środa, 28 sierpnia 2013

Wsiasc do pociagu byle jakiego?

 

Sprawe nagaila moja mama.
Bo jak to brata nie odwiedze?
Przeciez sie (w koncu) usamodzielnil...
Trzeba zrobilc nalot i zobaczyc, jak tam...

No ale jak?
Planow tyle, droga daleka,
no i jeszcze zwalac sie komu na glowe...
Mysle sobie rozsadnie.

Do mojej mamy rozsadek tradycyjnie nie przemawia.
Jedziemy i koniec.
Bo jak to? Brata nie odwiedze? ....



OK, odwiedze.
Z Warszawy pojade.
Bo z Warszawy polaczenie musi byc.
Do Kudowej. Kilometrow 447.
To ile bede jechac?
...

No wlasnie...
Ale zeby az tyle???

Intercity trzeba wykupic.
200 zl. Ja i dziecko.
No ale czego nie robi sie dla brata ;o)
Place i placze.
...

Wsiadamy wiec do pociagu dla zamoznych.
Jak chrabianka wsiadam!
Za chwile podjezdza pani z warsu,
soczki, napoje, ciasteczka gratis rozdaje.
Na zachete. I karte zostawia.
No, to to rozumiem!
Tylko wifi brak...

Podroz marzen trwa 6 godzin.
Przesiadamy sie na podmiejski.
Taki z twardymi siedzeniami, co to wiecej stoi niz jedzie.
Do Klodzka Glownego jedziemy.
Jedziemy, stoimy, jedziemy, stoimy, stoimy, jedziemy.
Wysiadamy.


Czy to jakas pomylka?
Halooooo!???
Do Klodzka Glownego chcialam!
Jak to? To TUUUUUU?
Niemozliwe. Wsiadam spowrotem i jade dalej!
Stacja koncowa? Pan zartuje!

Nie zartuje...

Wysiadam na srodku pola.
Budynek dworca, perony, kladka, parking z dziurami.
I to by bylo na tyle.

I co ja mam tutaj teraz poczac?

Gdzies tu musi byc przystanek autobusowy.
Albo przynajmniej postoj taksowek.
Cokolwiek!

Nie ma....

Dworzec pustoszeje.
Po kazdego ktos przyjechal...

A ja stoje i nadal nie wierze w to, co widze.

Czy na dworcu, ktory smie sie dumnie nazywac Glownym,
takie rzeczy naprawde sie zdarzaja?
Czy ktos mnie w jajo robi?

A jak nie robi,
to co ja mam do cholery jasnej teraz poczac?!
W poczekalni przenocowac?
Czy sie o taksowke zarliwie modlic?
A moze do Warszawy spowrotem jechac?

Dzwonie do winowajczyni.
Po jakie licho kazalas mi do brata jechac?
Teraz na jakichs łąkach stoje i wkrotce do ksiezyca wyc zaczne!
Wyciagnijcie mnie z tej dziuryyyy!

Fotelika dla Sary nie maja...

Wysmienicie.

Jak ta furia tocze sie wiec do okienka biletowego.
Do Klodzka MIASTO mam pociagiem jechac.
Czas jazdy: 5 minut.
Nastepy pociag: za godzine...

Plakac mi przyszlo.
Siedzimy na tej stacji jak dwie bidy.
Glodne, brudne, zmeczone.
Ja wkurzona. Sara wynudzona.

Trzeba bylo w domu siedziec,
jak rozum usluznie podpowiadal...

No ale jak to, brata nie odwiedze?

Pociag na szczescie przyjezdza,
a w Miescie naprawde stoja autobusy.
Z wifi!

Po 12 godzinach docieramy do celu...


Dziekuje kolejom polskim za niekonczaca sie historie
i gratuluje poczucia humoru!
:o)


31 komentarzy:

  1. no nieźle, Ty to masz przygody:):) brata nie odwiedzisz?? no wiesz??:) Polska rzeczywistość:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie odwiedze, odwiedze! Bo spokoju bym nie miala! :D

      Usuń
  2. Oj, znam to, znam - niestety - a jednak pociąg jest najszybszym środkiem transportu ze wschodu na zachód w Warszawie, chyba że... stoi 100 m przed stacją Warszawa Wschodnia przez 3 godziny - odważni skakali z pociągu (stojącego na nasypie) ;-) takie to nasze koleje... a jednak codziennie wsiadam... a tak pozytywnie - to świetnie potrafisz oddać dramatyzm sytuacji :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wspominaj! A to mi przypomnialas :D Przeciez jadac do Warszawy pociag zatrzymal sie niewiele przed Warszawa Zachodnia i w polach stalismy przez godzine! Ludzie wyskakiwali, taksowki wzywali. A ja siedzialam i pomstowalam. Bo jak to? Z tabunem bagazy i dzieckiem z pociagu skakac? :D

      Usuń
  3. http://www.onelittlehappiness.pl/28 sierpnia 2013 15:28

    a ja się uśmiałam!!!:)
    choć jakbym na Twoim miejscu była,to i płakałabym i klneła jak szewc!!!
    znam Polskie realia,mąż z Kołobrzegu ja Kalisza!:)
    nie pytaj jak jesteśmy w polsce na 2 tygodnie ja sie przemieszczamy!
    bo jak sobie przypominam...to mi już do śmiechu wcale nie jest!
    no ale kochana czego się nie robi dla brata:)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez spac nie mozesz? ;o)
      Nawet nie chce sobie wyobrazic, jak wasze podroze przebiegaja!
      Moglabym jeszcze o powrocie PKSem napisac :D
      Polska jest krajem paradoksow! :D

      Usuń
  4. hahahahaha dobrze że Twojego męża z wami nie było bo o Polsce zdanie by sobie wyrobił niesamowite ;) A opisane jak zwykle mistrzowsko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cale szczescie nie bylo go ze mna, bo by przeklal Polske na wieki wiekow amen! :D A tak, to przynajmniej moge opowiadac, jak to fajnie w Polsce jest ;o)

      Usuń
  5. O drodze powrotnej nic nie piszesz więc pewnie była lepsza :p
    a mi się siostra moja przypomniała jak z Torunia do Katowic autobusem w środku zimy w środku nocy jechała.Autobus podjechał 10razy upewniałyśmy się czy to ten bo taki złom na taką daleką drogę,bez ogrzewania ale o dziwo dojechała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisze o powrocie, ale w sumie moglabym. Autobusem jechalam. ktory na klimie oszczedzal, mimo upalu afrykanskiego...

      Usuń
  6. Uśmiałam się, ale to polska rzeczywistość niestety, dlatego ja pociągami nie jeżdżę- no chyba że z przymusu w króciutkie trasy gdzie wiem, że takie cuda mnie nie spotkają...

    OdpowiedzUsuń
  7. :-) Ja ostatnio podróż PKP zaliczylam rok temu;-) Krakow sobie przypomniec chcialam - babcia niańką do Małej zrobilam i sru ze ślubnym na Kraków....za czsow studenckich 2.5 godz tam jechałam......kilka lat później prawie 4 !!!!
    Nie wygląda to na zmiany w lepszym kierunku:-)
    Tak wiec i wasza podróż to paranoja:-) Za taką kasę nie dowiozą na miejsce???
    O rety..... jest gorzej niż myślalam;-)
    Pozdrawiam
    P.S. Ale miałyscie pracowite i podróżnicze wakacje - jak te Jaśki Wędrowniczki!

    OdpowiedzUsuń
  8. ha ha ha ale za to jaka ładna sesja powstała ..popatrz jakie plusy... a PKP no cóz... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. ha, ha płacę i płaczę ;P oj kochana co się czasem na PKP wyprawia!!!, czy jak się tam te koleje teraz zwą bo nie nadążam, sa teraz podmiejskie, miejskie, regionalne, intercity, takie, śmakie, owakie ... Ja pociągów unikam jak ognia piekielnego w PL, bo nigdy nie wiadomo ... tylko 2 dalsze kierunki w miarę pewne i szybkie z Warszawy - Kraków i Gdańsk, a reszta to czarna dziura z niespodziankami (no chyba ze podmiejskie co ponoć dają radę, ale tez nie zawsze) :P podróżowanie po PL to wyzwanie! Strajki, opóźnienia, wagony bez ogrzewania zimą lub z klimą na max latem, brudne toalety, kibole i inne żule, tłok, syf i malaria. Także i tak Cie wiele ominęło :)Wi-fi się zachciało! Tylko na reklamie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Place i placze :D Twoj patent :D
      A wyobraz sobie, ze w przewozach regionalnych bylo wifi! ha!

      Usuń
  10. Oj, dlatego ostatnimi czasy omijam nasze pkp.... niestety!
    A przecież czasy studenckie to ciągle pociągi, weseli pasażerowie, nowe znajomości....
    Choć był też ścisk, tłok, czasem kilka ładnych godzin na plecaku w korytarzu,zimno nieraz bo zapomnieli nagrzac albo nic nie działało,ale student nie narzekał....
    Teraz z dzieckiem "wygodniejsza" się stalam .... i omijam je, po postu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za studenckich czasow to ja tez jezdzilam - nic mnie nie dziwilo, zadnych wymagan nie mialam. Jakos to sie krecilo. Albo cos sie zmienilo na gorsze, albo to ja bardziej wymagajaca sie zrobilam...

      Usuń
  11. i mimo wszystko, choć znam takie historie, na własnej skórze doświadczałam, wciąż uważam, że pociąg to najcudowniejszy środek transportu :D chyba mam nierówno pod sufitem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez uwielbiam pociagi! Jak wszystko dobrze idzie ;o)

      Usuń
    2. Ja się tu pod Olga wpiszę. Choc wciąż mnie to zachwyca, że do Łodzi jade 45 minut samochodem, a pociągiem 2 i 1/2 h ;))))))))

      Usuń
  12. a brat się chociaż ucieszył z odwiedzin? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A sprobowalby sie nie ucieszyc! :D

      Usuń
  13. Haha. My w Portugalii w Faro (miasto z lotniskiem) na pociąg jadący wzdłuż wybrzeża, czekaliśmy 2,5 godziny !! Ale zmiana klimatu, toż to nagle ciepło w nas buchnęło, sprawiła cuda. Dzieci nie marudziły. Sara się zdrzemnęła. Nina spacerowała. Daliśmy radę. Mogę jeszcze raz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na serio wytrzymaliscie bez sensacji? Wow! :D

      Usuń
  14. odkrylam pani blog bede odwiedzac i zapraszam do nas - modakruszynki.blogspot.com, jak dobzr mysle to pani tu w okolicach

    OdpowiedzUsuń
  15. o nie tylko nie monster high. swoje dzieci staram się chronić przed czymś takim i nie chce aby miały z tym cokolwiek wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha :D Ja tez staralam sie omijac wieliim lukiem. Bardzo dlugo sie staralam. Ale w koncu sie poddalam, bo mi corka zyc nie dawala :D

      Usuń
  16. Jej ja od kiedy nad morze nie jezdzę to do pociągu nie wsiadałam .. ale planujemy z mężem wycieczkę pociągiem,by zobaczyła jak to jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. ja niedawno wracałam z Warszawy do Krakowa (jednodniowa delegacja) - pociąg miał odjechać z Warszawy o 20:30, odjechał po 23:00, a w Krakowie byłam przed 3 rano.
    :(

    OdpowiedzUsuń