Montag, 29. Juli 2013

Werona - Julio, Julio wyjdz na balkon!



Historie Romea i Julii kazdy zna - przynajmniej pobieznie.
A czy wiecie, ze w Weronie mozna zobaczy ow slawny balkon, z ktorego Julia byla wywolywana przez zakochanego Romeo?




Nasza wycieczka do Werony przebiegala tak:

Najpierw pol godziny krazenia po miescie w poszukiwaniu parkingu.
Z mapa obrazkowa w rece... ;o)
Wysiadamy. Zar sie leje z nieba.

(Kazdy czytelnik moze sie wczuc, bo u was pewnie tez nie inaczej :D)

Opuszczamy parking, a moj maz lekko poddenerwowany:
"Jaka to ulica? Jak my znajdziemy ten parking? Zapisalas ulice?"
Wkurzyl mnie. Czy my sie znamy od wczoraj?
Nie reaguje, oddycham gleboko, ide dalej.
Wiec on dalej: "Wiesz w ogole, gdzie zaparkowalismy?!"
Pokazuje mu spokojnie palcem kierunek, z ktorego idziemy (caly czas prosto).
"Ha-ha, bardzo smieszne. A co zrobisz, jak bedziemy w centrum?"

Moj maz chyba w przyplywie paniki wielkomiejskiej zapomnial, ze jego zona ma kompas w glowie... Bo ma!
Droge do centrum poswiecam wiec na nauke orientacji w terenie. Zapamietujemy sobie mijane sklepy, charakterystyczne miejsca, oraz co rusz odwracamy sie za siebie, zeby swoje polozenie zobaczyc tez z innej perspektywy.
Maz sie uspokaja. Jak sie zgubimy, to bedzie to moja wina. ;o) Oczywiscie nie zgubilismy sie, a nawet kochany malzonek prawie sam odnalazl auto. Z akcentem na "prawie";o)

Bo z tym zapisywaniem ulic to jest tak: W Kolonii zdarzyla sie niedawno taka sytuacja: Japonczyk zaparkowal auto w jednej z uliczek. Zapisal tez nazwe ulicy "Einbahnstrasse", bo nauczyl sie, ze "Strasse" znaczy "ulica". Po dniu pelnym wrazen szuka swojego auta. Bez skutku. Przychodzi na ulice Einbahnstrasse,a tu nie ma auta! Ukradli! Spieszy wiec na policje, pokazuje nazwe zapisana na kartce, skarzy sie, ze go okradli, a policjanci padaja ze smiechu....
Co w tym smiesznego, zapytacie? Ano, kto zna niemiecki, ten juz wie: "Einbahnstrasse" to "ulica jednokierunkowa". Zadna nazwa ulicy, tylko znak drogowy...

Bardziej by sie oplacilo zapamietanie drogi ;o)



A wracajac do tematu Romea i Julii. Przewodnik radzi: Idz za tlumem, a dojdziesz do kazdego zabytku. Zwykle tak wlasnie jest. Trzymajac ciagle reke na pulsie, sprawdzajac nazwy ulic, charakterystyczne punkty oraz rozgladajac sie wokolo, podazamy za tluszcza i stajemy na srodku nieciekawej ulicy. Wszyscy stoja i wsluchuja sie w tlumaczenia przewodniczki. My nie sluchamy, bo japonskiego jeszcze nie znamy. Ale wchodzimy do szczelnie wypelnionej bramy, za ktora kryje sie nie za duzy dziedziniec.
To tu mieszkala Julia??? Spodziewalam sie wiekszej pompy. I mniej kiczu...

Balkon Julii po prawej.
Sklep z pamiatkami (I love you!) po lewej.
Na wprost brama obwieszona tysiacem klodek - wyznan milosnych.




No i brama wejsciowa...
...pobazgrana mnostwem napisow, serc, deklaracji milosnych...
A wszystko to jak najbadziej chciane i tolerowane.
Nawet pisaki leza do dyspozycji odwiedzajacych...


Tak zbudowani wiekowa historia milosna udajemy sie na ryneczek, gdzie poddajemy sie zachciankom cielesnym: Zaopatrzamy sie w owoce i frytki. Aby ukrocic dzwiek ciaglego i niezwykle wytrwalego mialczenia za uchem, kupujemy Sarze druga maske wenecjanska - tym razem rozowa. Ponoc bylam podla, ze jej w Wenecji kupilam niebieska! Przeciez wiem, ze najbardziej lubi kolor rozowy :D Niedobra ze mnie matka. Okazuje sie przy okazji, ze w Weronie maski sa drozsze niz w Wenecji. Tego to ja sie naprawde nie spodziewalam. Serio.






Inne atrakcje oprocz balkonu Julii? Prosze bardzo: Shopping!



No dobra. Tak na serio, to kupilismy z koniecznosci jeden nedzny kapelusz dla Sary. I koniec. Bo raz, ze ceny..., dwa ze nie potrafilabym tyle wydac realnie, trzy, ze moj maz nie rozumie potrzeb kobiet i chyba by nas obie ubil, jakbym kupila cos o nieadekwatnej cenie. Jaka cena jest adekwatna, a jaka nie, to tez taki maly punkt sporny ;o)


Zeby nie bylo, ze w sumie nic nie widzielismy (choc miasto jest szalenie ciekawe!), weszlismy do amfiteatru. Cena - zachecajaco niska - jedyne 6 euro. Wchodzimy wiec i od razu sie cieszymy, ze zaplacilismy. Nie, nie... zadne tam walory historyczne czy kulturalne... Ten chlod, chlodek, chlodzik najmilszy!
I ubikacje :D
Siedzimy sobie wiec w tych piwnicach amfiteatru i zastanawiamy sie, czy wychodzic na trybune... Tak nam tu dobrze...
No dobra, rzucamy okiem z dolu, z gory, testujemy akustyke (o sole mio) i spowrotem dajemy nura do piwnicy.
Kurtyna.



Kommentare:

  1. Niesamowite widoki!!!
    A zamieszanie ze znalezieniem czegokolwiek w obcym miejscu to chyba standard.
    Czekam tylko na spotkanie nasze,,,,Mam nadzieję, ze w Warszawie nie będziecie tak krążyć:)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Ja tez sie ciesze! Mysle, ze sobie poradze ;o)

      Löschen
  2. Widoki cudne i Sara w masce boska ;)
    Ja jestem jedną z tych, która zawsze pamięta drogę i miejsce gdzie stoi samochód, ale nie jestem niezawodna ;)

    Pozdrowionka...

    AntwortenLöschen
  3. heh turysta mnie na kolana powalił :D choć my ostatnio tel zdjęcie tabliczki z ulicą zrobiliśmy wrazie coś ;) kurcze liczyłam,że ten balkon będzie z większą pompą a tu nic specjalnego...my się chłodziliśmy w zamku a bardziej trzymaliśmy aby nam głów nie urwało bo tak wiało :)
    No mama jak mogłaś zapomnieć,ze róż to jej ulubiony kolor!
    PS kiedy jakiś pościk z polski? :*

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. O Polsce napisze z Niemczech, bo nie mam jak zdjec obrobic i zaladowac.

      Löschen
  4. Oj my na świeżo po atrakcjach typu: gdzie zaparkować, jaki iść, JAK WRÓCIĆ? ile tym razem z nas zedrą za wstęp ;P a zdjęcia cudne (jak zawsze - więc się powtarzam). Tylko, że z Weroną jest jeden problem (ja mam z tym problem = rozczarowanie jak sie dowiedziałam ) ...ponoć tak serio to żadnej Julii i Romea nie było i są tylko fantazją ... Swoją drogą ja nigdy nie lubiłam tej sztuki i nie mogłam zrozumieć, że ktoś się wzruszał czytając, hmmm
    ps. cudna historia z tym turystą i ulicą (jeszcze się śmieje jak to pisze), ale swoją drogą ciekawe jak zanotować nazwę ulicy np. w Chinach...? :P

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Smoka Wawelskiego tez nie bylo, a ludzie chodza do Smoczej Jamy ;o)
      W Chinach nic bym nie notowala, tylko zapamietywala droge. Zawsze mozne tez sfotografowac :D

      Löschen
  5. ślicznie dziewczyny, oj jak zazdroszcze podróży

    AntwortenLöschen
  6. O turyście anegdotę czytałam już kilka razy i za każdym razem śmieję się z niej tak samo głośno:):) a co do wątpliwości Twojego Męża to ja do dobrze rozumiem, bo mam tak kiepską orientację, że już Kaja ma lepszą:)
    Nigdy nie zapomnę jak pojechałam z grupą niewidomych i bardzo słabowidzących przyjaciół w góry, wiec ja tylko byłam w stanie odczytywać mapę:):) śmieję się jak to piszę, bo legendy już na ten temat powstały, jak to Ula była przewodnikiem górskim i mapę "do góry nogami" trzymała, błądziliśmy bardzo, oj bardzo... ale nadal ze mną chętnie jeżdżą:D:D

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. haha! Ludzie, strach wypuscic z toba kogos w droge! :D

      Löschen
  7. Pięknie jej w tej masce! Amfiteatr cudny!
    Pozdrawiamy!

    AntwortenLöschen
  8. oczarowało mnie pierwsze zdjęcie!
    boska Sara!

    AntwortenLöschen
  9. fajnie, że Ciebie, Was mamy - dzięki Wam mogę zobaczyć tyle ciekawych i pięknych miejsc ..... Co do orientacji w terenie to chyba juz tak jest - mój Wąż mało kiedy wie w która stronę iść czy jechać i jak wrócić do punktu wyjścia, a ja .... ja wiem zawsze! nawet jak jedziemy samochodem to prowadzę go na wyczucie - i mało kiedy się mylę.
    A Sara czy w masce czy bez - cudna!

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. No wlasnie. Moj maz tez sie wszedzie zgubi, a ja wszedzie na czuja dojde :D

      Löschen
  10. No i to pierwsze zdjęcie .... <3

    AntwortenLöschen
  11. Slicznie tam ;) i popieram pierwsze zdjecie rewelacja ;)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Wyjatkowo mi sie udalo i tez mnie zachwyca :)))

      Löschen
  12. Właśnie mi uświadomiłaś, że stałam w Weronie pod złym balkonem ;)Pozdrawiam.Justyna.

    AntwortenLöschen
  13. u mnie mąż jest od orientacji, ja od prowiantu ;D
    (ściana do bazgrania, brama do kłódek - to się nazywa kreatywne i pozytywne nastawienie do turystów, a nie tylko zakazy i straszenie)

    AntwortenLöschen
  14. Oj tak. Niegdyś mój mąż odwiedził balkon w Weronie. Małżonek robił zdjęcie balkonowi, gdy wtem niespodziewanie wybiegła nań jakaś czarnoskóra Julia :)

    AntwortenLöschen
  15. Uwielbiam Wasze relacje z podrozy! Ta historia z "Einbahnstraße" przypomniala mi o anegdocie, ktora przytoczyl mi kiedys moj maz po swoim pobycie w Bulgarii: pewien pan opowiadal mu, ze przejezdzal raz przez tak niesamowicie wielkie miasto w Niemczech, ktore nasywalo sie "Ausfahrt" :) Mialo sie wrazenie, ze to miasto sie nigdy nie konczy :)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Tego jeszcze nie slyszalam. Musze to sprzedac!

      Löschen
  16. Jak zwykle miło spędziłam czs czytając Twój post !! ~zazdroszczę Ci tego spotkania w wawie z blogerkami ..Sciskam Was dziewczyny ..cmok

    AntwortenLöschen