poniedziałek, 22 lipca 2013

Pociągiem do Wenecji


Wrocilismy z naszej podrozy wakacyjnej. Zupelnie padnieci z nadmiaru wrazen i po prostu zmeczeni. Tysiace mysli kotluja sie po glowie. Wspomnienia, przemyslenia, madrosci na przyszlosc..

I czym tu sie z wami najpierw podzielic, zanim znowu przepadniemy na kolejne dwa tygodnie?
Temat ostatecznie narzucila Ania (fashionika) swoim postem o Wenecji. Mnostwo tam wskazowek praktycznych oraz informacji dla wybierajacych sie. Przeczytajcie koniecznie! U nas przeczytacie historie naszej prywatnej wycieczki.



Ostatni raz bylam w Wenecji jakies 10 lat temu. I tak sie zrazilam Wlochami, ze sobie obecalam, ze moja noga wiecej tam nie postanie. Ale pamiec bywa zawodna. Szczegolnie po tak dlugim czasie. ;o) A moze po prostu mialam nadzieje, ze cos sie zmienilo lub ja zrobilam sie na tyle bystra, ze nie dalabym sie wloskiej mafii?

Pamietam z tego ostatniego pobytu szczegolnie jazde na autostradzie: 2 pasy, 3 auta obok siebie. Niespodziewane zmiany pasow bez jakiejkolwiek sygnalizacji. Co kilka kilometrow bramki na autostradzie i ciagle reka wyciagnieta po oplaty. Brak mozliwosci nieodplatnego zaparkowania gdziekolwiek, bo albo wyrazny zakaz postoju albo postoj za oplata, zaczynajacy sie od 1€ za godzine. Postoj na parkingu w Wenecji: obecnie 30 € ... Nawet parking przy (drogim!) parku rozrywki kosztuje (obecnie 5 euro)! Jeszcze brakuje, zeby hipermarkety zaczely pobierac oplaty za parkowanie podczas zakupow.... ;o) Cwaniactwo restauratorow: oficjalnie niskie ceny za wszelakie ichnie makarony i pizze. Zacheceni dobra cena siadamy, zamawiamy, otrzymujemy rachunek.... i szczeka nam opada. Coperto (oplata za sztucce) + automatycznie doliczony do rachunku napiwek w wysokosci 10%. Jakies magiczne ceny za napoje... W rezultacie zamiast wyliczonych 20 euro placimy 40 ... Wniosek: We Wloszech nie ma nic za darmo. Wloch przy kazdej nadarzajacej sie okazji wyciaga reke po oplate. A ceny sa wyzsze niz gdziekolwiek indziej – dla porownania: obecnie benzyna ok. 1,75 euro/litr, ropa: 1,65 euro/litr (na autostradzie odpowiednio wiecej)...
Z braku lepszego pomyslu zdecydowalismy sie w tym roku dac szanse Wlochom. Postanowilismy tez przechytrzyc mafie. I tak oto powstal plan wycieczki do Wenecji:
1)      Nie jedziemy autem, przez co oszczedzamy ok. 30 € za oplaty na autostradzie oraz 30 € za parking. Juz nie mowiac o nerwach!
2)      Nie jemy nic w ichniejszych restauracjach, zeby sie nie zdenerwowac rachunkiem koncowym – tym razem kupujemy cos do zjedzenia w drodze.
3)      Nie dajemy sie zagadac zadnemu pomocnemu Wlochowi, bo jestesmy w miedzyczasie pozbawieni iluzji – w Wenecji nie ma bezinteresownych Wlochow – kazdy chce zarobic...

Zadowoleni z dobrego planu ruszamy w droge. Jedziemy na dworzec odpowiednio wczesniej, zeby kupic bilety. Wchodzimy i malo nie padamy trupem. Kilometrowe kolejki! Panika...! Mamy 2 alternatywy: samoobsluga przy automacie biletowym lub rozmowa z wloska urzedniczka przy tradycyjnym okienku. Wybieramy automat. Zakladamy, ze to bezpieczniejszy wariant. Odczekujemy swoje w kolejce, wybieramy niemieckie menu i jazda! Wszystko idzie jak z platka, az tu na koncu automat zyczy sobie zaplaty karta... Co u licha? To inni moga gotowka, a my nie? Zaraz wjedzie pociag!!! Nerwy w strzepach. Postanawiamy jechac bez biletu :D Tzn. moj wkurzony maz postanawia ;o) Taki wariant to juz zupelnie nie na moje nerwy – z tymi Wlochami nigdy nic nie wiadomo. Spogladam wiec na plan, wsluchuje sie w komunikaty... okazuje sie ze jezyk wloski dosc latwo zrozumiec: pociag ma 15 minut opoznienia. I pol biedy! Staje wiec w kolejce do okienka i ryzykuje pogawedke z pania urzedniczka. Zastanawiam sie, co jej powiem. I w jakim jezyku :D Ograniczam sie do lakonicznego komunikatu: „Wenecja – due persona, una bambina” Pani sie usmiecha. Rozumie :D I nawet po angielsku odpowiada, wiec szybciutko kupuje bilet i lece na leb na szyje na peron.

A tam niespodzianka: Peron pelny jak po meczu pilkarskim. Pewnie sie domyslacie, ze wszyscy sie wybieraja do Wenecji? Odzywa sie we mnie instynkt drapieznika wypracowany podczas bardzo licznych podrozy PKP. Jak tylko pociag wjezdza na peron, biore Sare za fraki i napieram na drzwi. Uprzejmie wypuszczam wszystkich wysiadajacych, rozgladajac sie rownoczesnie na boki w celu rozeznania sytuacji. A potem szybki nur do wagonu z miejscami siedzacymi. Wszystkie zajete. Pociag typu zoltego – bez przedzialow. Franek stoi jak sledz przy drzwiach. Scisk. Opieram sie wiec o sciane, Sara o mnie i rozmyslam. Jak my tam wystoimy 2 godziny? Sara juz po 5 minutach stawia mi to samo pytanie. Nogi ja bola. Kucam wiec, ona siada mi na kolana i jakos jest. Prawdziwe doswiadczenie Wloszech! Chyba wygladamy zalosnie, bo jakis pasazer ustepuje nam miejsca. Hurra! Bedzie dobrze :D Dziekujemy wylewnie i rzucamy sie na wolne miejsce. Wyciagamy ksiazki, zeszyty, kredki – teraz juz jest nam wszystko obojetne. Na nastepnej stacji organizujemy miejsce dla Franka i tak oto podroz mija nam milo.


Tuz przed Wenecja jestesmy w stanie najwyzszej gotowosci, kiedy za oknem dostrzegamy coraz wiecej wody. Jedziemy po moscie. Takim, co to nie ma konca. Venecia S. Lucia. Pociag konczy bieg.
Pospiesznie opuszczamy dworzec i dech nam zapiera. To pierwsze wrazenie, kiedy sie stoi na schodach, i widzi sie turkusowa ulice pelna wodnych autobusow, taksowek, gondol.... Dla tego jednego momentu zachwytu warto jechac do Wenecji.

A potem to juz spacer tudziez bieg po tysiacach mostkow i mosteczkow. Zagladanie w kazda dziure,  ciagle okrzyki zachwytu nad przeplywajacymi gondolami, oddychanie atmosfera wiekow, zadziwienie nad pieknem ruder i wypieszczonych budynkow, wsluchiwanie sie w gwar przy straganach, zadziwinienie nad nieustannym potokiem turystow.

















Szybko sie okazalo, ze w Wenecji nie trzeba chodzic z mapa w rece. W calym miescie rozwieszone sa na scianach budynkow wskazowki dla turystow. Jesli ma sie znany cel, np. most Rialto lub dworzec kolejony (ferrovia), to nie sposob sie zgubic.
Kto jednak nie czuje sie na silach podazac za znakami, moze wsiasc do bylejakiego autobusu wodnego - predzej czy pozniej dotrze sie na Plac s. Marka, do dworca lub parkingu, gdyz wszystkie linie jezdza w kolko po Canale Grande :D





Podroz powrotna pociagiem z Wenecji to juz jak bulka z maslem -
rozgryzlam ten system ;o)

1) Ceny biletow, godziny odjazdow oraz zakup biletu -
wszystko to jest mozliwe przy automacie.
Warto sie zmierzyc z automatem, bo ceny przejazdow sa bardzo zroznicowane - w zaleznosci od tego, jakim pociagiem ma  sie zamiar podrozowac:


2) Jesli chcecie zaplacic gotowka, wybierzcie automat z odpowiednim oznakowaniem (euro w prawym gornym rogu):


3) Kto sie boi techniki, bez problemu kupi bilet w okienku.

4) UWAGA! Przed rozpoczeciem podrozy nalezy KAZDY bilet skasowac na peronie, gdyz bilet nieskasowany jest niewazny:


Na dzisiaj to wszystko :D
Niedlugo podziele sie z wami wrazeniami z Werony, Gardy, Monte Baldo, akwarium Sea Life oraz wedrowek po Alpach.
W piatek wyjezdzamy jednak na 2 tygodnie do Polski.
Sara tak sie cieszy, ze juz sie spakowala i siedzi na walizkach :D


50 komentarzy:

  1. Mialam takich pare miejsc, ktore rozczarowaly i do ktorych mialam nie wracac, a wrocilam (Paryz) albo do ktorych wroce (NY).
    Jak zwykle cenne, rzeczowe informacje (ja to nigdy praktyczna nie bylam i dzialam na zasadzie :zobaczymy, jakos to bedzie..").Podroz pociagiem bylaby chyba ponad sily mego malzonka.Pamietam jak i on bez biletu chcial sie wybierac.Wracalismy z udanego pobytu w Paryzu kiedy to pani na dworcu udawala ze nie zna angielskiego i udawala malo bystra by zrozumiec ze chcemy dwa bilety na lotnisko...( w chinach sie dogadalam, by the way, a w Europie ciezej bylo).Udawala bo jak sie jej to udawanie znudzilo to zatzucila calkiem zrozumiala angielszczyzna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Paryzu rozczarowala mnie tylko wieza Eiffla - zbyt mala sie okazala :D Nas tez nikt nie chcial zrozumiec po angielsku czy niemiecku :D Taka ichniejsza mentalnosc... Jednakze po pobycie we Wloszech zdecydowalam sie isc na szybki kurs francuskiego, zeby za rok pojechac w lecie na francuska riwiere. :D Chyba juz lepiej sie zmierzyc z dumnymi francuzami niz z wloska mafia ;o)

      Usuń
    2. Jezdze do Wloch bardzo czesto i mysle ze przesadzasz z ta wloska mafia! Piekny kraj i mili ludzie a w restauracji ceny sa wypisane. Wiec nie rozumiem o co chodzi.

      Usuń
    3. Kraj tez mi sie podoba. Bardzo. Ludzie moze i mili - zwlaszcza ci, ktorzy chca zarobic na turystach :P Ale zdzierstwo bezczelne. Mialam wrazenie, ze niedlugo beda wyciagac reke po oplaty za oddychanie...
      Wiesz, moze ja mam problem z Wlochami, bo lubie jasne sytuacje? Jak ide w Niemczech do restauracji, to sobie faktycznie moge wyliczyc ile zaplace. A we Wloszech mam wrazenie,ze czeka mnie niespodzianka, bo sobie dolicza to i owo. Takie mam doswiadczenia. Nic na to nie poradze.

      Usuń
  2. Nareszcie jesteście;) Nareszcie nowy i jakże przydatny post;)
    A zdjęcia z Wenecji po prostu piękne takie jak lubię, ciekawe kadry i niezwykły klimat;)
    A Ciebie w bieli miło jest oglądać;) W Mediolanie też Cię zobaczę?;)
    Pozdrawiam gorąco i wakacyjnie bo nas słońce ostatnio wyjątkowo rozpieszcza;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Mediolanie niestety nie bylismy. Franek zawetowal :D Strasznie zaluje. Tyle miejsc chcialabym we Wloszech odwiedzic. A tak mnie cwaniactwo tych ludzi denerwuje....

      Usuń
    2. Ja nie miałam okazji tego cwaniactwa poznać w sumie nie wiem dlaczego, może to od miejsca zależy. Tam gdzie byłam nie dano mi tego odczuć nawet w drogiej restauracji koło hotelu były ceny przystępne owszem był napiwek wliczony w cenę 10% ale obsługa i dania były na wysokim poziomie więc warto było. My głównie po angielsku tzn. mój mąż i też nie było problemu...
      Może za krótko byłam ale się nie sparzyłam;) Natomiast gorsze wspomnienia mam z Francji. Oprócz tego że drożyzna to nawet przy granicy z Niemcami kelnerzy ani trochę po niemiecku ani po angielsku;( no porażka o zwykły chleb, bułkę prosiliśmy w tych językach co tylko znamy a tu normalnie czarna dziura u tego kelnera. I tak jeden człowiek może zepsuć opinię o danym miejscu;(
      Dobry pomysł z tą nauką francuskiego trzeba im nosa przytrzeć;)
      A Mediolan to fajnie odwiedzić z koleżanką albo z córką, która nie nudzi się na zwiedzaniu oprócz miasta przede wszystkim pięknych butików również dla dziewczynek się coś znajdzie między innymi Monnalisa wpadłam mi w pamięć to okno wystawowe do tej pory mam go przed oczyma...

      Usuń
    3. A moze bylas poza sezonem??? Albo w milej okolicy? Albo na innej planecie? ;o)
      Z Francji mam wlasnie takie same doswiadczenia - Francuz mowi tylko i wylacznie po francusku. No, moze poza jednym, w Paryzu ;o) A tak, to tak jak piszesz: czarna dziura :D
      Stad trzeba sie nauczyc kilku potraw na pamiec, zeby nie bylo powtorki z rozrywki. Bo juz kiedys zamawialam we fancuskiej restauracji na chybil trafil.... I ciezko sie zastanawialam co to moze byc, co tak dziwnie smakuje... ;o) Tlumaczenia po fakcie stawialy mnie do pionu :D
      Monnalisa... ech... jak chetnie bym weszla do butiku Monnalisy...

      Usuń
    4. Hmmm... Na innej planecie? Najlepiej , siedz w Niemczech i nigdzie nie wyjezdzaj!!!

      Usuń
    5. Dzieki za dobra rade, ale nie skorzystam :P

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia ;)i bardzo przydatne informacje, jak kiedyś wybiorę się do Wenecji to będę je mieć na uwadze ;)

    Też mam parę miejsc, do których nigdy nie chciałam wrócić a powróciłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie teraz obiecuje, ze do Wloszech juz nie pojade... a zaloze sie, ze znowu bede na tyle glupia i znowu sie skusze... :D

      Usuń
  4. absolutnie uwielbiam Wasz blog :)
    chetnie poczytalabym rowniez o zakwaterowaniu w czasie Waszych podrozy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki :D Chetnie napisze przy okazji o kwaterach :)

      Usuń
  5. W Wenecji byłam jakieś 10 lat temu i byłam zauroczona tym miastem! fajnie było je "zobaczyć" Waszym okiem :) tak ładnie pokazałaś, że aż mi samej przez głowę przeszła myśl, a może Włochy w tym roku? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemyslcie to bardzo dobrze, zebys mi nie wypominala, ze przeze mnie Wlosi was oskubali :D

      Usuń
  6. Hej :) Jak milo ze choc na chwile sie pojawilyscie :) Piekne zdjecia! Powspominalam przy tym moje dwa pobyty w tym miescie. Chetnie bym nawet trzeci raz sie tam wybrala. Fakt faktem, jak nie ma sie przy sobie insiderow, to nie jest latwo. Ja to szczescie mialam. Ale w odkrywaniu na wlasna reke tez jest urok :) Zyzce Wam udanego pobytu w Polsce i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkrywanie na wlasna reke.... w sumie nie mamy innego wyjsca :D Bo na wycieczki organizowane sie nie piszemy. Ale ksiazkowy przewodnik duzo daje. Przed podroza czytamy wszystkie informacje jakie nam wpadna w rece. A cala reszta to juz pojscie na zywiol. :D Insider to marzenie... albo mieszkanie posrod tubylcow, a nie w centrum turystycznym....

      Usuń
    2. Tez nie lubie organizowanych wycieczek. 2 razy na takich bylam i podziekowalam :) Moim insiderem byl znajomy ktory wtedy w Wenecji pracowal. Zobaczylam ta Wenecje z przewodnika, ale i te nieznane turystom katy. No i moglam poznac ludzi, ktorzy tam na codzien zyja.
      I to mi sie podobalo :) Moim osobistym highlightem byly urodziny owego znajomego, ktore wyprawil na dzikiej plazy w okolicach Wenecji :)

      Usuń
  7. Super relacja-az samemu chcialoby sie pojechac i zobaczyc....moze juz wkrotce. Zdjecia...tu mi zabraklo slow -rewelacja !!!! Sa bardzo klimatyczne.
    Co do samych Wloch mamy podobne spostrzezenia , ale coz ciagnie mnie tam z powrotem.
    Czekam z niecierpliwoscia na kolejne posty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki :) no wlasnie, te Wlochy.... tragedia, ale i tak ciagnie, bo tak pieknie.... ;o)

      Usuń
  8. Piekne zdjęcia aż poczułam ten klimat .... uwielbiam Wenecję :-)
    A na jednej fotce piękna kobieta w białej długiej sukience to TY??? :-) Wprawdzie tak z oddali ale zawsze to coś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak piekna, to nie ja :D Nie mam prawie zadnych zdjec z wakacji, bo jak poprosze mojego meza, to robi krajobraz ze mna jako ledwo rozpoznawalna statystka. Lepiej wychodzi, jak corke poprosze ;o)

      Usuń
  9. O jak miło że już jesteście:) Przepiękne zdjęcie, Wenecja widziana Waszym okiem wspaniała:) Kaja oglądała ze mną Wasze zdjęcia i zgłosiła chęć wyjazdu do Wenecji... po maskę:D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maski zrobily u nas furore. Kupilysmy tez dla kuzynki Sary i obie chodza w nich caly czas. Szalenstwo! I nawet te maseczki nie byly takie drogie, jak by sie w Wenecji wydawalo - zaledwie 4 €!

      Usuń
  10. No to super....
    Nie wiem czy Ania Fasionika już wróciła,,,,bo pewnie też niedługo pojawią się u niej posty z Włoch.
    Mnie przeraża ten tłum . Gratuluję odwagi jazdy takim pociągiem z dzieckiem. Ja już wracałam kiedyś z Częstochowy w dużo większym tłumie, wchodziłam do pociągu przez okno i w środku stanęłam na rękach , spódnica w dół.... to były przygody.
    Śliczne zdjęcia, Wenecja jest przecudowna!!!
    Pozdrawiam i czekam na Wasz przyjazd do Polski i odwiedziny w Warszawie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nienawidze tlumu. Wrecz robie sie agresywna, jak jakies masy sie o mnie ocieraja i nie daja spokojnie zrobic zdjecia czy zobaczyc czegos w spokoju. Pod tym wzgledem Austria byla jak raj, a Wlochy jak ostatnie pieklo.

      Usuń
  11. Wenecja zaliczona kilka razy, ale w młodosci... trzeba z dzieciaczkami sie tam wybrać koniecznie.. dzieki za praktyczne notki, a zdjecia urocze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie - trzeba dzieciom pokazac to i owo. U nas tez beda powtorki z rozrywki ;o)

      Usuń
  12. od mojej wizyty w Wenecji również minęła już chwilka, dziękuję że mi przypomniałaś te cudne widoki i miejsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a prosze! :D u Ciebie za to Paryz.... powinnas czesciej pisac o Paryzu!

      Usuń
  13. Rok temu jadąc do Toskanii mieliśmy ominąć Wenecję , mąż miał do niej uraz sprzed kilku lat.... i powiedział:nigdy więcej!
    Niespodziewanie, niezapowiedziane musieliśmy się tam zatrzymać .....
    Może i drogo (pamiętam,że cena WC była porażająca), może i tłoczno,ale ten klimat jest niepowtarzalny....
    I nagle mój mąż mówi,nigdy nie mów nigdy i z uśmiechem wędrowaliśmy weneckimi uliczkami :)

    Czekam na kolejne relacje ....
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to nawet zrobilam zdjecie z tabliczka do toalety: 1,50€ :D Ludzie na glowy poupadali :D

      Usuń
  14. Ach ta cisza mnie już bolała,brakowało mi was :)
    Normalnie padłam czytając te cenne rady na temat włochów!a Wenecja jakoś mnie rozczarowała bo taka już za niedbana,bez koloru...heh nie byłam a kątem oka oceniam :D
    (ale dla jasności zdjęcia Twoje jak zwykle boskie! no i Ty tak z daleka)i jak to mój mąż mówi przereklamowana!
    to pisała ta co zakochała się w małych francuskich miasteczkach :)
    ściskamy i czekamy na więcej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* Tak! Wenecja jest zaniedbana, wiele domow opuszczonych. Bo wiadomo, ze dlugo nie pociagnie. A warunki mieszkaniowe dosc trudne...
      Ja tez sie szykuje na Francje! Dogadujecie sie jakos po francusku???

      Usuń
    2. heh tam gdzie znają niemiecki to tak ;)
      a tak to najbardziej znana metoda czyli paluchem pokazuje :D lub mieszam 3 ba 4 języki jednocześnie (niemiecki,angielski,francuski i polski-mąż ma ze mnie ubaw :D) ale na moje szczęście sklepy są samoobslugowe i choć do mnie mówią to na kasie widzę ile mam im dać kasy :)

      Usuń
    3. haha! Mysle, ze ta technika tez sie dogadam :D

      Usuń
  15. zafundowałaś nam super wycieczkę! opis + zdjęcia = jak bym tam była .... fajnie, że przyjeżdżacie! a czy na spotkanie 3.08 zabierasz Sarę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie nie wiem co zrobic z Sara, bo oficjalnie jest to spotkanie bez dzieci.... chyba mimo wszystko ja zabiore...
      Wy tez bedziecie?

      Usuń
    2. Będziemy, tzn. ja będę, no bo spotkanie bez dzieci ...

      Usuń
  16. hej Wenecjanki! Śliczne fotki :) ja nie mam aż tak złych doświadczeń z Włoch, zdecydowanie gorzej `stoją` u mnie Francuzi z różnych powodów... ale co do Włochów to ja nigdy nie miałam specjalnych oczekiwań i złudzeń... biorę ich z całym bogactwem `inwentarza` i wszystko wybaczam, ze względu na zbytki, historię i kulturę tego regionu, które uwielbiam :) Włosi mają u mnie specjalne względy sentymentalne zresztą :) ale fakt, Włochy=Włosi, szczególnie w sezonie to koszmar przez duże K, zwłaszcza tłumy i parkowanie. Ja pierwszy raz zaliczyłam Włochy w szczycie sezonu i never ever wtedy. A co do cen ... to płace i płacze :) Ps. mam nadzieję, ze spotkamy się w PL - my już w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba Majorka mnie rozpiescila, bo tam nie bylo takich numerow. Wlosi mnie zszokowali takim rozbojem w bialy dzien. Moze poza sezonem jest lepiej?
      Ja tez mam nadzieje, ze sie spotkamy!

      Usuń
  17. Ach jak dobrze że już wróciłyście i że zaraz będziecie w pl :) mam nadzieje że na spotkaniu w wawie będziesz? Ech Włochy nie byłam i raczej się nie wybiorę, ale Karina ma bardzo podobną maskę, którą dostała od babci z wyjazdu :) piękne zdjęcia Buziole :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bedziemy na spotkaniu. Juz sie boje,co to bedzie za sped i co z Sara poczne...

      Usuń
  18. Kocham Włochy i znam ich cwaniactwo :)( ale za ich jedzenie i klimat jestem im w stanie to wybaczyc) Wenecja latem to moze nie idalny termin, ale warta grzechu....ęfotki wstawiłaś... córcia z wachlarzem jak rodowita hiszpanka..ściska Was dziewczyny..cmok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja tez kochamWlochy, ale tych cwaniakow nie trawie... Moze faktycznie powinnismy sprobowac w innej porze roku?...

      Usuń
  19. Ale narobiłaś mi smaka tymi zdjęciami. Nigdy mnie specjalnie nie ciągnęło do Włoch, ale teraz muszę pojechać. Ile wg Ciebie trzeba spędzić minimum, żeby coś zobaczyć, ale się nie gonić?
    Zdjęcia piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudne pytanie... We Wloszech jest taka masa rzeczy do zoabczenia, ze chyba rok by wystarczyl :o) Nie starajcie sie za jednym razem zwiedzic wszystkiego godnego uwagi, bo wam sie i to nie uda. A juz o stresie nie wspomne. Jedzcie w jedna okolice, np. nad morze, i zwiedzajcie ta okolice - pobliskie miasteczka i inne godne uwagi cele - jest ich zwykle mnostwo. Ew. zaplanujcie 2 wycieczki w dalsze miejsca (takie do 2 godzin drogi w jedna strone).
      Przyznam szczerze, ze my kiedys zrobilismy sobie objazdowke po Wloszech - wszystkie najwazniejsze cele - chyba w 2 tygodnie. Ale Sary jeszcze wtedy z nami nie bylo. A mimo to dosc meczaco bylo, bo codziennie bylismy w drodze... Raczej nie polecam. :)
      W tym roku bylismy nad Garda tydzien. W tym czasie zdolalismy zobaczyc Wenecje, Werone,wyjechac na szczyt Monte Baldo oraz objechac Garde. Na wiecej nie starczylo czasu ani sily.

      Usuń