zorganizowane i długie wycieczki źle kojarzą. Lubię jeździć i choroby lokomocyjnej nie mam a jednak w drodze autokarem na zieloną szkołę strasznie się pochorowałam. Może za długo, za daleko, nie wiem, w sumie pierwszy raz autobusem tak długo jechałam, gorzej że choroba nie minęła po dojechaniu i rodzice musieli mnie zabrać. Istnieje możliwość, że ta choroba to była na literę T. W każdym razie zawsze to lepiej z rodzicami i na własną rękę bez żadnych grup zorganizowanych ;)

    AntwortenLöschen