środa, 12 czerwca 2013

Za chlebem...


"Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie.

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił...

Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych..."



Ta wlasnie niegdys znienawidzona inwokacja kolata mi sie po glowie, kiedy chodzimy wsrod tych pol zielonych. I dopiero po latach rozumiem, ile emocji w tym aleksandrynie polskim jest zawartych... Ile tesknoty za czasem bezpowrotnie minionym, zalu za rajem utraconym, bezsilnosci...
Stoje w obliczu przerazajacej prawdy, ze juz nigdy nie bedzie, jak kiedys...



Jakie obce wydaje mi sie moje osiedle, kiedy przyjezdzam w odwiedziny do domu! Nowe dzieci, zupelnie nowi sasiedzi, kolezanki powychodzily za maz, porozjezdzaly sie... Wychodze na spacer z Sara i malo kogo rozpoznaje. Gdzie sie wszyscy podziali???
Juz dawno mnie zastapiono... czy jeszcze mnie pamietaja?
Mieszkajac zagranica, jestem jak w zaswiatach...

Wspominajac dom, mysle zawsze o tym domu utraconym, tym sprzed 15 lat, kiedy bylam nastolatka, kiedy zycie wokol mnie tetnilo, kiedy mialam tylu przyjaciol, tyle planow, kiedy wszystko bylo na swoim miejscu.
Bo teraz wszystko jest na opak.





Kiedy przyjezdzam w odwiedziny do domu, sasiedzi obserwuja, porownuja... I ciagle te gadanie: Bo ona w Niemczech mieszka, a nie ma tego czy tamtego... Bo jak z zagranicy, to spi na pieniadzach, bo przeciez wystarczy podejsc do drzewa bananowego i zerwac sobie troche euro... Bo za granica trzeba, wypada, ma sie...

Na drodze miedzymiastowej jedzie za nami auto. Jedziemy prawym pasem, spokojnie. Wymijaja nas idioci jadacy szalonym tempem. Pozwalamy sie kazdemu wyminac, czekamy, az auto z tylu, tez w koncu pojedzie, bo sie za bardzo do nas klei. Ciagle spogladamy do lusterka. Przegapiamy znak "ograniczenie do 50". W tym momencie auto nas wyprzedza - policja po cywilu... Jechali tak dlugo za niemieckim autem, az popelnilismy blad... Trzeba wycyganic troche euro od "bogaczy"! Tak jest postrzegany czesto zagraniczny w Polsce...


I malo kto widzi, jak ciezko na to euro pracujemy, ile wyrzeczen mamy. Nie tylko tych materialnych... Dla tego chleba mnostwo ludzi opuszcza to, co dla nich najcenniejsze: rodzine, przyjaciol, dom rodzinny, pasje, swoje dotychczasowe zycie, dobra pozycje w spoleczenstwie, kraj, w ktorym mowi sie po polsku... To wysoka i gorzka cena za troche wiecej chleba.
I jesli ktos mi mowi, ze ja mam dobrze i powinnam to czy tamto, to mysle sobie: "Ty mozesz miec tak samo dobrze! Spakuj rzeczy, porzuc wszystko co masz i ruszaj w nieznane!" Bo tak latwo sie mowi, bo tak latwo zazdroscic, gadac za plecami, zle zyczyc, wymagac...


Na codzien widze tragedie ludzi, ktorzy przyjezdzaja do Niemiec z jedna walizka. Z Rumunii, Wegier, Polski, Rosji... Pracuja od rana do wieczora za marne pieniadze, mieszaja w jednym pokoiku lub w biednym mieszkanku. Poza praca malo co maja z zycia. Musza sie dorobic, bo przeciez przyjechali z dziecmi!

Do mojej szkoly przychodza dzieci w wieku 11-12 lat z zerowa znajomoscia jezyka niemieckiego... przychodza w srodku roku szkolnego. Rodzice wszak emigruja, kiedy nadarzy sie im korzystna okazja, a nie kiedy akurat szkola sie zaczyna... nie pomysla, zeby swoje dzieci przygotowac do nowych warunkow, zeby zapytac o zdanie. Wychodza z zalozenia, ze dziecko jedzie z rodzicem i basta. Przeciez w Niemczech jest lepiej. Dziecko musi to zrozumiec...
A dzieci sie buntuja, tesknia, nie chca sie uczyc niemieckiego, chca wracac do domu. Za kazdym razem ten sam dramat... udaja, ze nie rozumieja, ze nie potrafia, nie ucza sie, bo maja nadzieje, ze te Niemcy to tylko taki przejsciowy etap, jak wakacje...

Chodza do szkoly, ktorej jezyka nie rozumieja...
Nie wiadomo, jak sie z nimi dogadac. Bez tlumacza nie mozna nawet porozmawiac z rodzicami... Nauczyciele sa sfrustrowani. I ciagle slysze te same komentarze: "Dlaczego ci rodzice tak krzywdza swoje dzieci?"
Nie zadbaja oni zawczasu o nauke jezyka, wysylaja dziecko do obcej szkoly, sami znikaja na cale dnie do pracy, podczas gdy ich dziecko spedza popoludnia w pustym domu, jak juz wroci z tej swojej obcej szkoly...
Czesto pojawiaja sie problemy wychowawcze... I pytam sie tych rodzicow, czy mogliby poswiecic troche czasu swoim dzieciom... na co oni smutnie odpowiadaja, ze nie wiedza kiedy....

Taka jest cena tego lepszego chleba w euro...






PS. Zycie za granica nie zawsze przebiega tak dramatycznie, ale zawsze jest zwiazane z wyrzeczeniami i pozostawieniem tego co cenne za soba...



57 komentarzy:

  1. Kolejny mi bliski temat;)
    Wyjechalam do Francji bo moj ukochany dusil sie w Polsce; po urodzeniu corki coraz bardziej jestem rozdarta pomiedzy tymi dwoma krajami; rodzice sie starzeja; dni,miesiace, lata mijaja, czas nie do nadrobienia.
    Kazdy rok powodowac bedzie, ze moje dziecko pochlaniac bedzie ta obca ziemia; nie wyobrazam sobie umrzec tutaj!Chyba sie rozpedzilam.

    To prawda, ze wyjezdzajac wszystko trzeba zostawic, budowac siebie i swoja pozycje na nowo w obcym jezyku, mentalnosci i kulturze.
    Trudno sobie to wyobrazic, nie doswiadczajac tego samemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie chce umrzec w Niemczech... Caly czas mysle, zeby wrocic na starosc do Polski. Tylko nie wiem, czy bede w stanie zostawic tu corke....

      Usuń
  2. Mam podobnie. Wyjeżdżajac, chcac lepszej przyszłości dla dziecka usłyszałam krzywdzące słowa od teściowej: my żyjemy z jednej wypłaty wy też dacie radę. Teraz nikt nie pyta, czy stać nas na bilet do Pl - mamy przyjechać i już. Tak to jest, kiedy martwiac sie o swoj los , pokrzyzujesz drugiemu plany. Rodzina M i moze po czesci i on sam, nie potrafia pogodzic sie z wyjazdem. M juz sie przyzwyczaił do naszego życia, ale wciaz teskni za krajem. Ale 2 dni temu po powrocie do UK powiedxial wprost - nie wracam do Pl do tej drozyzny. Zabijaja ludzi. Jak tam żyć? ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez jestem Polska przerazona. Niby serce ciagnie do domu, ale rozum mowi - "nie badz glupia"... Przerazaja mnie za kazdym razem ceny, szczegolnie w porownaniu do zarobkow. Ja nie wiem, jak tam mozna zyc. Sluzba zdrowia powoduje we mnie dreszcz trwogi. mama mi malo co nie umarla, i nikt nie chcial jej pomoc, bo w szpitalach podobno miejsca brak (dla pacjentow z kasy), na rehabilitacje trzeba czekac 5(!) lat, na badania nie ma pieniedzy, wiec przepisywali jej srodki przeciwbolowe.... Nie chce takiej Polski...

      Usuń
    2. Ja od czterech lat mieszkam w Niemczech. Trudno mi okreslic w chwili obecnej czy zostane tu 'na stale', ale z roku na rok wizja powrotu do Polski jakos sie oddala i to z m.in. z przyczn, ktore wymienilas powyzej. Zawsze sa wyrzeczenia po przybyciu do obcego kraju, ale zaczyna sie tez cos nowego, co z czasem mozna oswoic i poczuc sie dobrze. Nie jest to jednoznaczne oczywiscie z utozsamianiem sie z Niemcem np. Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Ja tez nie mam zamiaru utozsamiac sie z Niemcami :D Zyje mi sie tu dobrze, jestem zintegrowana, ale nie bede udawac, ze jestem kims innym. :D

      Usuń
  3. Takie głupie gadki mnie po prostu na maxa drażnią i często słyszłam stwierdzenie np od mojej kuzynki,ze przecież Rafał pracuje za granicą wiec was stać!każdy widzi tylko tą jedną "eruo stronę" ale tego,że on też tam musi żyć jeść mieć przyjemności i utrzymać nasz dom,opłacić wszystko i nas wykarmić,ubrać itd to już nie...gdybym tylko mogła to chętnie bym się do niego z Madzią przeniosła ale z racji,że co i rusz może zmieniać meisjca pracy to chce tego Madzi zaoszczędzić bo co dziś Francja,jutro np Finlandia lub Ameryka południowa....i tak jak piszesz chce jej zaoszczędzić tego czucia się obcym...ach ludzie gadali,gadają i będą gadać
    PS ja wracając do domu swego też się jakoś tak dziwnie czuje,już obco nawet w domu nie mogę sie przyzwyczaić do tego co jeszcze nie dawno było naturalne :) ale jedziemy w odwiedziny nadrobić kontakty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wy to macie szczegolnie trudno - bo zwiazek na odleglosc, Madzia dorasta wlasciwie bez taty.... :*

      Usuń
  4. Już to kiedyś pisałam na innym blogu, że ja podziwiam tych co zdecydowali się wyjechać za granicę! Ja ba my byśmy nie potrafili, bo choć nie raz myśl, że tam było by się nam lepiej żyło to świadomość rzadkich odwiedzin rodziny nas przeraża jeszcze bardziej. Teraz mieszkamy głupie 120km od naszych rodzin, i znajomych (z niektórymi kontakt jest do dziś), tu mamy tylko tych z którymi zaprzyjaźniliśmy się na studiach, ale i oni coraz częściej wyjeżdżają za granice, a człowiek czuje się bardziej osamotniony :( Ale to, że Karina widuje się z dziadkami chociaż co 2 tygodnie a czasem i częściej jest dla nas bardzo ważne, bo wiemy, że na stare lata my wrócimy na wieś do domu moich rodziców, by nasze wnuki mogły tam przyjeżdżać na wakacje, ferie i spędzać tak fajnie czas jak my kiedyś spędzaliśmy..:) Niestety mentalność Polaków jest właśnie taka, że jak sam nie mam lub nie chce mi się na to zapracować, to po co nie wkurzyć tej drugiej strony :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, nawet nie wiesz, ile bym dala, zeby Sara raz w miesiacu jezdzila do babci... Zazdroszcze innym, ktorzy maja babcie na miejscu. Bo im w zyciu latwiej, bo babcia zawsze pomoze, wesprze... A ja wszystko sama, o wszystko musze sie prosic, kombinowac, placic... To tak z tej praktycznej strony. Jest jeszcze emocjonalna...

      Usuń
  5. Wszystko ma swoją cenę i zawsze jest coś za coś ... a w PL chyba jest taki mit Zachodu, jak tam wyjeżdżasz=masz kasy jak lodu, super życie itd. Akurat, fakt, moim znajomym jakoś się poukładało, ale Znam i inne historie. Ja spotkałam jeszcze dawno temu, przed ta falę emigracji, Polskich chłopaków w Londynie. Zarabiali jako budowlańcy. Jak zaczęli opowiadać o swoim życiu tam, jak mieszkają w kilkudziesięciu w wynajętym domu, jak śpią na piętrowych łóżkach i ciułają każdy grosz. Zawieszeni między tu a tam. Bez ubezpieczenia, na czarno, bez pomysłu co dalej, od kilku lat w tych samych warunkach. Młode, fajne chłopaki z jakiejś polskiej wsi. Zmęczeni i w sumie rozczarowani. Nie bardzo mogą wrócić, bo wstyd i nie ma do czego, zostać też ciężko, bo brakuje sił, często tych psychicznych..To był mój pierwszy kontakt (wiele lat temu)z taką emigracją. Dotarło do mnie wtedy, że emigracyjny kij ma dwa końce i dla wielu to pułapka bez wyjścia. Że nie każdemu to sie udaje. Te chłopaki siedziały, jak ich poznałam, na Piccadilly Circus i piły wódkę z papierowej torebki obagdujac po polsku laski :P Wtedy ( ponad 10 lat temu) w UK nie było aż tylu Polaków, więc chłopaki się nie przejmowali i nawijali między sobą. Śmiesznie to robili i z wdziękiem, więc podeszłam do nich i już nie pamiętam, co im powiedziałam po PL ale najpierw było im strasznie głupio, a potem żeśmy sobie pogadali od serca z dobrą godzinę. Ale jakoś tak mi ich szkoda było w sumie, bo był w nich taki dramat, przykryty ta wódką i śmiesznymi żarcikami... a ja nawet nie musiałam emigrować aby czuć się czasem obco. Emigracja przyszła do mnie. och... to drażliwy teraz temat w Warszawie,że boje się go poruszać ...ale fakt jest taki, ze w moich rodzinnych okolicach przeważają już ludzie napływowi... autochtoni jakby zniknęli ... czuję się jakbym zmieniła miejsce zamieszkania, mimo, że się w nim urodziałam.Ech... wszystko sie zmienia ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy tu 4 razy w roku msze polska. I jak myslisz, kto na nia przychodzi? Garstka Polek mieszkajacych tu na stale - to te, ktore maja niemieckich mezow. Oraz mnostwo pan po 40stce, ktore przyjechaly na zarobek, zajmowac sie starszymi ludzmi. I zal mi ich okropnie. Bo ja przynajmniej mam meza i dziecko. A one siedza ciagle z jedna babka lub jednym dziadkiem w czterech scianach, musza wysluchiwac narzekan, pozwalaja ze soba rozne rzeczy robic, zyja jak niewolnice domowe... I widzac to wiem, ze na pewno by sie na taka niewolnicza prace nie zdecydowaly, gdyby los je nie przycisnal. Na pewno nie maja innego wyjscia, wiec zaciskaja zeby i licza dni....

      Usuń
    2. Oj wiem ... nawet nie chcę sobie tego wyobrażać, u mego M w rodzinie jedna ciotka do Włoch jeździła do opieki nad starszymi. Szkoda gadać na co się napatrzyła i co ją spotykało :(

      Usuń
  6. Nam najbardziej doskwiera samotnosc i brak rodziny. Przenioslam sie do De bo maz jeste Niemcem, wyszlo tak, ze mieszkamy daleko zarowno od moich rodzicow, jak i jego. Sami na co dzien we trojke i co dzien rozmyslania co zrobic by bylo lepiej...bo ja zaczynam juz dziczec, a dziecku brak kontaktow. Znajomi sa ale to nie to. Wieczne rozterki gdzie mieszkac, co robic. Gdyby w Polsce bylo inaczej chetnie bym tam zamieszkala (moj maz to nawet od zaraz) ale niestety sluzba zdrowia i cala reszta skutecznie mnie odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie mozecie sie przeprowadzic w okolice meza?
      Ty to chyba masz jeszzce gorzej ode mnie. Ja mam przynajmniej siostre... :*

      Usuń
    2. Mozemy, sa takie plany jeszcze na ten rok ;) Ale wizja kolejnej przeprowadzki i zmiany otoczenia nie napawa mnie optymizmem. Tu urodzil sie nasz syn, znam to i owo - no mowiac szczerze przyzwyczailam sie i szkoda mi opuszczac chociazby nasz pierwszy wlasny dom - no coz...bez dylematow zycie byloby zbyt nudne ;)

      Usuń
  7. Hmm tekst do zadumania.. ja emigrantka bylam przez 3 lata,w rozłące z męzem wcześniej przez 1,5 roku żyliśmy na dwa domy, tesknilam ogromnie za Polska, dziś z perspektywy czasu wiem ze nam żle nie bylo, Julia wcześniej uczyła się angielskiego , a pójscie do angielskiej szkoly w Sztokholmie było najlepszym co dotychczas ja spotkało, czas spedzony tam wykorzystalismy chyba najlepiej jak potrafilismy, jeżdziliśmy , zwiedzaliśmy, chodziliśmy po muzeach, ja zawsze wiedzialm ze to tylko na chwile, ze wroce do PL do pracy , do rodziny, dostawalam bialej gorączki gdy spotykałam polskie mamy, ktore tak pod niebiosa wychwalaly wszystko co szwedzkie, a krytykowały polskie, teksty jak to w tej Pl nic nie wiedza Cubus to dla Polakow sklep ekskluzywny, itp, itd A to nie tak.. tu da się żyć , absurdalia sa w kazdym kraju, kazdy z czyms musi sie zmagac, cos poprawiac, nad czyms pracowac , decyzja o wyjezdzie nigdy nie jest łatwa, kazdym kierują inne motywy, rodzice na ogól martwia sie o dzieci, o to ze sie nie odnajda, albo tak bardzo sie odnajda ze nie bede chcialy wrócić do domu , cene zawsze sie placi nieprzeliczalna na euro, dolary czy funty. Nie przejmuj sie głupimi gadkami, ci ludzie przeciez niezadali sobie nawet trudu przemyslenia tematu, który oceniają.
    Ps. Nie sadzilam ze kiedykolwiek to poczuje , ale tesknie za Szwecja, za przestrzenia, jeziorami, zielenia, za udogodnieniami w infrastrukturze miejskiej, ale chwyta mnie za serce kiedy Hania mówi "no wrócmy już do Sztokholmu, do naszego domu...", a własnie mija rok od powrotu do PL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez niecierpie Polek, ktorym sie wydaje, ze sa Niemkami, bo mieszkaja w Niemczech. I to dziwne poczucie wyzszosci :D haha!

      Mysle, ze Sara tez by tesknila za Niemcami...

      Usuń
  8. Zamyslilam sie. Zaraz mi stuknie dekada emigracji. Wydaje mi sie, ze 'przeciez was stac' to komentarze tych, ktorzy dostawali paczki z UNRY i tych, dla ktorym najdalszy wyjazd przytrafil sie do najblizszego miasta wojewodzkiego. Przygladam sie swoim znajomym, rowiesnikom, ktorzy zostali w Polsce - niezle sobie radza, kupuja domy, mieszkania, samochody, zmagaja sie z podobnymi problemami, jak i ja (sluzba zdrowia!). Gdy sie z nimi spotykam, cos mnie sciska w dolku, ze tak fajnie byc wsrod, a ja bywam gora raz w roku. A z drugiej strony - nawet gdybym wrocila to i tak to juz nie bedzie to samo. Tak samo jak w liceum, czy na studiach. I to chyba napelnia mnie wieksza nostalgia. A zeby nie konczyc na smetna nute - nie zawsze zazdroszcza. Kolektyw sasiadek moich rodzicow nieustannie mi wspolczuje. Im sie w glowach nie miesci, ze mozna z wyboru porzucic kraj, sa przekonane, ze jestem nieszczesliwa, pocieszaja mnie jak moga, i podejrzewam, ze sa pewne, ze pracuje gdzies przy truskawkach lub na zmywaku. Nie wyprowadzam z bledu, opowiadam z emfaza o tesknocie za chlebem i bigosem i o okrutnym losie emigranta (Sienkiewicz nie mogl sie mylic) i wszyscy sa zadowoleni :)
    A juz konkursowa anegdotka jest troska jednej babulenki, ktora zlapawszy mnie za rekaw, ze lzami w oczach - taka jestem popularna! - pytala 'no jak wy mozecie w tej Anglii mieszkac! no jak! przeciez tam same morderstwa, przemoc i zbrodnie!' Pytam zaskoczona, skad ona tak zorientowana w wyspiarskiej skali przestepczosci? W odpowiedzi slysze 'No przeciez ogladam 'Morderstwa w Midsomar'!!!
    I tym radosnym akcentem... byleby gorzej nie bylo.

    PS No i zaskoczona jestem opowiescia o policjantach. Gdy nas zatrzymano na polskiej szosie, na polskich tablicach, a malzonek moj przemowil w swoim narzeczu, panowie zasalutowali i uciekli, choc i owszem, mogli sie przyczepic :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha! wiec mowisz, ze macie tyle zbrodni? :D

      Wasi policjanci zapewne sie nie spodziewali, wiec uciekli, bo nie umieliby sie dogadac :D A nasi na nas polowali perfidnie...

      Usuń
    2. Na kazdym kroku potykam sie o zbrodnie i zwloki. Czasem trudno przejsc ulica :-)

      Usuń
  9. Hej i ja się dorzucę - pięknie to opisałaś, ostatnio przeżywałam dokładnie do samo bedąc w PL...z jednej strony straszna tęsknota, ze moja Mała nie bedzie biegać tu gdzie ja...nie bedzie sie bawic w to co ja....a po chwili konsternacji, że ma wiecej niż ja miałam, inne możliwości itp....Moja siostra która ma wkrótce 17 lat zastanawia się co robić w zyciu, jaką szkołę wybrac i co??? Czy to ma znaczenie??? I tak skonczy w urzędzie pracy jako bezrobotna albo na kasie fiskalnej w Auchan ( zwłaszcza, ze ma cukrzyce a niektorych to razi okrutnie)....i namawiam ją, żeby pieprznęła wszystko i do nas przyjechała - niestety polska polityka i sytuacja gosp. jak tak tragiczna, ze jeszcze 10 lat i wogóle nie wiem kto tam zostanie i bedzie pracował na te kosmiczne podatki, ubezpieczenia itp....
    My bylismy w UK 3.5 roku, potem wielki powrót do ojczyzny, zarabiona kaska poszła na własny biznes....w niespełna 3 lata ( działając w 100% uczciwie) państwo wyciągło od nas ciężkie tysiące złotych podatków, tysiące na ubezpieczenia (a i tak leczymy sie prywatnie!), kilka kontroli skarbowych aż w końcu doszło do tego ze jak tysiące oddalismy państwu to nam zostawało na suche bułki.....Ślubny powiedział DOŚĆ i wrócił do UK....my doleciałyśmy po 3 miesiącach i już nam mineło ponad 1.5 roku....znowu zaczynaliśmy od 3 łyżek z PL....
    Rozpisałam się ( wreszcie mam internet hihi) ale szlag mnie trafia na polską zazdrość...na tych wszystkich cymbałów z którymi nadal mam do czynienia.....czesto za grosz zastanowienia zanim coś powiedzą a to co mówią to....a...brak słów! I nie jest tak, że Polak na obczyźnie wstydzi sie każdego Polaka...ja wstydzę sie polskich bałwanów a tacy znajdą sie w każdym kraju;-)

    Pozdrowienia od nas.....w kolejny nie wie już który deszczowy i zimny poranek:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech.. wiesz, kocham Polske, ale chyba tylko ta z ksiazek. Bo rzeczywistosc mnie przeraza. Jak tam zyc?
      Dlatego ze wzgledu na rozsadek nie zdecydowalabym sie wrocic do Polski - choc tak tesknie... Juz lepiej na obczyznie, ale pewnie, bez strachu... Odwiedzamy Polske, kiedy tylko mozemy. I za kazdym razem jestem rozczarowana sypiacymi sie domami, prywata, skandaliczna sluzba zdrowia i cenami. Jak zyc wydajac na zwykle zakupy takie kwoty???

      Usuń
  10. Dzięki za swoiste świadectwo. Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak większość z nas się czuje i tu i tam... Cena... Decyzje... Tak czekam kiedy w Polsce nauczą się, że dobrze szanować i rozumieć każdego i jego dycyzję.
    Przygotowuję post o ostatnim pobycie w PL już od miesiąca i jakoś mi ciężko. Bo nie chcę krytykować i nie wiem co zrobić:-), żeby jednak to wszystko zapisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo ciekawa twoich rekleksji!

      Usuń
  12. A ja tam szcześliwa jestem tu u siebie.. żyje nam sie dobrze i maż zarabia tyle,ze nie jeden za granica tyle nie ma,wiec po co nam wyjeżdzac ?? ale niestety tak to już jest,ludzie myślą,ze jak juz robisz gdzies poza Polską to kokosy musisz mieć.. moja siostra siedziała w Anglii..teraz znów pojechała i odkąd pamiętam zawsze mówila,ze wcale lepiej nie jest..pracować trzeba jak tu,a czasem i więcej,ale praca jest i nie trzeba miesiącami czekać jak tu w PL.. a mi,aż łezka sie pojawiła jak czytałam Twoj wpis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izabelo, to jeszcze jeden krzywdzacy emigrantow stereotyp. Nie zawsze wyjezdza sie tylko i wylacznie po pieniadze.

      Usuń
    2. Jednak w wiekszości przypadków niestety:( Byłoby super gdyby wyjeżdżalo sie jako spacjalista w danej dziedzinie - na tysiące Polaków w UK nie znam ani jednego który wyjechałby się doskonalić zawodowo - znam jednego ale gosc jest z Rumunii:(
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Naprawde zadnego? Osobiscie nie znam nawet tysiaca Polakow w UK, ale wsrod tych ktorych znam jest co najmniej dziesiecioro, ktorych sprowadzila tu mozliwosc rozwoju zawodowego, ktorej nie mieli w kraju. Tak samo zreszta jak wsrod znajomych mi emigrantow innych nacji. Europa staje sie coraz bardziej mobilna, ludzie szukaja ciekawej pracy, innych perspektyw, lepszego klimatu, interesujacego doswiadczenia zawodowego i po prostu wyjezdzaja.



      Usuń
    4. ... no tak, z lepszym klimatem w UK przesadzilam.

      Usuń
  13. Dzieki za ten tekst...oczywiscie nie zawsze tak jest. Ale cena Euro jest wysoka, czesto wykracza ponad te kilka cennych zlotych, dorzucaja sie do niej tesknota, oddalenie, brak roznych osob i rzeczy, nawet sera bialego :-)
    Ale tak jak piszesz ta cena jest ogromna zwlaszcza dla dzieci, rzuconych gdzies tam w nieznane. Pisze czesto o mamach, rodzicach, o tej samotnosci, o tym,z e czasem trudno sie odnalezc, ze trzeba sie wspierac. Ale mysle coraz czeciej o tych dzieciach oderwanych od korzeni. Jak je wesprzec...? Zmotywowalas mnie, aby wiecej o cos o tym napisac. Dzieki i pozdrawiam serdecznie zza granicy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz koniecznie! Chetnie przeczytam, bo tez sie zastanawiam.... :)

      Usuń
  14. Piękny i mądry tekst. Widzę podobne historie na co dzień. Migracja to temat bardzo skomplikowany i masz rację, że bardzo krzywdzące jest sprowadzanie wszystkiego do pieniędzy. Wielu Polaków wyjeżdża w poszukiwaniu normalności i poczucia bezpieczeństwa, ale nie zdaje sobie sprawy, że wysoką cenę zapłacą również ich dzieci.
    Podzielę się tym postem, jest bardzo ważny. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Wiesz, najgorsze jest to, jak wyjezdzaja z za duzymi dziecmi, ktore nie sa w stanie nauczyc sie jezyka - czy to ze wzgledow fizjologicznych, czy ze wzgledu na ogolny poziom inteligencji. Wtedy to juz dziecko w ogole nie ma szansy, a wpiera sie mu, ze bedzie mialo lepiej! Jedna mame wrecz wyslalam spowrotem do Polski, bo inaczej jej syn zostalby bez zadnego dyplomu ukonczenia szkoly, bez zawodu, za to ze statusem dziecka specjalnego... Zwineli sie i wrocili do Polski. Na szczescie!

      Usuń
  15. Też tak miałam jak mieszkałam w UK. Jakoż, że pracowałam tam w szkole miałam trochę wolnego i dość często przyjeżdżałam do Polski. Wówczas słyszałam komentarze typu "burżujka" przyjechała itp. Wszyscy myśleli, że ja leżę pod palmą a pieniądze mi lecą z nieba! A było ciężko, ciężej niż tu. Los chciał, że musiałam wrócić, inaczej zostałabym singielką. Teraz czasem żałuję, że nie postawiłam na swoim i nie ściągnęłam Go do siebie, zwłaszcza, że kiedyś ci pisałam, że za mną pojechał.
    Co do dzieci wyjeżdżających na emigracje, to maluszki jak moja mają zdecydowanie lepiej, dużemu dziecku rodzice często robią krzywdę wbijając do głowy i przekonując że "Tam lepiej"

    Tak na marginesie często się czepiają nas nauczycieli w PL, że ciągle nam mało, że mamy tyle wakacji, że chcemy zarabiać więcej i bardzo żałuję, że jesteśmy niedocenianym zawodem (nie wiem jak w Niemczech, ale w UK zdecydowanie lepiej mi się pracowało na tym stanowisku i byłam doceniana)

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczycieli to sie chyba wszedzie czepiaja :D Od wlasnego meza slyszalam, ze tyle mam wakacji, tyle wolnego i od nie rozumie, dlaczego ja tyle pracuje po nocach - przeciez nauczyciel idzie do szkoly, otwiera ksiazke i lekcja jakos leci... :D

      Usuń
    2. No, ale roboty po pracy mamy sporo i nie mam na myśli sprawdzania testów :D Mój małżonek i znajomi tez często mówią: "Ty to masz dobrze" Czasem wolałabym robić to co oni, wracać do domu i mieć spokój, nie wspomnę już o zarobkach :D

      Usuń
  16. Nie mam doświadczenia w tym względzie, ale oczywiście sporo bliskich mi osób boryka się z tym problemem.
    Mam wrażenie, że Ty jesteś troszkę zawieszona w próżni, trudno Tobie określić, gdzie jest Twoja ojczyzna. Do obecnego miejsca się jakoś przyzwyczaiłaś, a do starego tęsknisz, ale to stare jest już inne....

    Przepraszam za pytanie. Nie musisz odpowiadać. Szczęśliwa jesteś mieszkając właśnie w Niemczech?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba dobrze to ujelas: Sercem jestem w Polsce, ale nie mam jak wrocic, bo maz, bo praca, bo rozsadek... I nawet nie wiem, czy bym byla zadowolona z powrotu do Polski, bo wszystko jest zupelnie inne - a ja tesknie do tego, co minelo... I nawet nie potrafie odpowiedziec na pytanie, czy jestem szczesliwa w Niemczech. Dobrze mi sie tu zyje. W Polsce wszystko mnie przeraza - ten chaos, sluzba zdrowia, prywata, ceny, bylejakosc. A mimo wszystko brak mi tej Polski.... Ale z Niemiec nie wyjade, bo nigdzie nie bedzie mi lepiej... Jestem zawieszona miedzy dwoma panstwami i narodowosciami. Ba! Ja posiadam nawet dwa obywatelstwa i zadnego bym nie oddala! :D

      Usuń
    2. Ja mam dokladnie tak samo!

      Usuń
  17. Dokładnie, za granicą wcale nie jest tak kolorowo. Jakby tak było to w Polsce nikt by nie został. A pieniądze to nie wszystko. A jeśli chodzi o wyjeżdżające rodziny, to fakt, często nie myślą o dzieciach - bo albo nie przygotują na zamianę, albo zostawią z dziadkami, aby się najpierw no obczyźnie zorganizować, a dzieci zostają nie wiedząc co się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niby wszystko robia dla dzieci... a jakby te dzieci zapytac, to one tego wszystkiego, co sie dla nich robi, nie chca... Chca zostac w Polsce, nie chca zmian...

      Usuń
  18. Mam nadzieję że pomimo tęsknoty , wyrzeczeń jednak jesteście tam szczęśliwi ...Tego Wam życzę i ściskam cieplutko!!! A ludzie już tacy są że czasami nic o drugiej osobie nie wiedzą a są zawistni, ale nie są oni wiele warci, jeśli oceniają po rejestracji samochodu czy po tym gdzie mieszkasz..

    OdpowiedzUsuń
  19. Powiem ci, że nie trzeba wcale jechać za granicę, by czuć dokładnie to samo. Ja wyjechałam z małego miasta na studia do Warszawy. Też ma efekt 'gdzie się wszyscy podziali?', kiedy wracam. I spotykam się z zawiścią, zazdrością, oczekiwaniami. Jakby w stolicy strumienie kasy od razu do każdego domu płynęły... Well, do nas nie płyną i powoli się uczę, że nie muszę się z tego tłumaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, bo w Warszawie to juz jak za granica! :D

      Usuń
  20. No proszę jaki pojawił się post, taki wyjątkowy otwierający nasze czułe strony, że aż tyle z Was zabrału tu głos...
    Cieszę się że są blogi mam, między innymi ten bo mi bliski, które mieszkają daleko od Ojczyzny i potrafią zająć głos w tak delikatnej, niezwykle trudnej a jakże ważnej sprawie.
    My jesteśmy w Niemczech prawie pięć lat tak sobie założyliśmy wyjeżdżając że to nam wystarczy abym mogła odchować córcię i nasze drugie, które pojawiło się już tutaj;) Pomimo że mąż miał dobrą pracę w Polsce nie byłoby nas stać na to abym nie pracowała i mogła opiekować się sama dwójką dzieci w dodatku nie mając swojego dachu nad głową tylko na życie na wynajmowanym.
    Po tylu latach bycia w DE tak bardzo przyzwyczaiłam się do tych "pagórków leśnych tyle że Schwarzwaldzkich;) do tych łąk zielonych bo mieszkamy na wsi do tego porządku, spokoju tutaj, do możliwości rozwoju i dostępu do różnych atrakcji dla dzieci, do miłych sąsiadów, do wyjątkowych nauczycieli w przedszkolu, o służbie zdrowia wspominać już nie muszę...że będzie mi tego brakować ale z drugiej strony jesteśmy tu sami bez rodziny bez prawdziwych przyjaciół i jest nam naprawdę ciężko jedynie tylko garstka polskich znajomych którzy też mają takie dylematy jeszcze nas tu trzyma...i tak najtrudniej mają nasze dzieci...ach żal serce ściska czasami aż za mocno...
    A teraz z trochę innej beczki;) Mamy tzn ja i córcia takie same kapelusze jak Sara;) ale jeszcze nie miałyśmy okazji ich założyć;) nie pomyślałam, że na taki spacer też super wygląda:) dzięki za inspirację. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odzew faktycznie byl duzy. Nie myslalam, ze tyle osob jest dotknietych tym "problemem"...
      Czy u was to juz postanowione, ze wracacie?

      Usuń

    2. To postanowione tylko czasowo musimy odwlec przeprowadzkę na jakiś czas z różnych względów.
      Ale plany i cele są a to dla nas ważne i motywujące. Oboje z mężem bardzo pragniemy posiadać swój własny dom z ogródkiem, zaprojektowany przez niego i dopilnowany przez niego a to dla nas ze względów finasowych możliwe jest tylko w Poslce. Mamy już dość życia trochę na walizkach i pewnych ograniczeń na wynajmowanym.
      Chcemy wolności i bliskości rodziny, stabilizacji i ostoi którą dają swoje własne cztery kąty i rodzina. Mam nadzieję i wierzę że Polska przyjazną nam będzie kiedy do niej wrócimy;)

      Usuń
    3. Zycze wam wiele szczescia i trzymam kciuki, zeby marzenia sie wam spelnily! Bo o takie marzenia warto powalczyc :*

      Usuń
    4. Bardzo Ci dziękuję:)

      Usuń
  21. Oj ja dzis melancholijna a ty z takim tekstem wyjezdzasz:) Mozna by sie rozpisac,ale postaram sie nie:)
    Chyba kazdy zyjacy na obczyznie jest taka troche "rozdarta sosna".Mnie jest dobrze tu gdzie jestem juz od nastu lat, ale paszportu nie wymienie bo jednak Polka jestem.Jak juz ktos wczesniej wspomnial, absurdalia sa wszedzie.Ja dzis smialam sie ze znajoma, ktora liczyla skurcze w domu ,z tego ze do poloznych nawet po odejsciu wod ,nie dzwoni sie w nocy (tak miala na kartce) jesli sa czyste.Nie ma potrzeby ich informowac, bo one przez to zle sypiaja.Nie wierzylam tez wlasnym oczom gdy dostalam rachunek chyba na tysiac euro za 3 wizyty u psychologa dzieciecego, po tym jak poszlam tam z moim wiecznie placzacym niemowleciem...
    Trawa zawsze jest bardziej zielona u sasiada...
    Tesknie czasem za Polska, niby blisko a jednak daleko.Uwielbiam tam przebywac,chodzic po lesie,po wsi ale czasem zastanawiam sie czy to nie dlatego ze mam tam luz i labe;nic nie musze robic,pracowac,gotowac czy sprzatac...Nawet dzieckiem mi sie zajma:) Tak,tego zaluje..,ze babcia daleko.Ta babcia ktora za moje dziecko dalaby sie pokroic i ktora tyle by mi pomogla!
    Tesknie czasem i ostatnio nawet wzruszylam sie w cyrku,ktory przypomnial dawne,chyba beztroskie czasy.Mowie chyba,bo zwykle przeszlosc wydaje sie latwiejsza,fajniejsza:)
    W wyjazdach do Pl wkorzaja mnie oczekiwania odnosnie prezentow,albo moze sama stwarzam problem?Teraz juz wrzucilam na luz pod tym wzgledem.
    Na szczescie pomimo tej tesknoty od czasu do czasu,jest mi dobrze gdzie jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba bylo wczesniej czytac ;o)
      Faktycznie... a kazdym kraju sa absurdalia i zaden nie jest idealny...
      U nas tez oczekiwanie wzgledem prezentow. Babcia stara sie nadrobic czas stracony i nie zaluje pieniedzy na te okazyjne prezenty. A Sara jakby juz przyzwyczajona i oczekuje, ze cos dostanie...

      Usuń
  22. http://www.onelittlehappiness.pl/15 czerwca 2013 14:51

    a ja już taka dziś padnietam jestem,i cały dzień jakaś taka tęskniąca za Polską :( i gdybym tylko dokąd i po co wracać od ręki bym walizki spakowała:(
    bo szczęśliwa do końca tu nigdy nie będę łudzić się przestałam...zadawalam się innym szczęściem tym co śpi obok,i w rozterce jestem,bo z jednej strony tu jej zapewnić ciężką pracą więcej mogę,a z drugiej słońca...i Naszej pięknej Polski z czteroma porami roku już nie:( biegających dzieci na podwórku,po polu lesie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba tak jak ja... Jakby tylko byla mozliwosc... ale nie ma... :*

      Usuń