Donnerstag, 6. Juni 2013

Kolonia


Wybraly sie sojki do Kolonii...
bez planu, za to z wielkimi oczekiwaniami.
Wspaniale miasto, duzo kultury, plenery, kafejki...
Tyle mozliwosci. Cudowny dzien nas czeka!

A wyszło tak:



Siostra moja meczy, zeby sie wybrac do wielkiego miasta. Ja przyklaskuje, ze super, moze z dziecmi do teatru pojdziemy, albo sie inaczej ukulturalnimy. No to jedziemy!
Ma byc tanio, wiec kupujemy bilet weekendowy - 42 euro. W cenie jednego biletu moze podrozowac 5 doroslych osob po calych Niemczech przez caly Bozy dzien. Tylko Intercity odpada. Oznacza to dluzsza podroz. Ale coz to dla nas. Bedzie wesolo :D
Plecaki dzieci wypchane po brzegi rozmaitymi rozrywkami, torby rodzicielek zapelnione ubraniami na kazda pogode, tudziez walowka conajmniej na tydzien czasu. W droge!

Wsiadamy do pociagu, a dzieci - jak psy spuszczone ze smyczy - fruuu w poszukiwaniu wolnej czworki!
Nie ma! Kazdy siedzi, jak mu pasuje. A najczesciej pasuje samotnie, bez towarzyszy podrozy. Lub z jednym towarzyszem na czterech miejscach... Dzieci robia sie niespokojne. "Nie ma!", rycza tak dobitnie, ze chyba caly wagon slyszy... Japonskim turystom zal sie dzieci robi - poprzesiadali sie, zwolnili czworeczke. My dziekujemy, oni sie usmiechaja... i tak w kolko - klaniamy sie sobie nawzajem :D

Podroz mija szybko. Wysiadamy na dworcu glownym. Wita nas ogromna, przeogromna katedra, ktora wzbudza respekt swoimi rozmiarami. Trzeba przystanac, zeby przetrawic pierwsze wrazenie. Niesamowite, magnetyzujace... I wnetrze... az trudno uwierzyc... smukla, lekka, oszklona z kazdej strony, z dusza...
To strawa dla mnie.

Wychodzimy przed katedre, a na placu co rusz kreca sie panny/kawalerowie na wydaniu. Slawetne wieczory panienskie w wielkim miescie. Znacie? Panna mloda z welonem, cala reszta w szacie jednakowej. Sprzedaja jakies pierdolki przechodniom, probuja zarobic na ... sama nie wiem na co. Faktem jest, ze nagabuja, zeby sprzedac. W naszym przypadku - lizaki. Cena: Co łaska... Moja siostra przerabia akurat takie imprezy ze swoimi przyjaciolkami, wiec - pelna wspolczucia - kupuje dwa lizaki, rozmieniajac tym samym pieniadze.


Teraz kolej na mlodociane. Ma byc opera dla dzieci "Czarodziejski flet" - skrocona, ze smiesznymi dialogami. Az mi serce szybciej bije. Natychmiast udajemy sie metrem na spektakl... i czujemy sie jak Pawlaki w Nowym Jorku :D Stajemy na stacji metra przed automatem biletowym i ... nie wiemy co robic! A mialam o sobie mniemanie osoby rozgarnietej... W Rzymie dalam sobie rade, w Paryzu, we Wiedniu, a w Kolonii stoje jak ten baran i po prostu nie wiem, co robic...  Roznica jest taka, ze dotychczas mialam bilety turystyczne - calodzienne. Teraz chce zaplacic pojednycza jazde... Co tu nacisnac? Jaka strefa? Bilet powrotny? Czy to w ogole TEN automat? Jak zaplacic? Aparat przyjmuje tylko monety. Nie mamy!!! Tzn. moja siostra ma - panna mloda jest rozmienila! (dobro powraca?) A ja... place w ostatniej chwili karta... Metro wjezdza. Dzieci - znowu jak psy spuszczone ze smyczy - bija sie o miejsca PRZY OKNIE... ;o)

Potem sie okazuje, ze metro bylo w cenie biletu weekendowego.... :D



Przyjezdzamy do opery. Konsternacja. Bilety trzeba bylo zarezerwowac lub kupic wczesniej... 7 osob nie odebralo. Moze jeszcze bedzie mozna kupic te bilety na ostatnia chwile, jak sie potencjalni wlasciciele nie pojawia? Czekamy wiec i modlimy sie, zeby nie przyszli. Wyliczamy, ze akurat starczy, bo przed nami czekaja tylko 3 osoby. Stoimy, stoimy, patrzymy wilkiem na kazda wchodzaca osobe ;o) Pojawia sie odstawione starsze malzenstwo z mala dziewczynka, zapewne z wnuczka. Podobno dzwonili po bilety. Wczoraj wieczorem. Nikt sie nie zglosil, wiec nagrali sie na sekretarke. Pewni swego, ządaja wydania biletow. Przyjechali z dosc daleka. Tak jak my zreszta... Kasjerka odmawia... nagranie na sekretarke to nie rezerwacja. AWANTURA.
Cisnienie podnosi sie nam wszystkim. Zeby czasem nikt sie do kolejki nie wepchal. Zeby nie pojawili sie wlasciciele biletow. Zeby dostac sie na opere...
Pani kasjerka liczy nas jeszcze raz... i tu pewien pan zglasza dodatkowo swoje hmmm... prawa do ew. nieodebranych biletow - podobno przyszedl wczesniej od nas i kasjerka go widziala... Przedstawienie zacznie sie lada chwila. Wszyscy przed nami wchodza. My odchodzimy z kwitkiem... Brak biletow...

Pocieszamy sie, jak mozemy, w muzeum czekolady...






Przez miasto jedziemy atrakcja turystyczna - wagonikami ustylizowanymi na pociag, ciagnietymi przez traktor.
Musimy zdazyc na pociag o 19:00. A tymczasem nasz traktor wiezie nas niemalze po calej Kolonii, kluczy miedzy uliczkami, zawraca, z glosnikow snuje sie opowiesc o szalenie ciekawych miejscach i zabytkach. Nikt nie slucha. Kazdy ma juz dosc i chce juz wysiasc pod katedra. Ooo! zaraz bedzie! ufff... Zdazymy jeszcze na zakupy... albo i nie... Traktor niewzruszenie jedzie dalej, ma bowiem tyle do pokazania turystom! W desperacji planujemy wyskok z wagoniku na jakichs swiatlach. Probujemy zapamietac sobie nasze polozenie. Po kilku rundkach stwierdzamy, ze nie mamy pojecia, gdzie jestesmy! Pelne rezygnacji siedziemy z nosami przy szybach i mamy nadzieje, ze wycieczka zaraz sie skonczy.

Skonczyla sie. Zostalo cale pol godziny na zakupy. Haha!
Biegniemy, zeby przynajmniej zobaczyc, jakie cuda tu maja... Zara. To akurat zadne cudo, ale Sara drze sie: "Mamaaaa! Idziemy do Zary!!!" A niech tam. Na pocieche po tak spalonym dniu, pozwalam Sarze na wybranie sobie czegos. Oto jej wybor:


Laura podchwytuje pomysl - tez chce sama wybrac. I ryk: "Bo ona ma dwie rzeczyyyyyy!!!! Bo ona dostanie, a jaaaa?" Tez dostala - szybki wybor na wariackich papierach. Wazne, zeby kupic COKOLWIEK ;o) A potem te zadowolone miny. Ida pasazem dumne, jakby conajmniej zakupy w Diorze zrobily :D

Podsumowujac:
Swietnie bywilysmy sie w swoim towarzystwie. Ale poza tym prawie nic w tej slawnej Kolonii nie widzialysmy. Tylko pieniadze wydalysmy... Ja - dosc rozczarowana. Dzieci - nie wiedziec czemu - zachwycone... ;o)

Kommentare:

  1. Kolonia to piękne miasto. Byłam tam zaraz po ślubie. Jeździlismy po Niemczech w ramach podróży poślubnej. Katedra wywarła na mnie duże wrażenie.
    W następnym roku wybieram się do Niemiec. Mam tam szwagra.
    A Sara widać, że świetnie się bawiła.

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Ja tez juz bylam wczesniej w Kolonii - i pol biedy, bo bym byla chyba niepocieszona :D
      A gdzie szwagier mieszka?

      Löschen
  2. hehe Czy Tynie wiesz, że zawsze tak jest? Im więcej kasy wydasz, tym mniej zwiedzisz i mniej zadowolona wracasz :D Bo zawsze ma się wrażenie, że skoro płacę, to w zamian muszę być happy ;P hehe, ale dzieciakom się podobało - to najważniejsze :) Buziaki! :*

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Mi juz nawet chyba nie chodzi o te pieniadze, tylko o to, ze czuje sie, jakbym zmarnowala dzien. Bo jechalysmy w sumie ok. 6 godzin!
      Oprocz kilku minut w katedrze oraz godziny w muzeum czekolady nie widzialysmy praktycznie nic....
      Mysle, ze nastepna wyprawe lepiej przemyslimy ;o)

      Löschen
  3. No nie źle, świetną miałyście wycieczkę:) A dzieci zadowolone, to widać, bo one nie mają takich oczekiwań jak my dorośli. Wybór Sary bardzo mi się podoba, zwłaszcza spódniczka - śliczna:) No i stylizacja domowa:) od razu widać w niej dziecięcą rękę - u nas domowe stylizacje wyglądają podobnie:)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. I pol biedy, ze dzieci nie mialy oczekiwan! :D One sie swietnie bawily, bo byly razem...
      Mi tez spodniczka sie bardzo podoba - typowo dziewczeca, dziecieca, nieskomplikowana :)

      Löschen
  4. Tak jakoś mi sie to skojarzyło z naszym ostantnim wypadem do Karpacza.Od początku było wszystko na nie:to marudząca Madzia,to coś stukało w aucie,to miałam tylko karte a bankomatu nie mogliśmy znaleść :( ale ogólnie krótka wycieczka była miła:) ach najważniejsze,ze dziewczyny jednak były zadowolone!No i super Cie widzieć na zdjęciach

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. haha! Nasza wycieczka tez w sumie byla mila - wesolo nam razem bylo :D Tylko to rozczarowane, ze tyle sie tluklysmy pociagami i nic nie zobaczylysmy....

      Löschen
  5. Byłam w Kolonii około dziesięć lat temu, też pamiętam tylko katedrę i coś jakby duży rynek, przy którym piliśmy w ogródku kawę. Tramwaje (?) też mi przebłyskują. W tym roku we wrześniu odwiedzimy ponownie to miasto, tym razem z dziećmi. Nie omieszkam ich zabrać do muzeum czekolady :-) To Ty czy siostra na tych zdjęciach z Sarą?

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Te tramwaje, to wlasnie metro, ktore sie wynurza na powierzchnie poza centrum ;o) Muzeum czekolady, to chyba najwazniejsza atrakcja dla dzieci :D
      Na zdjeciu portretowym (pod koniec) jestem ja. Na poczatku - z myszka Miki - jest moja siostra.

      Löschen
  6. Takie wyjazdy, gdy wszystko idzie pod prąd, mają czasem swój urok, bo czasem robimy to czego byśmy normalnie nie zrobili np. szybkie zakupy w zarze albo muzeum czekolady :P i wiesz co Kolonia - Kolonią, opera-operą, zara-zarą, a i tak te dwa ostatnie zdjęcia najcenniejsze i najsłodsze i taka Sara też bardzo mi się podoba. U nas też takie imprezki dla lalek i miśków często są grane :) do tego jeszcze moja Córcia sama dla nich najpierw gotuje w swojej kuchni :P buziaki ;*

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Pewnie masz racje :D
      Ja rowniez cenie te bale lalek i wszystkie inne pomysly mojej corki. Bo widze, ze mysli, ze sie bawi, ze jest dzieckiem...

      Löschen
  7. Aż wstyd przyznać,ale tyle razy byłam koło Kolonii i ani razu nie wpadłam zwiedzić. Trzeba to nadrobić następnym razem. A ja mam takie pytanko. W jakim języku Sara rozmawia ze swoją kuzynką? :)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Koniecznie! :D
      Sara rozmawia z kuzynka po niemiecku. Bo Laura bardzo kaleczy po polsku. I chyba tez dlatego, ze zarowno ona, jak i Sara czuja sie bardziej Niemkami...

      Löschen
  8. Genialna wycieczka:-) Takie nie zaplanowane czasem są fajniejsze niż te planowane:-) Sara wygląda genialnie! Bardzo wpadł mi w oko zarówno płaszczyka jak i sukienka bombka...zresztą balerinki pasują idealnie - gratulacje dla jak zawsze uśmiechniętej mamy! Pozdrawiam

    AntwortenLöschen