środa, 26 czerwca 2013

Polak za granica

 13 lat temu wysiadlam na dworcu autobusowym w Koblenz, nie wiedzac jeszcze, ze oto zaczynam nowy rozdzial w moim zyciu... (tu)

Po przybyciu do mojego nowego domu gospodarze zaprezentowali mi na poczatek dumnie jego wyposazenie: zmywarka, automat do kawy, komputer, komorka... A tak, tak... znam, wiem, jak sie obsluguje.. zaden problem. Konsternacja. No jak to? To ta dziewczyna nie przyjechala z Polski??? Pytajace spojrzenie gospodyni... A ja sobie po cichu mysle: zeby tylko wiedziala! zeby zobaczyla, jak w Polsce jest, co ludzie maja, ze mieszkaja w ladnych domach, ze jezdza na wakacje za granice... ze nie zyja w lepiankach otoczonych polami bezkresnymi...
Zamiast tego tlumacze cierpliwie, ze w moim kraju te sprzety nie sa zadnym nieosiagalnym cudem techniki i ze to niemieckie mieszkanie nie rozni sie standartem od naszego polskiego. Niedowierzanie w oczach... Nie wierzy mi! Chyba musze jej pokazac zdjecia na dowod.... ;o)





***

Bedac au-pairka pracuje w BARZE moich gospodarzy 6 dni w tygodniu - od rana do wieczora. Moj zarobek (z zalozenia za 6 godzin lekkiej pracy przy dzieciach...): 200 €. Przeliczam. Wychodzi mi, ze za prace kelnerki, barmanki i bufetowej w jednej osobie placa mi 1 € za godzine...
I to wspanialomyslne spojrzenie w dniu wyplaty! Bo "u nas na wschodzie" 200 € to TAKI majatek! :D Malo nie padam ze smiechu i niedowierzania. Znowu tlumacze cierpliwie, jak wygladaja zarobki w Polsce. Znowu mi nie wierzy... Mysli moze, ze chce wyhandlowac wieksza stawke?




***

Po latach kilku wybieram sie z mezem na narty do Zakopanego. Zabieramy ze soba kilku niemieckich znajomych, jadacych po raz pierwszy na urlop narciarski. Wybieraja Polske, bo ma byc tanio. Zabieraja ze soba po 600 zl na glowe... Pierwsza konsternacja w restauracji - widza ceny... i zamawiaja po zupce badz misce pierogow. Mysleli, ze za 5 euro dostana obiad trzydaniowy... Wiecej do restauracji nie ida. Za drogo. Zaopatruja sie w supermarkecie i gotuja codziennie makaron z sosem...
Potem wojna, ze nie pokazalam im, gdzie mozna NAJTANIEJ wynajac narty. Koniec koncow - w podlych nastrojach ida do bankomatu po zastrzyk gotowki. No jak to? To w Polsce naprawde nic nie jest za pol darmo???

  

***

I w koncu epizod ze slubu mojej siostry: Przyjezdzaja niemieccy znajomi. Nieprzygotowani na to, ze Polska to nie Eldorado. Pieniadze szybko sie rozchodza. Na koniec, spedziwszy tydzien czasu na nasz koszt, nie maja nawet kilku euro, zeby wlozyc do koperty dla pary mlodej...

***

Tak oto wielu Niemcow nas postrzega: Polska jest biedna i zacofana, Niemiec w Polsce majac kilka euro w kieszeni zawojuje swiat, a Polacy to kryminalisci lub pokorni robotnicy. To ostatnie to doswiadczenie ostatnich lat: Jakich bowiem Polakow widzi sie w Niemczech? Panie mieszkajace niewolniczo u starszych Niemcow badz sprzatajace pokoje w hotelach za smieszne pieniadze, mezczyzn pracujacych w pocie czola na niemieckich budowach i gospodarstwach ... oraz kryminalistow szmuglujacych auta do Polski. No i 1% polskiej inteligencji, ktorej nikt zdaje sie nie zauwazac.
Sa tez Polacy uczciwie zyjacy i pracujacy w Niemczech, ale oni - nie pasujacy do stereotypu - nie sa brani pod uwage przy rozwazaniach narodowosciowych lub sa traktowani jako chlubne wyjatki od reguly...
Tak wspaniale sie dopasowali! :D

Tak na dobra sprawe nic o nas nie wiedza. 
Stereotyp Polaka utarl sie na dobre na przestrzeni lat.
I tak dlugo, jak taki Niemiec nie odwiedzi Polski lub nie bedzie mial stycznosci z Polakiem, ktory owe stereotypy obali, taki obraz bedzie tkwil w glowach wielu...

No dobra, takze w Niemczech mieszkaja istoty myslace, o szerokich horyzontach. Ludziom wyksztalconym nie trzeba tlumaczyc, ze Polska nie jest Ciemnogrodem... ;o)



***

Przyjrzyjmy sie wiec teraz Polakom w Niemczech.
Image Polaka jest katastrofalny. Podczas gdy amerykanska czy francuska mama w sposob oczywisty prowadzi konwersacje ze swoim dzieckiem w swoim jezyku ojczystym i widzi przy tym uznanie w oczach postronnych, mama polska ma dylemat...

Na swojej drodze spotkalam sie z nastepujacymi typami mam:

1) Zakompleksiona - wstydzi sie rozmawiac po polsku przy Niemcach; woli kaleczyc w obcym jezyku, niz powiedziec chocby slowko po polsku - byleby nie zdradzic swojego pochodzenia! Dzieci Zakompleksionej wstydza sie swojego pochodzenia i szybko staja sie "Niemcami"...

2) Zgermanizowana - jestesmy w Niemczech, wiec mowimy po niemiecku - po co nam polski? Zgermanizowana rozmawia ze swoimi dziecmi po niemiecku (takze prywatnie, jak nikt nie slucha). Czasami przeplata niemieckie zdania polskimi frazami - chyba dla uspokojenia sumienia... zeby dziecko jakies strzepy polskiego zalapalo... Dziecko nie zalapuje...

3) Niezdecydowana - chce, zeby dzieci mowily po polsku oraz zintegrowaly sie z niemieckim otoczeniem. Nie ma planu - raz wiec mowi po polsku, raz po niemiecku, raz przeplata dwa jezyki - jak akurat wypadnie. Ten typ przynajmniej nie wstydzi sie, skad pochodzi ;o)
Dzieci Niezdecydowanej wybieraja jezyk niemiecki i z czasem rezygnuja z polskiego, gdyz przez niezdecydowanie mamy nauczyly sie go w stopniu raczej ubogim...

4) Oswiecona - wie czego chce i nie wstydzi sie pochodzenia. Rozmawia po polsku bez zenady, uczy swoje dzieci konsekwentnie jezyka polskiego.
Wie co to OPOL lub stosuje go intuicyjnie.
Uwaga! Gatunek pod ochrona! ;o)

5) Typ mieszany - wszystko po trochu - w zaleznosci od biorytmu ;o)


I na koniec typy specjalne.



6) Nowy: Polak nie znajacy jezyka niemieckiego.
Przyjezdza do Niemiec sciagniety przez znajomych do jakiejs niewolniczej pracy i mysli, ze "jakos to bedzie". Mowi po polsku bez zenady - bo po jakiemu ma mowic? ;o)  
Brak perspektyw na rozwoj, rosnace kompleksy i wyobcowanie, tesknota za normalnoscia... i udawanie gwiazdy podczas pobytu w Polsce... Dzieci pozostawione same sobie...

ALBO


Polskie malzenstwo: On - ma stala prace i umie (lepiej lub gorzej) niemiecki, Ona - nie umie niemieckiego, rodzi wiec dzieci, pielegnuje dom, czeka codziennie z utesknieniem na powrot meza... Jesli nie nauczy sie niemieckiego i nie wyjdzie do ludzi, jest coraz bardziej nieszczesliwa...
Dzieci najpierw ucza sie polskiego, a potem - w przedszkolu - niemieckiego.



***


Pozostaje jeszcze kwestia Polakow na wakacjach zagranicznych.
Wyrozniaja sie w tlumie?





36 komentarzy:

  1. chyba dziś jestem pierwsza :) My mówimy zdecydowanie po polsku w domu :) dzieci między sobą po angielsku mówią, choć są ciągle upominane.. moja córka wysyła sms-y mi po angielsku a tacie po polsku bo on częściej o ten język walczy ;) a ja na tyle znam już angielski że łapię się na tym, że nie zawsze wychwytuję że one do mnie po angielsku mówią!! wiem że nie do wiary wiem! ale tak jest ;) Wchodzi mój mąż i mówi: a dlaczego one do ciebie nawijają po angielsku?? a ja zaskoczona: oo rzeczywiście ;) ale odpowiadam po polsku! to chyba jest typ nr 7 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sara tez rozmawia ze swoja kuzynka po niemiecku. Wylacznie. Nie upominamy, bo wiemy, ze to naturalna kolej rzeczy. Choc maja polskie korzenie, tak naprawde bardziej sa Niemkami...
      Tym bardziej klade nacisk na to, zeby ze mna obie rozmawialy wylacznie po polsku. Bo jak ode mnie sie nie naucza, to od kogo? Moja siostra jest typem zgernanizowano-niezdecydowanym....
      Wiec zapomnialam o typie 7! :D

      Usuń
  2. czyli obalasz stereotyp,że "niemca" stać na wakacje w polsce :) ogólnie to nie wiem czemu ciągle jesteśmy uważanie za zacofany kraj?!może brak nam tolerancji na wiele spraw ale za to ceny mamy aż kosmiczne...smutny jest fakt kiedy też wstydzimy się naszego języka i zamiast pielęgnować dalej go to zostaje zatracany bo jaki to wstyd,że jesteśmy polakami?ach jak to dobrze,że choć Ty tam jeseś normalna :D
    buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, teoretycznie ich stac. Tylko maja bajkowe wyobrazenia o Polsce. :D Gdzies tam cos slyszeli, jakies opowiesci sprzed 30 lat moze, gdzie Niemiec w Polsce faktycznie mogl zawojowac swiat...
      A nasz image wynika z tego, jak sie prezentujemy za granica. Jesli widza nas tylko w robi roboli, bezrobotnych, niewyksztalconych i pokornych to trudno myslec, ze w Polsce jest lepiej....

      Usuń
  3. Juupi, jestem gatunkiem chronionym :p Moje obserwacje w pelni pokrywaja sie z Twoimi. Mam roznych znajomych, takze tych co pracuja jako robotnicy, a zony w domu z dziecmi, niezadowolone, bo przed nazwskiem maja mgr albo inz. a pracy niet. (A przeciez jak sie szuka, to sie znajdzie - takie moje zdanie...). Przeszkadza mi taki punkt widzenia. Nalezy mi sie wszystko, a Niemcy nas nie lubia, wiec pracy nie poszukam, bo bede ponizana. A moze by tak wyjsc do Niemcow z innym nastawieniem i wizerunkiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sie tak zastanawiam - po co wyjezdzaja, skoro wiedza, ze Niemcy ich nie lubia??? Nie lepiej zostac w Polsce, z ludzmi, ktorzy ich lubia? ;o) Niektorzy wyjezdzaja bez planu, pomyslu, w mysl zasady, ze jakos to bedzie, czyt. bedzie super. A potem rozczarowanie, ze Niecy to nie bajka....

      Usuń
  4. Swietnie opisane ;) ależ sie uśmiałam..

    OdpowiedzUsuń
  5. ja miałam taki przypadek: w czasch PRL - lata 80 przyjeżdżała od nas rodzina z Canady (przez C koniecznie). To wojenna emigracja, kuzynki urodzone w Canadzie. Zwłaszcza jedna z nich przyjeżdżała często jako starsza nastolatka i taka 20+. Miała wtedy w kieszeni 100 $ i była panią. Nam gałki oczne wyłaziły. Ciuchy, kosmetyki, perfumy, no wszystko, nawet pasta do zebów były egzotyczne! No i potem moja canadyjska rodzina miała długa przerwę w odwiedzaniu PL. A w PL wszystko się zmieniło. Jakieś kilka lat temu przyjechała Ciocia z Wujkiem, a potem Kuzynka i SZOK. Ojej mają tu TESCO!!! OMG, jak to wróciliście z Majorki??? jak to miesiąc miodowy na Rodos? To greckie Rodos??? jak to macie zachodni samochód, taki sam ja jeżdżą u Canadzie?, jak to - macie TU laptopy??? i umiecie je obsługiwać. OMG i macie centra handlowe, większe niż w Toronto i te same sklepy (moja siostra zabrała kuzynkę do Arkadii i Złotych Tarasów w W-wie)i macie b a n k m a t y. Taaa... Lista byłą długa... A najlpesze jest to, że oni tam od dawna mieli TVN i TVP i polskie programy, wiadomości i ogólnie widzieli co i jak. Jenak stereotyp jest tak silnie zakorzeniony, ze szok i nic tego nie zmieni... a co do PL turystów, to niestety często wybieramy miejsca i hotele, tak aby było ich jak najmniej.... niech to starczy za komentarz ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha! A to sie usmialam z twojej canadyjskiej rodziny :D
      Najgorzej jak komus sie wydaje, ze cos wie, a w rzeczywistosci nic nie wie..... Ech... na pewno mieliscie ubaw ze zdziwienia kuzynki :D

      Ja nie wiem czemu, ale nie spotykam za duzo Polakow na wakacjach. Tylko raz w Alpach jakas rodzina nas zagadala. Ale szybko sie okazalo, ze tak jak my byli dwujezyczni. Wiec w polowie niemiecka...
      A tak, to wlasnie Polacy chyba jezdza do innych hoteli niz my....

      Usuń
    2. Polacy jeżdżą głównie do Egiptu i do Turcji :P i jeszcze na hiszpańską Costa Brava. Wybierają wtedy all i raczej nie mają potrzeby zwiedzania, wychodzenia poza hotel. Interesuje ich ile drinków dostaną w ramach all i czy jest jakiś limit. Smutne ale takie są moje spostrzeżenia. Ja preferuje zupełnie inne kierunki i nie ukrywam, że inny standard infrastruktury turystycznej.. ale takich `odmieńców` też jest trochę w PL (znam osobiście), choć to mniejszość i niestety tzw. inteligencja głównie. Nie koniecznie chodzi w tym o kasę, ale o postrzeganie świata.

      Usuń
  6. Ojojoj jestem po czesci 7 po czesci 5 w zaleznosci od biorytmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no! Postaraj sie bardziej, bo po tylku dostaniesz ;o) A na serio - dzieci nie naucza sie polskiego, jesli nie bedziesz konsekwentna. Moja siostra tez tak uczy swoja corke - w zaleznosci od biorytmu ;o) Laura obecnie majac 8 lat wiele slow nie rozumie po polsku, i nie potrafi sie wygadac dobrze. W Polsce przyzywa frustracje. Niedlugo nie bedzie chciala jezdzic do Polski...

      Usuń
    2. W domu mówimy tylko po polsku. Nina ma świetnie opanowany język :D Pyskuje zawodowo.
      Czasem mówię do niej po angielsku ale to bardziej na zasadzie przepytywania kolorów, liczenia, prostych słów.
      Zdarza mi się mówić do dzieci po angielsku, gdy jesteśmy w toddler group. WTedy dookoła są mamy angielskojęzyczne, więc tak jakoś mówię, ale też proste wyrazy. W końcu językowo bosem nie jestem.
      Panie z przedszkola prosiły mnie, żebym zwracała się do Niny po angielsku z prostymi poleceniami: usiądź, wstań, chcesz siku, chodź umyć ręce... No więc, uczymy ją tych zwrotów.

      Usuń
  7. Uśmmiałam się z nauki obsługi sprzętu - pamiętam jak ja pojechałam do Niemiec do pracy kilka miesięcy przed wejściem do unii - praca w hotelu i na kuchni - uczyli mnie tego samego - to jest pralka, suszarka a tak sie obsługuje ekspres do kawy:-)
    Z moim obserwacji wynika, ze w UK Polacy wogole sie nie krępuja mowic po polsku - a jesli mają kaleczyc angielski to wogole rezygnuje i mowią po polski. Zresztą tutaj jest taka mieszanka narodowościowa, ze chyba nikt sie nie wstydzi swojego języka....Młode dziewczyny - te solarki ktore to juz bardziej na angielki sie robią to chyba one nie mowia po polsku bo jakos szybko polski zapominają ....reszta ma to gdzies:-)
    Ja osobiscie nigdy nie doświadczylam rasizmu ale słyszalam ze niektorzy Polacy tak...ze wg niektorych Anglikow ( tych tępych o zerowej poziomie inteligencji) uchodzimy za tych co zabierają im prace...tylko na początku Polacy brali te "gorsze" roboty - taśmowe, magazyny itp....a teraz pracują w agencjach pracy, w sklepach, w biurach i szlag trafia chocby bezrobotnych Anglikow ze idą pytac o pracę a tu Polak ( ktory juz super mowi po angielsku) ma lepszą fuchę - bo on Anglik jest bez pracy....
    Ja sie ciesze, ze spora czesc rodakow tutaj sie kształci i jest ambitna - chce lepszej roboty...ja sama po odchowaniu dzieci zamierzam szukac czegos w kierunku grafika komputerowego badz fotografii i biegam sobie na ten moj ang. zeby go doszlifowac:-)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W UK to juz w ogole inna bajka. Mam swoja teorie, o ktorej juz pisalam w komenatrzach: 90% Polakow w UK to niewyksztalceni nieudacznicy. Sorry za dosadnosc, ale tak mi wychodzi z obserwacji. Ani angielskiego nie znaja, ani nie maja zamiaru sie nauczyc, ambicji brak, postawa roszczeniowa- wszystko im sie nalezy....
      No i 10% normalnych Polakow na poziomie, ktorzy zapewne sa wrzucani przez Anglikow do jednego wora z wyzej wspomnianymi...
      I jesli taki Anglik widzi na codzien glownie takich Polakow, to ja sie nie dziwie, ze ma takie a nie inne zdanie o nas...

      W Niemczech to samo - bezrobotni, nieudaczni Niemcy obwiniaja obcokrajowcow za brak pracy... ale zeby tak sie sami wyksztalcili, postarali... to juz nie. Latwiej znalezc kozla ofiarnego...

      Usuń
  8. Takie posty jak Twój pomagają chronić zagrożony gatunek matki oświeconej :-) Może nie jest nas aż tak mało? A jeżeli faktycznie jest tak źle, to stwórzmy rezerwat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moich obserwacji wynika, ze jednak jest nas malo. Znam kilka Polek w Niemczech. Tylko ja stosuje OPOL. Inne przeplataja, mieszaja, sila sie na Niemki, kalecza, niby sie integruja, wstydza sie ... A dzieci zdania po polsku nie potrafia poprawnie sformulowac...

      Usuń
  9. Twoj dzisiejszy post tez mi sie bardzo podoba! Tez doswiadczylam wielu sytuacji, kiedy Niemcy przyjechali po raz pierwszy do Polski i bardzo sie dziwili. Szczegolnie jak przyjezdzali na polskie/ polsko-niemieckie wesela. Ilez to potem bylo opowiesci o tym, ze w Polsce stoly uginaja sie od jedzenia, o tym jak ludzie sie bawia i ubieraja :)
    Jesli chodzi o Polakow w Niemczech to musze przyznac, ze czasem mi wstyd jak slysze rozmowy, w ktorych w kazdym zdaniu zawarte jest slowo na "k", lub gdy ide na plac zabaw z moja corka i lawke na nim okupuje kilkuosobowa, wulgarna, pijana i agresywna grupa Polakow. Uciekam wtedy szybko, z kluciem w sercu, ze oni po polsku mowia. Na szczescie jest tez cala masa normalnych, zintegrowanych osob polskiego pochodzenia! I mam nadzieje, ze to ta druga grupa bardziej wplywa na nasz wizerunek tutaj. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas tez malo oczy im nie wyszly na naszych weselach :D Polacy byli elegancko ubrani, a Niemcy jak te myszy koscielne :D
      Moi tesciowie to jeszcze rok caly przezywali nasze wesele, bo w glowie im sie nie moglo pomiescic, ze w Polsce jest taki poziom :D

      Usuń
  10. Cóż to za miłe miejsce... Okazuje się, że jestem gatunkiem pod ochroną, typem nr 4, miałam okazję spotkać się ze wszystkimi typami, ale najbardziej utkwiło mi w pamięci spotkanie z matką typu 1. W sumie jej nie znam, przypadkowe spotkanie, próba "small talku" nie powiodła się. Oczy tej matki miały wyraz.... Hmm, wstydu, jakbym sprzedała jej najskrytszą tajemnicę, wydała lwom na pożarcie... Popłoch.... Szkoda... Dziwi mnie takie zachowanie w kraju, w którym mniejszości to chyba już większość... Ale każdy robi jak uważa, byle było miło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chronimy cie! Dla mnie Polki wstydzace sie swojego pochodzenia sa po prostu zenujace. Udaja kogos, kim nie sa. Mijam je lukiem.

      Usuń
  11. Ja byłam au pair w stanach. A tam już w ogóle mają pojęcie o reszcie świata znikome. Mama dziewczynki którą się opiekowałam oglądając ze mną film "Babe świnka z klasą" (w filmie jest przedstawiona wieś zabita dechami) z entuzjazmem na twarzy mówiła - Tak jest w Polsce? , więc co tu się dziwić że nasi sąsiedzi nie wiedzą jak jest u nas:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha! Masz racje! Ale ze Stanow do Polski jest daleko. Przeciez oni cala Europe wrzucaja do jednego wora! Niemcy to Bawaria, folklor i jodlowanie. Francja to bagietki i berety. A Polska to wies. Wszystko jasne? ;o)

      Usuń
  12. Myslę tak jak TY!! tez mam w rodzinie mę takie mieszane małżenstwa..i ci co myślą tak jak MY mają dzieci dwu języczne otwarte,szczęśliwe ..a ci drudzy okaleczone sieroty które nie moga porozmawiac z dziadkami.. dziadkami...stare przysłowie mówi ..ilekroć władasz językami...tylektoć jesteś człowiekiem...
    Dane mi było zwiedzic świat, co bardzo sobie cenię i spotkałam na swojej drodze polaków którzy zrobili na świecie sukces i są dumni i rozsławiają nasz kraj jak najlepiej to potrafią...i takich którzy nic nie osiagneli i mają mnóstwo kompleksów..i takich omijam szerokim łukiem...strata czasu i energii ..otaczam się ludzmi którzy dają mi siłe i pozytywną energię...a Ciebie im blizej poznaję..tym bardziej lubię...miłego wieczoru

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sorry za błędy ..ale pisałam jeszcze raz to samo..wcześniejszy komentarz mi zjadło...:)

      Usuń
    2. Bledy wybaczam ;o) A przyslowie jest autorstwa Goethego :))) No musialam sie wymadrzyc! :D
      No wlasnie... te kompleksy... zeby ktos nie pomyslal, nie zaszufladkowal, nie ocenil pochopnie, nie wrzucil do jednego wora z tymi innymi, ktorych sie wstydze....
      Zal mi mojej siostrzenicy... bo moja siostra nie daje jej wyboru - Laura bedzie Niemka, jej jezyk polski zanika. Ani kultury polskiej, ani jezyka, ani historii.... Bo Niemiec jest kims lepszym, wazniejszym.. zapomnijmy wiec ten wstydliwy epizod, ze jestesmy z Polski - badzmy za wszelka cene Niemcami- tymi lepszymi...

      Co ciekawe, mam na korkach pewnego chlopca, ktory niedawno wrocil ze Stanow. Jego mama nie mogla sie zdecydowac, w jakim jezyku do niego mowic. No i sie marnie nauczyl - niby rozumie i jakos mowi, ale pisze tragicznie, tlumaczy zywcem angielskie zwroty...
      Wrocili na stale do Niemiec, bo zycie im sie tak ulozylo. I teraz ten biedny chlopak musi sie meczyc na korkach, kursach wakacyjnych, wkuwac gramatyke... bo mama zapominala do syna mowic po niemiecku.

      A wszystko to wynika po czesci z niewiedzy - bo mamom sie wydaje, ze dzieci naucza sie ich jezyka jakos tak przy okazji, miedzy jednym a drugim zdaniem... ze wychwyca sobie roznice w jezykach, ze naturalnie zaczna trajkotac i w ogole wszystko zrobi sie samo, podczas gdy one sie beda "integrowac"... bo podobno nieuprzejmie mowic w towarzystwie w obcym jezyku...
      A ja wlasnie mowie w kazdej sytuacji po polsku z Sara - jesli ktos nie jest do tego przyzwyczajony, to krotko informuje, dlaczego to robie. I ludzie wyksztalceni, obyci w swiecie, zawsze sa zafascynowani. A jesli trzeba, to tlumacze krotko, co powiedzialam lub w ramach wyjatku przechodze na niemiecki - tylko wtedy, gdy rozmowa toczy sie z udzialem Niemcow i Sara bierze udzial w tej rozmowie.

      Usuń
  13. Mój tata od 30 lat pracuje w Niemczech, że Niemcy to sknery, kiedyś byli na urodzinach u Niemca aż to była sobota i po pracy to mówią sobie ze nic nie będą jeść to na urodzinkach coś wpadnie do żołądka, kupili winko za 25 euro i śmieją się że to chyba był najdroższy prezent bo Pan domu dostał łopatkę do grilla, fartuch itp. a na grillu dla każdego po jednej kiełbasce. Koleżanka która mieszka w Niemczech na urodzinach u koleżanki dostała frytki ;) A jak byliśmy u Nich w odwiedzinach i wpadliśmy do pubu mąż barmance dał 5 euro napiwku to dziewczyna nie dowierzała, skakała z radości i 10 tyś razy pytała czy na pewno. U Nas naprawdę jest drogo, średnia pensja Niemca 1600-2000 euro średnia pensja polaka 1500 zł oni za 50 euro wykupią cały kosz jedzenia w sklepie a my za 50 zł kupimy raptem 3 rzeczy. :( Faktem jednak jest że opłaty podatki itd są wyższe u Niemców. Prawdą jest też to, że w tej chwili nie ma różnicy technologicznej. Ale kiedyś była i nie ma co udawać, że nie było. Sama pamiętam, że jak byłam dzieckiem i wyjechałam na wakacje to w przydrożnym wc nie widziałam jak w WC wodę spuścić, bo nigdzie gałki, przycisku itp. Woda spłukała się sama jak otworzyłam drzwi, problem był ten sam przy zlewie bo znowu brak gałki, rączki czy "cuś" podobnego :) podejrzałam sąsiadkę i jakoś się udało, jaki to był dla Mnie szok ;) jedyne na co możemy narzekać to autostrady które oni mają a my nie możemy się doczekać :( AAA jeszcze coś mi się przypomniało, koleżanka która mieszka w Niemczech została oddelegowana na targi do Polski wraz z Niemką, dziewczyna sraczkę miała bo bała się do Polski przyjechać przecież to kraj złodziei, na pewno coś jej ukradną i do tego przecież zacofanie i się dziewczyna zdziwiła normalnie w szoku była jak Kraków i Wrocław zwiedziła ;) Pozdrawiam Matki Polki na obczyźnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos w tym jest. Niemcy nie przywiazuja zwykle wielkiej wagi do prezentow, honoru... to Polak jest zawsze bardzo honorowy, musi pokazac, ze ma gest, ze go stac, ze szanuje... a Niemiec ma to wszystko gdzies. Jak moja siostra miala slub cywilny, to jej tesciowie przyszli w dzinsach i t-shirtach. Bo to przeciez tylko krotka formalnosc... Na slub koscielny do Polski w ogole nie przyjechali, bo woleli skorzystac z okazji i zarobic w ten weekend troche pieniedzy...
      Ja tez pamietam, ze pewnych rzeczy nie umialam obsluzyc. Tez patrzylam, jak inni to robia, zeby nie wyjsc na idiotke :D

      Usuń
    2. Jak przeczytałam o teściach w dżinsach i t-shirtach to mi się od razu przypomniał ślub mojej kuzynki na którym gościem był szef jej męża, Niemiec właśnie. Dokładnie tak przyszedł ubrany - dżinsy i t-shirt, a i brudne adidasy (pamiętam je do dziś) i bez prezentu naturalnie:) A dodać trzeba że to było wiejskie wesele, ciotki w szyfonach, taftach i koronkach, wujki w krawatach - Francja-elegancja:) I pamiętam zdegustowane miny tychże ciotek, na jego widok:) Chyba najdziwniejsze było to że on sprawiał wrażenie jakby nie dostrzegł różnicy między swoim strojem a innych:D

      Usuń
    3. Oni tak maja :D Pelny luz :D

      Usuń
    4. Ale z tego co mi wiadomo to Oni nie robią hucznych wesel, najpierw jest ślub a potem ewentualnie szybki bufet i do domu, omija ich najlepsza zabawa ;) za to tak jak na Kaszubach urządzają huczne tłuczenia szkła taki a'la wieczór panieńsko-kawalerski, polegający na tym że goście przynoszą i tuczą szkło a przyszli małżonkowie muszą to sprzątać. Koleżanka ze znajomymi kiedyś wynajęli ciężarówkę, w której co prawda był tylko stary kibelek, ale para młoda jak ujrzała samochód to ich miny podobne były bezcenne, heheh ;)

      Usuń
  14. Aż mi trudno uwierzyć, że mieszkańcy krajów zachodnich mają o nas takie zdanie, teraz w dobie internetu, TV - przecież docierają tam chyba informacje z całego świata... ale może to też kwestia ciekawości świata, a nie tylko własnego podwórka ;)
    Ja strasznie lubię kiedy moja ciocia - mieszkająca jakieś 15 lat w Niemczech mówi tak, że ledwo można ją zrozumieć, ale dla jasności - ona tak mówiła po rocznym pobycie! Co drugie słowo niemieckie - ja i nikt z mojej rodziny niemieckiego nie znamy. A żeby było ciekawiej, kiedyś zapytałam jej wnuczka: jak tam babcia z niemieckim sobie radzi?, powiedział, że raczej trudno jest jej się dogadać z Niemcami... Ale to chyba to co napisałaś pod koniec - chce pokazać, że jest gwiazdą ;)
    Jeśli chodzi o wakacje, to nie wiem jak tam jest z Polakami, bo niestety nie jeżdżę zagranicę, ale marzy mi się kiedyś pojechać... Ostatnio znajomi zaproponowali wyjazd za rok do Chorwacji, ale ich sposób spędzania czasu wolnego - spanie do południa lub od rana do nocy na plaży/basenie, różni się totalnie od tego co ja bym chciała, myślę że takie wspólne 2 tyg wykończyłyby mnie nerwowo :D A druga sprawa to to, że ja chyba najlepiej wypoczywam w domu :))) i serio nie wyobrażam sobie 14 dni poza nim :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stereotypy... jak cos raz siedzi w glowie, to trudno sie tego pozbyc. Moj maz np. choc oglada telewizje, jest zdania, ze w Turcji wszyscy sa szalenie wierzacy i konserwatywnie ubrani. Zadne tlumaczenia nie pomagaja- on wie swoje...
      Twoja ciocia :D Te ciocie z kompleksami najszybciej zapominaja wlasnego jezyka :D
      Moja tesciowa ma tak jak ty - najchetniej by sie z domu nie ruszala - czuje sie w nim fantastycznie. Jej maz sam zwiedzal swiat... :D

      Usuń