Samstag, 28. September 2013

Jak wychowac sobie tyrana?





Pewnie znacie ten program:
Najsurowsi rodzice świata.
Wysyła się do nich przypadki beznadziejne.
Syna, który matkę bije...
Córkę, która do szkoły nie chodzi
i dnie całe na kanapie spędza...
Młodych kryminalistów...
Dzieci, które respektu względem rodziców nie mają...
Przypadki bez przyszłości...




I tych rodziców pokazują,
którzy do takiego stanu dopuścili...
rodziców, którzy do kamery płaczą
i pytają, co źle zrobili...
bo naprawdę pojęcia nie mają.

Pełne poświęcenia matki,
które te swoje dzieci nieszczęsne same wychowały...
bo ojca brak...
I ci ojcowie, niby obecni w rodzinie,
a jednak bardziej zajęci pracą, swoimi sprawami....

Co zrobili źle?

Mój były dyrektor prosto by powiedział:
Dupy dzieciom nie przetrzepali ;o)
Bicie dzieci (choć tutaj przenośnie rozumiane) nie jest oczywiście rozwiązaniem problemu.
Chodzi o stawianie granic i ich konsekwentne egzekwowanie.


W wersji niemieckiej niepokorne nastolatki wysyłane są 
nie do rodzimej wioski czy do biednych rodzin wielodzietnych, 
tylko do Afryki, do buszu amazońskiego czy w inne warunki ekstremalne. 
Tam, gdzie wszyscy razem pracują, aby rodzina przeżyć mogła,
gdzie wszyscy razem przebywają i od siebie zależą,
małych tyranów się nie zna...

Skąd się więc wzięły u nas?
Jeszcze kilka lat temu i u nas ich nie było...
Dzieci w klasie 30-osobowej na lekcji cicho siedziały.
I nikt nie pyskował, na ziemie nie pluł, po klasie nie spacerował,
nauczyciela nie obrażał... Było cicho!
I z respektem się do starszych zwracało.

Społeczeństwo się zmieniło.
I nawet nie chodzi tu o konsumpcję.
Nie chodzi o to, jakim autem ojciec jeździ
i jaki ajfon dziecku zasponsoruje.
Bo tyrany są w rodzinach biednych i bogatych.
Chodzi o zmianę stylu wychowania...


A więc co się zmieniło?
Matki do pracy poszły, ojcowie dłużej w pracy zostają,
z babciami i dziadkami pod jednym dachem się nie mieszka,
rozwodów coraz więcej oraz matek samotnych,
które sobie z sytuacją nie radzą...
Dzieci pozostają bez wsparcia,
bez kogoś, kto granice pokaże, kogo naśladować warto...
A i w szkołach ton luźniejszy nastał,
bo już w podstawówce panuje demokracja...


I w tej sytuacji nowej rodzice znaleźć się próbują.
Z różnym skutkiem...



1) Dziecko po partnersku traktują...

Co w tym złego? Ano to, że z dziecka dorosłego robią. 
Pewnie, że można dziecku pozwolić zdecydować czy założy skarpetki żółte czy czerwone. Można wspólnie zdecydować o spędzeniu czasu wolnego czy nawet wakacji. Ale w tym decydowaniu musi być granica. Dziecko nie może decydować o wszystkim, bo po prostu nie jest w stanie ogarnąć wszystkich konsekwencji!

- Powiedz córeczko, chcesz już iść spać, czy może jeszcze bajeczkę byś obejrzała?
[Dziecko 2 lata, godzina 21:00]

- Chcesz buty na obcasie? Na pewno? A umiesz w nich chodzić? OK, kupimy.
[Po czym dwulatka w nowych butach na schodach kostkę skręca - czy nauczyła się przy tym czegoś na przyszłość???]

- Chcesz, żeby mama z tatą cię uspali? Już lecimy!
Chcesz w tym czasie poszczypać tatę po nosie? Proszę bardzo - tylko śpij!

I tak oto dziecko nas za nos wodzi.
Rodzic chce się z dzieckiem przyjaźnić (rzecz sama w sobie fajna), jest wyrozumiały, pozwala dziecku decydować, bo ono podobno wie, co dla niego najlepsze...

A czego dziecko się w tym układzie uczy?
Ze nie ma hierarchii miedzy dziećmi a dorosłymi.
Przychodzi potem taki do szkoły i tak samo traktuje nauczycieli,
jak go rodzice nauczyli - po partnersku... 
I o wszystkim dyskutować chce. Wszystkie decyzja podważa. 
Mały mądrala autorytetów nie uznaje. Ma problemy z podporządkowaniem się, wykonywaniem poleceń.


2) Wykorzystują emocjonalnie dzieci swoje...

Rodzice, co się w świecie odnaleźć nie potrafią lub pasmo niepowodzeń przeżyli, od swoich dzieci miłości i poklasku oczekują. Dziecko kochać ich ma miłością bezgraniczną.
I boją się, że mogliby tej miłości od dziecka nie otrzymać,
gdyby zabronili mu czegoś... lub nie dali...
Więc granic brak w tym układzie -
dziecko decyduje, rodzic wykonuje...
A czy miłość i respekt w zamian dostaną?

Mój uczeń w tym układzie z Mamą swoją żyje.
Kochają się oboje bardzo i rozumieją.
Ale Finn jedną nogą w poprawczaku stoi,
bo dzieci okrada ze śniadania, bo sponsorować sobie słodycze każe, 
bo terroryzuje i bije, bo każdy się go boi.
Bo Mama mu nigdy niczego nie zabroniła...
Bo za bardzo kochała...

*edit (2015): Finn w klasie 7 przestał chodzić do szkoły; 
obecnie znajduje się w szkole o zaostrzonym rygorze -
dla młodzieży trudnej



3) W symbiozie z dzieckiem żyją...

Rodzic mający problem z otaczającym go światem,
z dzieckiem swoim się utożsamia -
myśli ZA dziecko, czuje ZA dziecko.
Wyobrazić sobie nie potrafi, że mogłoby ono
coś złego zrobić. A jak ktoś uwagę zwrócić czelność ma,
to winni są zawsze inni - nigdy dziecko...
Bo dziecko zawsze racje ma, zawsze prawdę mówi...
Rodzic usprawiedliwia każde przewinienie dziecka,
wierzy w każdą bajkę, która fakty niewygodne tłumaczy.

Chłopca takiego w klasie mam.
Ukradł zwierzaka koledze. Świadkowie byli. Gazety pisały. 
Bo zwierzak na skutek akcji tej ducha wyzionął...
I mama ta z historią przychodzi, że wszystko to nie tak, 
co ci wstrętni ludzie opowiadają i piszą. Ze uwzięli się na nich...
I chłopiec ten wierzy szczerze w swoje kłamstwa jak w bajki,
winy szuka u innych. Tak go mama nauczyła...

 Na codzień chcąc zwrócić na siebie uwagę, kopie, bije, za włosy ciągnie... Na najmniejszą obelgę agresją reaguje - dusi, na ziemię rzuca, pięściami okłada, bo on "bronić się" musi... A jak ktoś silniejszy się okaże i mu za te prowokacje dołoży, to do dyrektora biegnie i w spazmach się żali: opuszczając część historii, w której to on doprowadził do bójki - zaczyna opowieść swoją od momentu, kiedy to jemu przyłożono. 

Chłopiec ten mając lat 12 emocjonalnie jest na poziomie 3-latka.
Wydaje mu się, że świat kręci się wokół niego
że to, co sobie obmyśli, zdarzyło się naprawdę.




Co więc czynić nam wypada?
To co babki i dziadkowie nasi robili!
Wychowywać!

Rodzic to rodzic.
Dziecko to dziecko.

I niech tak pozostanie.
Niech każdy zna swoje miejsce i zadanie.

Dzieci potrzebują granic, zasad i konsekwencji.
Dziecko pozbawione autorytetów i hierarchii 
traci orientację i zaczyna się wychowywać samo...

Czy 7-latek jest w stanie kogokolwiek wychować?
A 12-latek? 14-latek? ...
Dlaczego więc pozwalacie swoim dzieciom,
aby wychowywały siebie samych?

To ty, rodzicu, jesteś od ustalania granic, od decydowania, 
od egzekwowania konsekwencji, od karania...
Twoje dziecko nie przestanie cię kochać
tylko dlatego, że czegoś zabronisz lub je ukarzesz.

Kochaj swoje dziecko mądrze,
abyś za parę lat płakać nie musiał nad losem jego
i swoim własnym...



PS. A kto temat zagłębić chce, niech szuka książek, które napisał psychiatra Michael Winterhoff.



Kommentare:

  1. Rodzic chce mieć z dzieckiem swym dobre relacje,że kiedy coś złego będzie się dziać lub po prostu po poradę aby to właśnie do niego przyszedł...ale łatwo można przekroczyć tą granicę i w całe na dobre to nie wyjdzie.Czytając Twoje punkty normalnie przed oczami miałam pewną rodzinę w której te trzy punkty są jednocześnie używane!żal na to patrzeć ale słowo powiedz to źle!
    Marzy mi się aby z Madzią moją mieć kontakt dobry(takiego którego moja mama mi nie dała) ale wiadomo,że mimo "przyjaźni" będzie musiała wiedzieć,ze matką jestem która powie nie....

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Jak ktos doswiadczyl madrego wychowania w domu, to rownie dobrze wychowa swoje dzieci. Gorzej, jak sie dobrego wzorca nie mialo. Wtedy trzeba sie starac, uwazac, reflektowac.... Ale nie kazdy potrafi...

      Löschen
  2. Kurczę zgadzam się z każdym słowem .. ja zawsze mężowi memu powtarzam,ze Majka w końcu nie jest naszą koleżanką,a córką i tak powinno się dziecko traktować ... staram się aby córka nie dyktowała mi co i kiedy mamy robić .. nie ma dla mnie słowa chcę i już .. gdy w sklepie robi mi sceny nie kupuję tego co chce i po prostu tłumaczę,że na coś trzeba zasłużyć .. bo jak dasz dziecku palec to zechce całej ręki .. teraz u nas jest właśnie etap sprawdzania naszej wytrzymałości.. płacze,krzyki .. nie ulegam i zawsze czekam,aż się dziecko me uspokoi .. choć kocham córkę to nie pozwolę by weszła mi na głowę :)

    AntwortenLöschen
  3. ajjjjjjj! przecudne zdjęcia <3

    pozdrawiam! xxx
    Kasia
    http://islandofflove.blogspot.com/

    AntwortenLöschen
  4. Apropo klapsów to po raz pierwszy od wielu lat publicznie usłyszałam na placu zabaw z ust matki, że jak się nie zaczną jej córki zachowywać porządnie to klapsa nie pożałuje. Nikt nigdy takiego stwierdzenia nie użył choć niektóre dzieci zachowywały się skandalicznie.
    Poruszyłaś temat spania... no cóż u mnie od początku jest to trudne. Z zasypianiem córki borykam się od urodzenia czyli dobre 1,5 roku. Z lepszym lub gorszym skutkiem. Niestety moja jest tak aktywna, że gdyby mogła spałaby w locie. Trudno jest usnąć na stojąco a leżeć nie chce:)) Reszta tematów w miarę ogarnięta ale jeszcze wszystko przede mną.......

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Ja o tym klapsie bardziej symbolicznie ;o) Ale przyznam, ze sa takie przypadki, gdzie by sie poprostu przydalo takie porzadne lanie. :D
      Moja Sara tez bardzo ruchliwa. I rozne cuda wyprobowalam. W jej przypadku okazalo sie, ze najlepiej dziala brak wszelkich bodzcow. Czyli zaciemnam pokoj i wychodze. Jak ja bylam w pokoju, to ona nie spala. Bo towarzystwa oczekiwala. Nauczylam ja metoda tej Zaklinaczki Niemowlat. Tydzien sie przemeczylam. W koncu sie poddala i odtad mam spokoj. Rozne sa opinie na temat tej metody, ale ja wiem tyle: Nie dam dziecku soba rzadzic. Jak potrzebuje, to pozwalam, zeby spala u nas, pozwalam, zeby w nocy przyszla, ale nie pozwole na takie szopki, zebym ja o 21:00 musiala sie klasc do lozka i spac z dzieckiem, bo inaczej nie zasnie... Znam przypadek, gdzie rodzice pozwolili na taki cyrk: Corka do 6 lat z loza malzenskiego wyjsc nie chciala. Bo tak sobie rodzicow wychowala...

      Löschen
    2. Joanaros, dupe przetrzepac? Taka sama oznaka niewydolnosci rodzicielskiej, jak i pozostale w poscie przyklady. Bo czegoz to dziecko nauczy? Ze mozna je upokorzyc, chocby i publicznie? Ze przemoc ma racje bytu? Ze nastepnym razem musi lepiej kombinowac, zeby rodzic go nie przylapal? Ze skoro rodzic moze bic to i ono tak samo moze rozwiazywac problemy z rowiesnikami? Slepa uliczka. A jesli do tego obiecac lanie, a potem sie wycofac... porazka.
      Jedyna metoda to ta najtrudniejsza, ta o ktorej piszecie - konsekwencja w slowach i uczynkach. Konsekwencja i wspolny front obojga rodzicow. Proste, czyste i jasne zasady. Licze do trzech to licze do trzech, a nie do czterdziestu szesciu tysiecy osmiuset dwudziestu pieciu. Jesli mowie, ze po pieciu minutach wychodzimy to wychodzimy po pieciu, nie po piecdziesieciu i nawet jesli, bulko moja najslodsza, pobiegniesz do tatusia negocjowac to i on nie udzieli dyspensy. Proste, a najtrudniejsze w realizacji, bo wygodnie dla wlasnego, biezacego spokoju odpuscic, myslac 'ech, to tylko raz'. Najtrudniejsze, bo trzeba wylaczyc telewizor i z partnerem o wychowaniu potomstwa porozmawiac, bo trzeba usiasc na podlodze i wlasnego dziecka posluchac i ostatecznie, a to juz (przynajmniej dla mnie Himalaje macierzynstwa) pozostac OBIEKTYWNYM wzgledem wlasnych genow wcielonych w upiornego dwulatka, czy pyskatego trzylatka :-)
      A co mnie dziwi najbardziej, dziecko nie przestaje kochac rodzica, bo mu sie odmawia, czy stawia granice. Ono tych granic naprawde potrzebuje. I choc czasem duzo mnie kosztuje byc 'zlym policjantem' to sie jednak na dluzsza mete oplaca.

      Löschen
    3. Nie wyobrażam sobie czegoś bardziej krzywdzącego i upokarzającego. Sama jestem dzieckiem. Lubiłam Pani bloga, lubiłam czytać i oglądać zdjęcia Sary. Ale bardzo nie podoba mi się to co Pani napisała. Jak można publicznie pisać, że można kogoś uderzyć!

      Löschen
    4. No widzisz. Dlatego wlasnie nie jest to blog dla dzieci, tylko dla doroslych :) Bo pewne rzeczy napisane sa w przenosni. Nie namawiam nikogo do bicia dzieci, tylko do konsekwencji i madrego wychowywania :)

      Löschen
    5. Naprawdę rozumiem słowo przenośnia a nawet metafora;)
      Nie wiem co to "mądre wychowanie" ale mam nadzieję, że to tak jak wychowują mnie rodzice, traktując mnie jak trochę mniejszego człowieka przyjacielsko, z szacunkiem i bez konsekwencji ;) Nie wiem dlaczego niektórym dorosłym się wydaje, że wszystko wiedzą lepiej? Tylko dlatego, że są dorośli, bo dłużej żyją?. Gdyby byli uważniejsi na dzieci mogliby się i od nas wiele nauczyć.

      Löschen
    6. No wlasnie o to chodzi, zeby te konsekwencje byly. Nie w postaci bicia po tylku, tylko w postaci kary. Tak sie wychowuje madrze.
      Pisze to opierajac sie na bogata praktyke szkolna. Dzieci, ktore sie nie potrafia w szkole zachowac, nigdy lub rzadko w swoim zyciu konsekwencji doznali...

      Löschen
    7. Jest Pani pedagogiem...

      Uważam, że w życiu człowiek ma tyle naturalnych i sztucznych konsekwencji, że nie ma potrzeby dokładać dziecku dodatkowych. Naturalne to takie, że gdy dziecko nie nauczy się tabliczki mnożenia to nie wie czy wystarczy mu pieniędzy jeśli chce kupić tyle rzeczy po tyle złotych a sztuczne to gdy dostanie za to w szkole jedynkę. Więc żeby było mu mało to powinno się jeszcze dołożyć karę? Myślę, że jak dla mnie to byłoby tych konsekwencji za dużo. Sądzę, że to w zupełności wystarczy gdy ze swoimi konsekwencjami (czyli karami) czyhają na człowieka nauczyciele czy szefowie, urzędnicy i policjanci.

      Według mnie mądrze wychowywać to podążać za dzieckiem a nie wciąż je popychać czy stawiać granice. Chronić trzeba ale tylko wtedy gdy robi się niebezpiecznie dla dziecka.

      Polecam lekturę książek Jaspera Joula zamiast wszelkich zaklinaczek dzieci, czy superniań, których metody bardziej przypominają tresurę zwierząt niż wychowanie.

      Dziewczynka wyżej napisała "gdyby dorośli byli uważniejsi na dzieci" to sedno sprawy, bo sztuczne konsekwencje są potrzebne tylko wtedy gdy uwagę kieruje się nie na dziecko tylko na to czy potrafi sprostać projekcjom i wyobrażeniom o nim.

      Ja wyczułam Pani dystans to swoich słów gdy pisała Pani o "przetrzepaniu tyłka" niemniej słownie upiera się Pani i trwa w przekonaniu o słuszności wartościowania jedngo z członków stosunku rodzic - dziecko (rodzic to rodzic, dziecko to dziecko) i wiary w to, że gdy się trzydzieści razy wymusi coś na dziecku to w końcu będzie to robić. Może będzie tylko, że tak naprawdę nigdy nie dowie się dlaczego i po co. (A raczej nie zrozumie bo co prawda trzydzieści razy przeleci mu koło ucha, że musi bo....ale czy to usłyszy?) Nawet lepiej dla niego żeby nie analizowało bo gdy kiedyś spróbuje zrozumieć może poczuć żal do rodzica i frustrację z powodu sprzecznych uczuć. Czy można być wtedy szczęśliwym? A przecież niczego nie pragniemy dla dziecka bardziej niż tego by było szczęśliwe....

      Pozdrawiam Alicja

      Löschen
    8. Czytam i nie wierze... Naturalne konsekwencje??? Ze niby mam pozwolic corce nie spac pol nocy (bo ona tak chce) i pozwolic sie jej przekonac jakie bedzie miec samopoczucie dnia nastepnego w przedszkolu? Bo moja np. wymiotuje. I choc czesto sie o tym przekonala, w dalszym ciagu ZADNYCH wnioskow z tego nie wyciagnela. Mam jej dalej pozwalac decydowac o sobie w wieku szesciu lat? Mam patrzec, jak moje dziecko sie meczy wymiotujac rano? Mam ja w takim stanie do przedszkola wyslac? A moze powinnam codziennie brac wolne, bo corka uczy sie poprzez konsekwencje naturalne? I to sie nazywa madre wychowanie? Sorry, ale taki wywod mogla napisac tylko nastolatka nie majaca wlasnego dziecka.

      Nie przypominam sobie, zebym pisala cokolwiek o wymuszaniu i tresowaniu dziecka. Moje dziecko zawsze wie, dlaczego czegos zabraniam, bo wiele rozmawiamy i tlumaczymy. Nie zmienia to jednak faktu, ze po przekroczeniu tego zakazu jest kara! Sorry, ale nie pozwole, zeby mi dziecko na nosie tanczylo. Pewne decyzje moge pozostawic dziecku w wieku nastoletnim, a nie 6-latce... No dobra, 6latka moze sobie zadecydowac, jaki kolor butow chce miec, albo kogo na urodziny zaprosi, a nie o ktorej godzinie pojdzie spac albo czy chce sie uczyc.

      I jeszcze jedno - madry rodzic chce, zeby jego dziecko poradzilo sobie w zyciu. I szczerze mowiac, nie wiem, w jaki sposob moja corka ma kiedys dostac dobra prace, jesli nie naucze jej teraz obowiazkowosci oraz pilnosci. Jesli dzis nie nauczy sie tabliczki mnozenia, to jutro bedzie miec problemy z fizyka i dalsza matematyka, przez co byc moze nie zda do nastepnej klasy i w ogole problemy w zyciu miec bedzie.
      Wobec tego pytanie: Czy mam powiedziec 9-latce, ze jak nie chce, nie musi sie uczyc tabliczki mnozenia, bo za kilka lat odczuje konsekwencje naturalne? A czy na 9-latce zrobi to jakiekolwiek wrazenie, co sie za 10 lat zdarzy? Nie! Ona mysli o najblizszym tygodniu, wiec bedzie miala taka argumentacje gdzies! Czy jako matka mam spokojnie na to patrzec, jak male dziecko decyduje o swoim przyszlym zyciu i byc moze swoja przyszlosc marnuje? No litosci!

      Jaspera Joula z przyjemnoscia przeczytam, zeby zglebic te rewelacyjne teorie wychowawcze.

      Löschen
    9. Ja nie wymyślę nic nowego ale mam dwójkę dzieci i jako dziecko przeżyłam nie mało i dziś mogę podpisać się pod wypowiedzią Rzecznik Praw Dziecka Pana Marka Michalaka:
      "Autorytetu rodzica nie powinno budować się srogością a miłością, szacunkiem i zrozumieniem wzajemnych potrzeb. Nie zachęcam do oddania dziecku prawa do decydowania naszą codziennością, ale do wsłuchania się w jego przemyślenia, jego głos, jego pragnienia. W ostateczności i tak decyzje podejmuje dorosły – ten który jest w stanie wziąć za nie odpowiedzialność, ale ze świadomością i zrozumieniem potrzeb dziecka. Dziecko do prawidłowego rozwoju nie potrzebuje kija, czy pasa, ale potrzebuje miłości i zrozumienia ze strony swoich rodziców i opiekunów. Jak powietrza potrzebuje czasu mu poświęcanego. Mądre wychowanie to dawkowanie w nieograniczonych ilościach witaminy „M” – tj. miłości, poświęcanie czasu i stawianie możliwych i jasnych do zrozumienia granic. Odnosząc się wprost do postawionego pytania, z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że wychowywanie człowieka (przypominam – dziecko to też człowiek) w duchu poszanowania jego praw, jego godności, jego podmiotowości może jedynie niwelować ewentualne problemy i zaburzenia a nie je rozwijać i potęgować.
      "Należy umiejętnie korzystać z posiadanej literatury – nie wszystkie pozycje dostępne na rynku są właściwe. Trzeba wykazać tutaj dużo krytycyzmu i zdrowego rozsądku. Polecam Janusza Korczaka – mądry i rozumiejący potrzeby dziecięce. Miejmy jednak świadomość, że nie ma jednej konkretnej recepty na wychowanie dziecka. Każde dziecko jest inne, ma inny temperament, osobowość. Ale znajdźmy wspólny mianownik dla potrzeb wszystkich dzieci – to prawo dziecka do szacunku, potrzeba dziecka by być kochanym, szanowanym, wysłuchanym, zaopiekowanym. Stosowanie przewagi siły nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem.
      "To my sami sobą dajemy dzieciom pierwszy i najmocniejszy punkt odniesienia. Musimy być świadomi, że dzieci są bacznymi obserwatorami naszych zachowań – i tych oficjalnych i tych ukrytych. Jeśli pozwolimy dziecku na dyskusje, zgłaszanie swoich propozycji, współtworzenie rzeczywistości to idziemy w kierunku wychowywania człowieka kreatywnego, ciekawego świata. Jeśli będziemy wszystko narzucać, egzekwować przemocą i oczekiwać bezwzględnego posłuszeństwa to musimy być świadomi, że niszczymy w dziecku jego naturalność i wcześniej wymienione cechy oraz nie wychowamy człowieka asertywnego. Nasze dziecko może być wówczas bardzo uległe, albo bardzo agresywne, czyli albo da się krzywdzić, albo będzie krzywdzić innych. Pychologowie mówią, że wychowanie dziecka należy podjąć na 20 lat przed przyjściem jego na świat. Prawa dziecka, w tym prawa człowieka należy szanować na każdym etapie rozwoju człowieka. Powiem więcej – prawa człowieka rozpoczynają się od praw dziecka. I nigdy nie jest inaczej.

      Löschen
    10. Hieno wygląda na to, że naprawdę jest Pani oburzona tym co napisałam. Trochę mnie to dziwi bo dla mnie to tak oczywiste i naturalne, że zapominam czasem, że nie dla każdego. Jak tu się odnieść. Może najpierw do spania. Nie wiem dlaczego Pani córka wymiotuje gdy się nie wyśpi, nie słyszałam o czymś takim, na pewno zaniepokoiłoby mnie to i zbadałabym sprawę dokładniej. Nie wolno lekceważyć takich symptomów. W przypadku jednak tylko takim, że dziecko jest zwyczajnie niewyspane na drugi dzień, owszem tak, można mu pozwolić się o tym przekonać. Moja córka tylko dwa razy potrzebowała żeby docenić wartość i możliwość wczesnego zaśnięcia i obudzenia wyspaną z humorem, werwą i uśmiechem na buzi.

      Tabliczka mnożenia. Mój bratanek jest fizykiem i naprawdę ma problemy z kilkoma trudniejszymi działaniami w tabliczce mnożenia, których nie nauczył się w 3 klasie szkoły podstawowej. Że nie wspomnę o znanych mi ludziach różnych profesji łącznie z moim mężem, który bez kalkulatora się nie rusza a jego praca polega na ciągłych obliczeniach;) Da się żyć naprawdę, może trudniej ale da się. Dziś cała dostępna wiedza jest komputerze i w internecie i naprawdę wystarczy moment by być geniuszem ;)

      Dobra praca. A cóż to takiego? Dobrze płatna? A jeśli nie aż tak dobrze płatna ale z pasji wynikająca to zła?
      Obowiązkowość i pilność też nie są wartością samą w sobie. W niektórych zawodach obowiązkowość i pilność ma znikome znaczenie, ważniejsze są wena, natchnienie, pasja a te przychodzą kiedy chcą i nie da się ich wypracować. Nie każdy musi być rzemieślnikiem czy pracownikiem korporacji.

      Löschen
    11. Czy powiedzieć 9-latce, że nie musi się uczyć tabliczki mnożenia a konsekwencje odczuje za kilka lat. Hmm po pierwsze konsekwencje odczuje od razu bo niestety na straży "posiądnięcia" tej umiejętności stoi pierwsza nauczycielka, więc jedynka jak nic ;) Po drugie nie za lat kilka tylko od razu. Proszę powiedzieć 9-latce, że jej znajomość ułatwia życie i dlaczego. Jeśli uzna, że jej nie potrzeba... Moja córka gdy była 9 -latką z wielką ekscytacją podejmowała pierwsze próby samodzielnych zakupów. Celowo wysyłałam ją po kilka rzeczy jednego rodzaju, a ona usilnie starała się dodawaniem ocenić czy nie zabraknie jej pieniędzy przy kasie, w końcu stwierdziła, że mnożenie się przydaje ;)

      Każdy człowiek mający świadomość naturalnych konsekwencji i pewnej bezradności wobec nich dokonuje świadomego wyboru. Niech mi Pani uwierzy nawet małe dziecko to potrafi. Proszę mu zaufać i patrzeć jak rośnie w siłę.

      Pamiętam taką łazienkową scenę z dzieciństwa gdy obmywałam łzy, pamiętam tę bardzo wyraźnie do dziś, każde uczucie, każdą myśl. Dostałam wtedy: karę, niezrozumienie i nietolerancję od osób, którym ufałam bezgranicznie. Była to sytuacja gdy do czegoś tak bardzo mocno się przyłożyłam ale nie wyszło. Nie pamiętam konkretów sytuacji a pamiętam ból i intensywną rozpaczliwą myśl, kiedy mówiłam do siebie: "Ala, zapamiętaj, tą chwilę i uczucie i nie zrób tego swojemu dziecku!" I nie dawno przeżyłam coś podobnego. Poinformowałam moją córkę, że wyjeżdżamy w sobotę rano na cały weekend, wrócimy w niedzielę wieczorem, zatem jeśli chce mieć odrobione lekcje to zaraz po szkole musi spędzić praktycznie całe piątkowe popołudnie na odrabianiu. Rzuciła się na lekcje choć zwykle odrabia w sobotę koło południa i wszystko zrobiła, łącznie z wymagającą sporego zaangażowania pracą. Wróciliśmy rzeczywiście bardzo późno i w poniedziałek rano wstaliśmy trochę później niż zwykle w efekcie czego podczas wyjścia trochę się spieszyliśmy. Po powrocie córka powiedziała mi, że dostała jedynkę bo zapomniała z biurka pracy, której de facto nie dało się spakować bo miała większe gabaryty. Poczułam się okropnie. Wiedziałam jaki wysiłek zrobiła by po całym tygodniu w piątek tuż po lekcjach zrobić tak absorbującą i trudną pracę i wszystko inne. Zapytałam ją jak się czuje i powiedziałam, że ja okropnie, jest mi głupio, łyso jakoś i współczuję Ci bo tyle się napracowałaś. A ona na to: e tam mamo najważniejsze, że ja to wiem... Jak to cudnie gdy dziecko umie odróżnić to co naprawdę ważne od tego co w sumie nieistotne.. Nieprawdaż?

      Löschen
    12. Chciałabym jeszcze coś dodać. Nigdy nikogo nie oceniam, jednak pozwolę sobie na ocenę i mam nadzieję, że mi Pani wybaczy tym bardziej, że jest pozytywna. Otóż zaglądałam do Pani kilkakrotnie bo wydaje się Pani niezwykle serdeczną i ciepłą osobą mającą wspaniałą relację i więź z córką. Więc proszę nie brać moich słów jako jakikolwiek atak czy podważanie Pani roli jako rodzica. Mnie chodzi tylko o język. Ktoś powie, czy to takie ważne. Ja mówię i wierzę, że tak ważne. Pani powie Saro nie wolno wchodzić na parapet i skakać z niego bo można złamać nogę. Ja powiem córeczko nie chcę, żebyś wchodziła i skakała z parapetu bo strasznie się o ciebie boję, że zrobisz sobie krzywdę. Pewnie nie wyczuwa Pani różnicy ale ona jest. "Nie wolno" jest dla dziecka czymś abstrakcyjnym, dalekim i niezrozumiałym ogólnikiem i jego uwaga kończy się na słowie "nie". W drugim zwrocie dziecko stara się nas zrozumieć. Ono nie jest obojętne na nasze lęki i potrzeby.

      Myślenie czy podejście wcale nie musi być różne, bywa, że i efekt nie jest ale bywa, że jest zgoła odmienny.

      Pozdrawiam Panią serdecznie, niech Pani pisze z serca i słucha go intensywnie. A jak powyżej ktoś napisał witamina "M" jest najlepszym lekarstwem na wszystko.

      Pozdrawiam Alicja

      Löschen
  5. Zgadzam się z każdym Twoim słowem, a dzieci znam różne z racji zawodu i czasem ręce opadają i oczy z orbit wychodzą, bo nawet by mi do głowy nie przyszło że można taki cyrk sobie zafundować. No ale, jak to mówią mój cyrk moje małpy, wiec każdy rodzic ma cyrk swój własny. Trafiam na różnych rodziców, jedni zapatrzeni, zakochani w sobie i dziecku do granic możliwości, inni niezwykle mądrzy, rozsądni, a jeszcze inni świadomi tego co napsuli, ale i proszący o pomoc, bo pomysłów im brak. Czasem się zdarzają jeszcze tacy, którzy wiedzą że napsuli ale są tak zamknięci że niczego nie dopuszczą do siebie, żadnej rady, pomocy...
    I wtedy zaczynają się schody...
    Zdjęcia przepiękne!!
    A tak odnośnie Twojego poprzedniego wpisu, ostatnio ukazała się książka mojego pana od seksu (tak go nazywaliśmy) z czasów studenckich, której jeszcze nie czytałam ale jestem pewna ze mogę polecić. Książka w której pojawiają się trudne pytania, jakie rodzice słyszą od swoich dzieci i pomysły na odpowiedzi. Tytuł: "Tato, gdzie ja mam te plemniki" Marek Babik http://www.ksiegarniarubikon.pl/9788389948482/Tato-Gdzie-ja-mam-te-plemniki.html

    AntwortenLöschen
  6. niestety my obecnie przerabiamy etap "ja chcę" :-( ciężko wytrzymać, płaczu dużo, ale przeżyć trzeba... zawsze zmuszasz do myślenia ;-) oj, lubię do Ciebie zaglądać! a zdjęcia i ubranka boskie! zwłaszcza szalik i bluzeczka <3

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Dzieki kochana. Takie komentarze buduja :*

      Löschen
  7. Jest bardzo duzo racji w tym co napisalas, moim zdaniem układ kumpelski nie sprawdza sie przede wszystkim dlatego, ze prowadzi do braku poczucia bezpieczenstwa, granice wyznacza silniejszy i mądrzejszy - opiekun, to sprawia tez ze dziecko ma szanse byc dzieckiem i czuć, że w sytuacji podbramkowej dorosly go wesprze, nie zostanie sam z problemami, ale kluczem do wszystkiego jest jednak kontakt i rozmowa i tak ja widzę to partnerstwo. Z Julka wyznaczanie granic nie bylo skomplikowane, jasne bylo co wolno a czego nie, juz moj ton, moja mina na to wskazywały (matka tyran hehe), ale z Hanią już tak łatwo nie idzie. Ona zawsze zadaje pytanie dlaczego. I ja odpowiadam - przewaznie dziala, czasem pozwalam sobie powiedziec "bo ja tak mówię i już" . Staram sie tego nie naduzywac , usiadlam kiedys z wrazenia jak jako 2,5 latka zapytała i sama sobie odpowiedziala- "Dlaciego? Bo tak ?"

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Dobrze to ujelas: Zeby dziecko mialo szanse byc dzieckiem...
      Ja staram sie zawsze Sarze tlumaczyc, dlaczego jej czegos zabraniam. Mysle, ze dobrze, zeby wiedziala, ze moje zakazy nie sa "bo ja tak mowie", tylko ze maja sens ;o)

      Löschen
  8. Najpierw zaczynam inaczej niż czyli zwykle do Twoich pięknych zdjęć powzdycham…
    Urocze zakątki nam ukazałaś, jak z bajeczki a Sara w kolorach złotej jesieni wygląda ślicznie!
    Co do tematu postu to temat rzeka-głęboki i szeroki ale i płytki dla innych też może być. Ja trochę napatrzyłam się na różne rodziny i ich podejście do wychowania dzieci i moje osobiste doświadczenia z domu rodzinnego też mnie ukształtowały, że świadomie i dobrowolnie podjęłam, podjęliśmy jako przyszli rodzice decyzję że będę przez pierwsze lata przy naszych dzieciach rano w dzień i w nocy bo tak czuję i chcę i teraz po sześciu latach nie żałuję, że siedzę w cudzysłowie w domu bo doświadczyłam tego czego mi i moim dzieciom nikt nie zabierze i śniadania jedzą z nami mąż odwozi do szkoły i przedszkola a ja odbieram je sama i widzą nas kiedy idą spać. Długo uczułam się że muszę być konsekwentna i dopiero przy drugim się nauczyłam ale lepiej późno niż wcale. I dalej się uczę co, kiedy i jak mówić, kiedy tysiąc razy tłumaczyć, kiedy czasami przemilczeć albo kiedy czasami krzyknąć. Pomimo że są większość czasu ze mną to nie są mamisynkami, ograniczanymi. Moja dwójka nie boi się innych ludzi, jest otwarta i odważna. Synek trzyletni zaklimatyzował się w niemieckim przedszkolu ale jest w nim tylko do obiadu, który gotuję ja! Córcia sama wraca ze szkoły z uśmiechem na twarzy, bardzo chciała sama a ja pomimo, że codziennie się o nią boję to jej zaufałam ma blisko i na wsi jest spokój ale i tak się boję to nie ograniczam. I nauczyłam się już że dzieci oprócz konsekwencji i zasad bardzo potrzebują mieć swoje zdanie i móc podejmować decyzję nie powinny być bardzo ograniczane ale to wszystko oczywiście stosować należy w granicach rozsądku i odpowiednio do wieku i charakteru dziecka. I na to wszystko trzeba mieć czas i chęci, świadomość też. Nikt do naszego wychowania nam się nie wtrąca nie miesza dzieciom w głowach. Czasami jest ciężko i ręce opadają ale sami tego chcieliśmy i nie ma odwrotu. Jestem przeciwko klapsom i innym karom cielesnym to rujnuje szacunek dziecka do rodzica, upokarza i rodzi agresję bo silniejszy bije słabszego to niczego nie uczy oprócz posłuszności a dziecko nie ma być posłuszne ale powinno znać zasady jakich należy przestrzegać w domu czy na zewnątrz a tu skuteczną rolę odgrywają kary a klapsa dałabym rodzicom którzy biją swoje dzieci i już. Wolę dziesięć razy tłumaczyć co i dlaczego niż po łapach dać najlepiej jak sama dobry przykład dam bo do mnie i do innych wróci. Moja mama nigdy mi za nic nie dziękowała i mnie o nic nie prosiła a ja długo miałam z tym problem. Nasze dzieci tego uczę bo mam już na tym punkcie fioła i tak mi serce rosło i rośnie jak mi dwulatek zaczął dziękować za nawet drobne rzeczy i tak mu zostało. A w dzisiejszym świecie najczęściej oboje rodzice pracują i czas dziecku rożnie dawkują ale tu nie chodzi o ilość i jakość ale o odpowiedni balans. Czasami jednak nawet jak mama nie pracuje to i tak dziecko zepsuje. Dzieci nie staja się bez przyczyny niegrzeczne lub złe to my dorośli bez względu czy rodzice, rodzina, nauczyciele itp. powinniśmy dawać dobry przykład, szanować i mądrze wychowywać nasze dzieci.

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Wiesz, my jako nauczyciele, mamy nawet obowiazek meldowania przypadkow, bicia dzieci w domu. To mnie uczulilo na ten temat. Tak napisalam o zlaniu tylka, ale - mam nadzieje, ze wiesz - raczej symbolicznie. Bo jest tak jak piszesz. :)
      Ja Sarze bardzo duzo tlumacze, duzo rozmawiam. A kary ma takie lajtowe - zakaz telewizji czy pozbawienie wieczornego czytania.
      Oby wiecej takich rodzicow jak ty! :*

      Löschen
  9. O wychowaniu do bycia rodzicem można by godzinami, a tak naprawdę wszystko sprowadza się do kilku ważnych zdań, które warto sobie gdzieś zapisać i zapamiętać. Wydaje mi się (bo ja zaraz szukam analogii i usprawiedliwienia), że wychowani przez zbyt surowych rodziców Ci ówcześni rodzice zbyt beztrosko wchodzą w model "bezstresowego" tak szumnie od wielu lat podkreślanego "sposobu na dzieci" "dla ich dobra". Chcąc w pewnym sensie "wynagrodzić swoim dzieciom" własne straty i uszczerbki, które gdzieś tam pod pierzyną wspomnień własnego dzieciństwa każdy z nas przechowuje. Nie wszyscy mieliśmy dobre wzory, nie każdy wyszedł z dobrego domu, nie zawsze spotkał na swojej drodze przykłady, które go stymulowały... Można tak godzinami :) Ale rodzicom, poza szkołami rodzenia bardzo by się przydały szkoły rodzicielstwa :) Albo dobre książki - aż zerknę z ciekawości do Michaela Winterhoffa - bo nie znałam! Za moich czasów był polecany/popularny (kontrowersyjny) Benjamin Spock, który właśnie temu "bezstresowemu wychowaniu dzieci" przyklaskiwał i chociaż był pediatrą, to swoje pedagogiczne perełki przemycał nieustannie. Może Ci rodzice, Ci winni go też czytali :))))

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Winterhoff krazy teraz po szkolach niemieckich. Jako odpowiedz na zaistniala sytuacje.
      Z obserwacji mych wynika, ze rodzice dzisiaj zbyt zapracowani sa, zeby dzieci wychowywac. Stad rodzi sie to niby-wychowanie: po kumpelsku jako forma rekompensaty za brak czasu... A niektorzy zapewne z racji wlasnych doswiadczen z dziecinstwa... Kazde pokolenie ma ambicje byc inne niz poprzednie ;o)

      Löschen
  10. Kochający rodzic to wymagający rodzic ! granice muszą być! ..to wtedy dziecko czuje się bezpiecznie ..nie jeden rodzic powinien przeczytać Twój post ! Miłego dnia i jeszcze raz gratulacje dla Sary !

    AntwortenLöschen
  11. Oj tak, teraz na kogo się nie spojrzy to inaczej dziecko wychowuje. Nie jestem za biciem, ale co fakt to fakt, to dorośli wyznaczają granice i wychowują, a nie na odwrót. Jakoś parę lat temu nie zdarzało się żeby uczniowie nauczyciela zwyzywali, a teraz, strach pomyśleć. Ale świat teraz do góry nogami staje. Rodzicom często bardziej zależy na tym aby dzieci władały trzema językami, grały na pianinie, pływały, znały pierwiastki już w wieku przedszkolnym, a potem ośmiolatki wszystko to robią płynnie, tylko nie potrafią podstawowych czynności, jedzą palcami i ogólnie przy stole zachowują się jak małe świnki. To trochę na osobny temat, ale tak mi się nasunęło w kwestii wychowania i ostatnich perturbacji z zajęciami dodatkowymi w przedszkolach w Polsce.

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Masz racje! Teraz jak dziecko jest pyskate, to sie nazywa, ze sobie w zyciu poradzi ;o)

      Löschen
  12. no ja nic mądrego tu nie napiszę, bo w kwestii wychowania jadę na własnym instynkcie na 100%. Ale myślę, żę w tym co piszesz masz 100% racji - brak wychowania a bachory coraz gorsze - że podsumuję. Niewychowane, bez wzorców, bez szacunku, bez zasad, bez granic, bez tzw. kręgosłupa. Honor? Uczciwość? Tylko się co można pod nosem uśmiechnąć co ja bredzę za androny. A właśnie wg mnie dziś brakuje tego i rodzicom i ich dzieciom. Podstaw. Jakaś degeneracja w zakresie wartości i moralności. Źle rozumiane bezstresowe wychowanie, wolność i demokracja. I będzie gorzej. Ot co. I w końcu poślę B do `dobrej` we właściwym tego słowa znaczeniu szkoły prywatnej i tak się skończy, bo to co słysze co się teraz wyprawia to szok. I masz porządne lanie (nie bicie) w du... czasem nie zaszkodzi niektórym jednostkom, ale raczej nie dzieciom tylko ich rodzicom bo to jest sedno problemu. Bo ja na B ręki nigdy nie podniosłam i nie podniosę - nie pochwalam absolutnie takich metod w stosunku do zwąłszcza do małych dzieci. Bo nie ma złych dzieci z natury ... tylko my wszystko pier... No i coś tam napisałam jednak w temacie
    ps. super jesienny look, śliczna tunika, śliczna :)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Ty lepiej poslij B. do jakies wiejskiej szkolki lub do jakies katolickiej, z zasadami. Bo wiesz jak to w tych prywatnych jest.... Kto ma pieniadze, ten nie ma czasu dla dzieci. Czesto. Dzieci wiec niewychowane sa... bo nikt nie mial czasu, zeby to uczynic.

      Löschen
  13. Oj te dzieciaki są coraz gorsze...jak ja chodziłam do podstawówki to nie do pomyślenia były takie zachowania jak w podst. sa teraz - BRAK SŁÓW po prostu!
    Chyba każdy rodzic ma chwile ze zastanawiam sie czy dobrze wychowuje dziecko..kiedy coś nakazac a kiedy zabronic - ja chwilami mam takie doły;-) Mam nadzieje ze nigdy nie bede żałowac sposobu w jaki wychowuję swoje pociechy ( narazie tę jedyną:-)

    Piękne u was są te widoki! Jak bylam w pracy w DE to zachwycałam się nimi każdego dnia...i gdyby nam tylko ktos sensowną pracę tam zaoferował to zwijam manele i wyspie do widzenia mowie:-)!!! A Sara wyglada super - uwiebiam musztardę - moja O. też ma musztardowych ciuszkow sporo - idealne na jesień! Pozdrawiam

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Nie, to nie dzieci sa coraz gorsze. Dzieci rodza sie w takim samym formacie jak od tysiecy lat. Dzieci to produkt wychowania swoich rodzicow. (Nawet behawiorysci pozostawiaja pewien procent charakteru do uksztaltowania srodowisku, wiec...) Prosta zaleznosc... jesli dziecko wychowaja wilki to nie nauczy sie jesc widelcem i wiazac pod szyja krochmalonej serwetki...
      To dorosli sa coraz gorsi. Za kazdym 'zlym' dzieckiem stoi rodzic-dupa. Wystarczy obejrzec pierwszy z polki program typu 'Ratuj supernianiu!' - jeszcze nie widzialam sytuacji, w ktorej niania orzeklaby 'to wina dziecka'. (Mowie tu o dzieciach zdrowych bez naurologicznych obciazen.) Za to widzialam wiele, w ktorych do skandalicznego zachowania dziecki prosta droga prowadzily postepki i decyzje rodzicow. Czasem tak oczywiste, ze az zatyka, ze mozna tego bedac rodzicem nie dostrzec... I sama mam z tego ogromna traume, bo co, jesli ja sama robie cos rownie glupiego i tego nie widze, albo nikt mi o tym nie chce z uprzejmosci powiedziec?

      Löschen
  14. Od samego poczatku staram sie jasno i konkretnie .Przynosi rezultaty.Jestem konsekwentna z malymi odchylkami;) Moze dlatego poki co nie ma scen,niejasnosci,rzucania sie na ziemie,krzykow w sklepie itd.Pewnie ze mala czasem nie zgadza sie z moim zdaniem i pewnie ze ona czasem chce inaczej,ale to trzylatka.Co moze zrobic mi poza krzykiem i placzem?Zawsze irytuje sie gdy slysze teksty typu "nie moglysmy wyjsc ze sklepu bez tej czapeczki" ...Moglyscie,mysle sobie.

    AntwortenLöschen
  15. Ech, a spodnie w kolorze 'senf'... cudne!

    AntwortenLöschen
  16. Dobry i zły policjant. U nas dobrym jest tatuś - on wychodzi z dziewczynami na dwór (dzień w dzień), on nauczył je jeździć na rowerze, on lepi z nimi bałwana, on zabiera je na sanki, na lody, on wścieka się z nimi w domu tak, że ja zawsze jestem zła i zdenerwowana (stanie na rękach, podrzucanie pod sufit - rzeczy na które ja się nie godzę bo boję się, że się połamią i takie tam). Zły policjant - mamusia - ja. Ta, która mówi liczę do dwóch (nawet nie do trzech ;)), ta co uczy czytać i pisać (mało przyjemne), ta co ciągle powtarza "mów dzień dobry sąsiadom", "nigdy z nikogo się nie naśmiewaj", "miło by Ci było gdyby Ciebie ktoś tak potraktował?", ta co daje kary i konsekwentnie danego słowa się trzyma, ta co tłumaczy. A wiecie do kogo lgną jak jest im źle? jak jest im smutno? jak je boli brzuch? jak są zdenerwowane? Do mnie. Bo mimo, że nie pozwalam na wiele rzeczy, to dzieci potrzebują tych zakazów, tych granic, tego żeby mieć jasno określone co wolno, a czego nie, na co mogą sobie pozwolić, a co jest niedopuszczalne. Dzieci trzeba kochać, ale mądrze, trzeba z nimi rozmawiać i im tłumaczyć, wyjaśniać i jeszcze raz tłumaczyć. Pokazywać im co jest dobre a co złe,bo jak my im tego nie pokażemy to skąd niby mają to wiedzieć? I musimy szanować swoje dzieci, żeby one umiały szanować innych ludzi.

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Bo jak granic nie stawiasz, to dziecko cie nie szanuje... A kto stale zasady ma, ten jest jak taka opoka - staly punkt odniesienia - dziecki ktoremu dziecko bezpieczne sie czuje :*

      Löschen
  17. z tego wszystkiego zapomniałam napisać, że Sara cudnie wygląda! świetna kolorystyka! no i te zdjęcia .... bajka! oj jak mi się podobają!

    AntwortenLöschen
  18. Bardzo fajny i potrzebny post - doświadczenie dopiero nabywam ... ;) ale z uwaga przeczytałam, pozdrawiam

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. A zycie pokaze, co z tego wyniknie ;o)

      Löschen
  19. Zgadzam się z Tobą w większości ;) Ja na szczęście rzadko stosuję kary, bo nie mam ku temu powodów... Nikola jest niezwykle grzecznym dzieckiem (poza tym, że potrafi jeść obiad godzinę).
    Ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jest dzieckiem i musi pytać nas o zdanie... Czasami bywa, że przychodzi i o coś pyta, ja mówię: "jak chcesz" a ona na to "no co pytam bo jesteście moim rodzicami" i oby jej tak zostało ;) I chociaż miałam 19 lat jak urodziłam Nikolę i bardzo ciężko start, to uważam się za dobrą matkę :)

    Co do "I jak trzeba, niech ta przyslowiowa dupe przetrzepie" - doskonale zdaję sobie sprawę, że napisałaś to z przymrożeniem oka, ale pod tym się nie podpisuję :) Jestem ogromną przeciwniczką bicia dzieci i uważam, że jak uderzy się dziecko to dziecko ma prawo uderzyć rodzica.... zdania nie zmienię chociażby domy stanęły na głowie :) Jest milion innych sposobów ;)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Wiesz, Sara to samo. Pyta o zdanie nawet jak jednego cukierka chce zjesc. Ale wiadomo, ze to nie przyszlo samo z siebie, tylko dziecko wie, ze nie zawsze i w kazdych ilosciach te cukierki jesc moze.
      Ja tez jestem przeciwniczka bicia dzieci i Sary nie bije.

      Löschen
  20. Dziś odkryłam ten blog i od razu wpadł mi w ręce ten wpis.

    Ja się mogę podpisać pod każdym słowem rękami i nogami. Przeraża mnie "moda" na wiele rzeczy teraz, jedną z nich jest własnie "moda" na wychowywanie dzieci bez kar, bez konsekwencji "po partnersku" Ja takiemu modelowi mówię nie. Moje dzieci (5 i 2 lata) choć kocham nad życie wychowuję tak, aby w przyszłości nie dostały "obuchem w głowę", ze życie w społeczeństwie wymaga niestety pewnych konkretnych zachowań. Jeśli potrzeba - karam, jestem konsekwentna do bólu, jeśli powiem, za karę nie pójdziemy gdzieś tam, to pomimo, ze i ja mam wtedy zepsuty dzień, konsekwentnie siedzimy w domu. Synuś jeszcze mały i wiele jeszcze przed nami, za to córcia jest naprawdę kochana i coraz mniej tych kar trzeba stosować :) Oby jej tak zostało jak najdłużej :)

    Ps. Przepiękne zdjęcia!!! Mogę wiedzieć jakim aparatem zostały wykonane?

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Strasznie sie ciesze :))))
      Zdjecia robie Canonem Eos 600D. Plus teleobjektyw, dzieki ktoremu osiagam takie fajne niewyrazne tlo ;o)

      Löschen
  21. Ja się co do dupy przetrzepania nie zgadzam za nic w świecie. To tak na wstępie ;) I powiem tylko, że partnerstwo w rodzinie, i szacunek do dziecka, zwracanie na niego uwagi, sadzanie go z rodzicami przy stole (bo kiedyś to różnie było a i teraz jest) nie oznacza, że dziecko nie ma granic. NIe oznacza, że dziecko żyje "bezstresowo". Długie rozmowy z dzieckiem, pozwalanie mu na dokonanie pewnych, adekwatnych do jego wieku, wyborów niczego nie są w stanie popsuć, a wiele są w stanie zbudować. Ale wielu rodziców dzieci nie "wychowuje bezstresowo" tylko w ogóle nie wychowuje. i uważam że to takie dzieci są potem tymi "tyranami". Nie te wychowane w poszanowaniu, i zwracaniu uwagi na potrzeby dziecka. Tylko te, na które uwagi się nie zwraca w ogóle. Moje dziecko, które ma dziesięć lat, jest wychowywane bez stresu niepotrzebnego, ale ma ostro wyznaczone granice, potrzebne bardzo nie tyllko nam rodzicom, ale też i jej samej, by jej poczucie bezpieczeństwa nie ucierpiało (bo dziecko czuje się bardziej bezpieczne jak granice jakiekolwiek ma) ma ajfona wyżej wymienionego. Ale wyrasta na ogromnie empatyczną, grzeczną dziewczynkę, która zdobyła nagrodę w szkole za szerzenie idei "nieprześladowania dzieci w szkole" i nawet, że tu się pochwalę w radiu o niej mówiono ;)) Uważam, że to nie iPhone z dziecka robi tyrana, to rodzic, które pogubił gdzieś tak bardzo potrzebne granice.... Uściski Aga :) lecę na śniadanie :)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Tak Iwonko, masz racje! Mysle, ze jestesmy tego samego zdania, tylko roznie pojmujemy wychowanie "partnerskie". To w Twoim wydaniu jest takie, jak byc powinno. To o ktorym ja pisze, to takie, w ktorym dziecku pozwala sie decydowac o wszystkim, bo od poczatku do konca jest ono partnerem. A przeciez obie wiemy, ze jest "tylko" dzieckiem i tylko w tych granicach decyzje podejmowac moze.
      Sztuka dobrego wychowania to pozwoleniu dziecku na bycie dzieckiem. A nie obarczanie decyzjami nieadekwatnymi do wieku i pozbawienie granic i konsekwencji.

      Ja wiem, ze ajfon nikogo jeszcze nie zepsul.

      Mam nadzieje, ze nie pomyslalas, ze ja o tym przetrzepaniu dupy na serio?

      Buziaki!

      Löschen
  22. bić nie bijemy naszych dzieci, ale wiem ,że nie o to Tobie chodziło. U nas w domu to ja jednak jestem tym zlym policjantem i potrafię krzyknąć, kiedy trzeba, a maż natomiast rozpieścił córkę i pozwala jej dosłownie wejść na głowę. Kiedyś myślałam, że traktowanie dzieci jak dorosłych, rozmawianie z nimi jak równy z równym i bycie z nimi w związku partnerskim, uchroni nas przed późniejszymi problemami. Będziemy blizej dziecka, wiecej o nim wiedzieć, przyjacielowi mówi się przecież wszystko. Dziś wydaje mi się, że jednak dobre wychowanie dziecka i bycie z nim w fajnych relacjach nie idą w parze z bezstresowym wychowaniem. Dziecko potrzebuje być kochanym i lubiany, ale również musi czuć się pewnie i bezpiecznie, oddzielajmy instytucję przyjaciela od rodzica. Wychowywać to nie znaczy tylko bawić się i spełniać zachcianki dziecka czy wspólnie "konie kraść". Kochajmy nasze dziećmi i uczmy je dobrze i szczęsliwie żyć, nakreślajmy świat dobra i zła, a bezstresowe wychowanie zostawmy ulicy, jeszcze nie raz będziemy z nią walczyć.
    Uwielbiam Twoje teksty i zdjęcia Sary :)

    AntwortenLöschen