poniedziałek, 17 czerwca 2013

Czas scisle limitowany

bluzka: Bonpoint; spodnie: Lands´ End; buty: Vertbaudet; torba: Cyrillus


Milo czasami poczytac na blogach o domu jak z bajki. Gdzie mama piecze ciasto i ma zawsze czas dla swoich dzieci, a tata nauczy lowic ryby i zbuduje domek dla lalek. Gdzie sa madre rozmowy, gdzie sie siebie nawzajem slucha... Gdzie nie ma trosk materialnych...
Jeszcze piekniej wiedziec, ze w takich domach rosna wspaniale, pewne siebie dzieci, ktore wiedza, ile sa warte, bo rodzice kochaja, bo poswiecaja czas...

I zal sie rodzi, jesli samemu sie tego nie doswiadczylo...
Moze nawet zazdrosc, uczucie niedowierzania...

U nas czas byl artykulem limitowanym.
Mama biegnaca z jednej pracy do drugiej, zatroskana o chleb powszedni, o to, zebysmy sie wstydzic nie musieli...
Tata zajety swoimi sprawami...
I nasza trojka.




I setki innych domow, w ktorych tego czasu dla dzieci brakowalo...
Roznie bywalo...
Dzieci z kluczem na szyi. Dzieci wiecznie same.
Dzieci wychowywane przez telewizor, komputer. Dzieci obsypywane prezentami, zeby uciszyc wyrzuty sumienia rodzicow. Dzieci proszace sie o uwage rodzicow. Dzieci odrzucane, lekcewazone, zawstydzane. Dzieci zbuntowane. Dzieci trudne. Dzieci, ktore przegraly swoje zycie...

Nasza trojka nie podzielila losu wielu. Bo mama byla, ktora mimo braku czasu, ten czas jakby wyczarowywala...
Bo miala sily i checi, zeby nam spiewac wieczorem.
Miala czas, zeby chodzic z nami po polach i lasach, kiedy akurat otworzylo sie okienko czasowe...
Bo jej sie chcialo. Bo walczyla dla nas.

I wsciekla jestem na rodzicow, ktorzy twierdza, ze czasu nie maja.
Bo zarabiac trzeba. Bo obowiazkow tyle. Bo zawsze cos wazniejszego.
Bo dziecko poczeka...
Wsciekla jestem, bo rodzicom tym jakby wszystko jedno. Bo im sie wydaje, ze dziecko samo sie wychowa i ruszy na podboj swiata. Bo nie chca zrozumiec, jaka krzywde dzieciom wyrzadza, tego glupiego czasu zalujac.
Wsciekla jestem na rodzicow, ktorzy czasu nie zainwestowawszy, maja czelnosc swoje dzieci krytykowac i karac za cos, czego nigdy nauczyli...

I dlatego moj dzien powszedni jest walka. Przeciwko zmeczeniu, obowiazkom, waznym sprawom...
Walcze, zeby znalezc ten czas, ktory sie mojej corce nalezy. Dziele dobe miedzy prace pelnoetatowa, moje dziecko oraz sen przebiegly. I na glowie staje, zeby wiedziala, ze ja dla niej wszystko, ze nie ma drugiej takiej, ze jest wspaniala... I walcze tak codziennie - dla siebie i dla niej. Bo coraz mniej tego czasu, bo ona coraz starsza... Bo jak nie teraz, to kiedy?













36 komentarzy:

  1. pięknie Agnieszko napisałaś.
    Mój dzień też jest taką walką. Nieustanną. Teraz jest mi trochę łatwiej bo wrócił mąż i z nami już jest. Ale ostatnie dwa lata widzieliśmy się tylko w weekendy, a ja ledwo dawałam radę i sama nie wiem jak mi się to udawało.
    I mimo braku czasu fajnie go z Mercią spędzamy, sporo jej organizuję atrakcji różnorakich, spotkać z przyjaciółmi często u nas w domu co łączy się z dodatkowymi obowiązkami.
    Wiem, że to wszystko jest dla niej i dla nas i jest bezcenne.
    A TY jesteś wspaniałą, mądrą mamą i po Sarze widać radość, spokój i dojrzałość.
    Całuski dla Was wspaniałe dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dzisiejszych czasach to chyba wiekszosc z nas musi walczyc. Bo jak sprostac obowiazkom w pracy, w domu i znalezc czas na "glupoty" z dzieckiem...? Nie kazdy ma ochote i sily...
      I ciesze sie, ze maz Twoj wrocil i masz to wsparcie. Bo taka walka w pojedynke niezwykle trudna jest. Widze, jak mojej siostrze latwo, bo cala rodzina sie angazuje w spedzanie czasu z jej corka - babcie, dziadek, ciocie, tata... A u mnie ta walka... :*

      Usuń
  2. U mnie walka taka jak u Ciebie, odkąd Kaja się urodziła mieszkamy sami (dużo wcześniej też), a najbliższa rodzina zbyt daleko by mieć ich na co dzień. Choć ja pracuję na pół etatu to czas i tak mocno skurczony, bo praca wymaga ode mnie przygotowania się w domu, u Ciebie pewnie też jest podobnie. Wiec ja po nocach nadrabiam obowiązki, żeby za dnia mieć czas dla K. I nie zawsze jest to coś specjalnego, zorganizowanego, to po prostu czas tylko z nią i tylko dla niej.
    Ja co prawda widzę też trochę plusów wynikających z takiej sytuacji, ale minus ogromny jest taki, że jestem ja lub mąż, i nikt inny na kogo można by liczyć w jakiejś kryzysowej sytuacji. U Was sytuacja chyba nieco inna, bo o ile pamiętam babcie macie obok siebie, a właściwie jej nie macie. To chyba jest jeszcze trudniejsze niż mieć kogoś bliskiego - pomocnego na odległość. Życzę Ci siły w tej walce, bo to jakim człowiekiem będzie Sara będzie najlepszą nagroda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie mamy ta babcie. Ale co mi po niej, skoro swiety spokoj jest dla niej najwazniejszy. A przeciez nie chodzi mi o to, zeby mi dziecko wychowywala, tylko zeby sie czasami z Sara pobawila, wyszla na spacer... a nie tylko ochrzaniala, ze za glosno, ze balagan robi... Juz wolalabym mieszkac sama i nie widywac tego dzien po dniu... Serce krwawi, jak sie widzi, ze Sara ciagle probuje i ze zawsze te same wymowki slyszy...
      Tobie tez nie jest latwo... ja tez po nocach siedze... Wlasnie sie mialam pytac, czemu nie spisz... :*

      Usuń
  3. trafnie to ujelas-od siebie tylko dodam ze przedewszystkim liczy sie jakosc czasu spedzanego z dzieckiem, a nie ilosc. Pracujac na pelen etat i zajmujac sie praktycznie sama domem zawsze mialam wyrzuty sumienia ze "okradam" swoja corcie z naleznego jej czasu-az do momentu gdy pani psycholog na badaniu dojrzalosci do szkoly stwierdzila ze widac ze dziecku poswiecane jest bardzo duzo czasu. Jak to ??? Jakim cudem??? Przeciez spedzam z nia go tak nie wiele, podczas drogi do przedszkola lub z powrotem, w domu pomiedzy obowiazkami....Ale te dwie , trzy godziny dziennie byl tylko dla niej, troche malo ale za to bardzo intesywnie....dzis widze ze to bardzo zaprocentowalo, mam nastolatke w domu, z ktora pomimo trudnego wieku mamy swietny kontakt i mam nadzieje ze juz tak zostanie rowniez w przyszlosci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie ta mysl kolatala mi sie po glowie i dokolatac sie nie mogla ;o) U nas bylo pododnie na badaniu dojrzalosci do szkoly. Pani zadala pytanie, czy Sara ma starsze rodzenstwo, bo widac, ze czas sie jej poswieca... A ja nie wiedzialam, co odpowiedziec, bo ani rodzenstwa nie ma, ani czasu nikt z nia nie spedza za duzo.... :D

      Usuń
  4. wielu zapomina, że poza zapewnieniem podstawowych potrzeb do życia, należy dać dziecku czas, serce, miłość i zainteresowanie.

    i to bez względu na wiek, nastolatek, też potrzebuje uwagi.
    mi jej nigdy nie zabrakło ze strony moich rodziców i chcę to samo dać córkom.
    zadanie mam narazie o tyle łatwe, że jestem pełnoetatową mamą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie.... a ile jest osob ktore chca miec dziecko, i maja, a potem sie dziwia, ze trzeba poswiecic mu czas....

      Usuń
  5. Wiesz co... to jest chyba dylemat bardzo wielu myślących ludzi... Ja świadomie zrezygnowałam na tę chwilę z potężnych możliwości rozwojowych i finansowych jakie daje mój zawód i pokaźny dorobek jaki mam (nie chce się chwalić ale to po prostu fakt). Bardzo ograniczyłam się zawodowo do pewnego minimum, uprawiam obecnie wycinek tego czym się kiedyś zajmowałam przed urodzeniem dziecka. To świadomy wybór i decyzja, bo inaczej moje dziecko miałoby matkę góra na godzinę w domu, jak i nie gorzej. Ciągle walczę z pokusą (głownie z powodów finansowych) stawiania bardziej na siebie i powrotu do poprzedniego życia. Nie znaczy to, że to jakieś moje wielkie poświęcenie. Raczej zbyt racjonalne myślenie. Wole jednak być z dzieckiem więcej i pełniej. Jestem córką matki pracującej i robiącej karierę, znam aż za dobrze cenę takiego wyboru. Nie powtarzam tej drogi, choć nie przeczę że kij ma 2 końce. Bo rezygnacja (choćby chwilowa z tzw. kariery) to spadek poziomu życia... nie da się zaprzeczyć. Ja od pewnego etapu (od 12-13 roku zycia) dorastałam w dość stabilnym finansowo domu, a nawet dośc zamożnym, co było skutkiem takiej a nie innej drogi moich rodziców i tego, że się w tamtym czasie w końcu wybili, zwłaszcza mama ... ale kij ma dwa końce... i ciężko wyważyć...zresztą to nie miejsce na takie oceny. Ja robię inaczej. Może nie dam mojemu dziecku tyle w wymiarze materialnym, ale za to daje więcej siebie, niech to starczy za mój komentarz co do mojego dzieciństwa ... Ps. To nie jest tak, że się moi rodzice, zwłaszcza mama nie starali mieć czas i uwage dla nas, ale nie dawali rady i to jest jest niestety tak, że jak przejdziesz pewien poziom to choćbyś na głowie stanęła, wpadasz w taki korkociąg zależności i nakręcających się wzajemnie spraw i terminów, ze nie ma szansy aby znaleźć odpowiedni czas dla dziecka, choćby się bardzo tego chciało ... to bardzo skomplikowane, ale pradoksalnie mnie pomogło ustawić moje priorytety. Może robiłabym inaczej gdybym nie miała właśnie tych doświadczeń ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i fajnie, ze tak zdecydowalas :* A ja wlasnie z tego powodu zdecydowalam sie na zawod nauczyciela - zeby byc po poludniu w domu i miec czas dla dziecka. Ale rozumiem, jak sie ta cala maszyna nakreca, jak sie wpadnie w wir pracy. Obowiazki, zobowiazania, trudno odmowic tego czy tamtego, bo nie wypada, bo inni gadaja za plecami, bo ma sie ambicje.... I rozumiem ta pulapke. I dlatego sie ciesze, ze jest mi - mimo wszystko latwiej. I ciesze sie, ze takie mamy jak ty nie daja sie zlapac w ten wir. :*

      Usuń
  6. Zgadza się! Tak to jest! Dzięki także za impuls do przemyśleń nad swoja postawą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysl, mysl ;o) Fajnie, ze jestes :)))

      Usuń
  7. Nauczyciel na caly etat...podziwiam, ja tez nauczam, ale aktualnie tylko kilka godzin w tyg. Maz ma taka prace, ze ciezko byloby logistycznie wszystko zgrac ;)Licze, ze jak dziecko, ew. dzieci podrosna, to wtedy bede sie spelniac zawodowo.

    A jak dlugo Sarah jest w przedszkolu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sara jest w przedszkolu do 16:00. Jak mam czas, to szybciej ja odbieram i mamy wiecej czasu dla siebie.
      A mi sie po prostu nie oplca pracowac na pol etatu, bo w efekcie spedzalabym tyle samo czasu w szkole (zastepstwa), a dostawala mniejsze wynagrodzenie. Taki zwariowany swiat... ;o)

      Usuń
    2. No tak, to rzeczywiscie nie mialoby sensu. Ja mam tyle dobrego, ze grafik ustalam praktycznie sama (w jaki dzien i o ktorej)inaczej byloby kiepsko np. jak dziecie chore. A tak to jakos sklecamy z mezem ten czas tak, by i ja i on przebywal jak najwiecej z dzieckiem.

      Usuń
  8. Mogę śmiało się podpisać pod komentarzem Anny S. to jest bardzo złożony temat.
    Dodam jeszcze, że są i tacy rodzice którzy po prostu nie potrafią, nie umieją nie mają podejścia do dzieci i wzorców u swoich rodziców nie potrafią też zatrzymać się i znaleźć pomocy.
    Moja mam często mi tłumaczyła, że ona nie umiała inaczej, że było jej bardzo ciężko i że robiła tyle na ile ją było stać. Więc dzisiaj pomimo, że pewne rzeczy nie były mi dane w dzieciństwie to i tak mam do niej szacunek i podziw, ale pewne rzeczy muszę dzisiaj naprawiać już sama.
    Ja też Cię podziwiam Agnieszko, że jesteś tak dobrze zorganizowana i znasz swoje priorytety i jeszcze bloga fajnego prowadzisz!!!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki :* Wiesz, ja tez potrafie wiele zrozumiec. Bo wiekszosc ludzi nie z lenistwa taka jest, tylko ze swojego wlasnego smutnego dziecinstwa.... Jak ktos nigdy nie bawil sie z tata, to jako osoba dorosla tez nie bedzie potrafil bawic sie ze swoim dzieckiem. Albo ta zabawa bedzie taka wlasnie walka z samym soba - zeby sie przemoc, zeby sie wysilic dla dziecka, choc wlasciwie nie czuje sie klimatu...
      I zal mi takich ludzi, ktorzy nie czuja potrzeby spedzenia czasu z wlasnymi dziecmi. Bo sa to ludzie okaleczeni emocjonalnie, ktorzy w glebi duszy pozostali zranionymi dziecmi, ktore nie sa wstanie przejac odpowiedzialnosci za inne (swoje!) dzieci. I wlasciwie jednym wyjsciem dla nich bylaby terapia - zeby pomoc sobie i wlasnej rodzinie. Tylko ze malo ktore zranione dorosle-dziecko potrafi przed soba przyznac, ze potrzebuje obcej pomocy....

      Usuń
  9. Ja pracuje na 1/2 etatu nie dlatego że chciałam, niestety po powrocie z macierzyńskiego nie było dla mnie całego etatu. Przez to mam więcej czasu dla małej i bardzo się z tego cieszę :D Od września będzie już zdecydowanie inaczej :D
    Ja w dzieciństwie miałam to szczęście, że rodzice mieli czas i chcieli go spędzać z nami. i mam fajne wspomnienia z tego okresu :D
    Ale znam ludzi dużo młodszych od siebie, którzy zajmują się dzieckiem tylko w weekendy i to nie zawsze. A mała cieszy się bardziej z widoku niani niż mamy, rozmawiając z nimi mam wrażenie, że im dziecko przeszkadza i jest przysłowiową 'kulą u nogi" więc wolą je podrzucać niż dać coś z siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam taką nianią ( 2 razy ), nianią u bogatych rodziców - spedzalam z dziecmi więcej czasu niż ich rodzice - a jak dziewczynki miały sekrety czy problemy to radziły sie mnie - opiekunki a nie mamy - SZOK!

      Usuń
  10. cudne zdjęcia i cudna modelka! :)

    pozdrawiam :)
    http://islandofflove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Racja...racja....czasami bywa hardcorowo :-)
    My także nie mamy tutaj nikogo prócz siebie - nikogo kto zostanie z małą...kto przyprowadzi ją z przedszkola, jak mama czasem nie moze :( I mimo, ze spedzam z nią praktycznie całe dnie....jak zajme sie czyms dłużej niz ze 2 godz ( chocby przy aukcjach) i zbywam Małą na ten czas - wieczorem mam wyrzuty sumienia, ze nie poświęcilam jej tych 2 dodatkowych godzin - wtedy przychodzi myśl "halo...niektore kobiety pracują i musza opuścic swoją pociechę na 8 godz wiec i Ty nie szalej....nic jej nie bedzie jak zrobisz sobie od niej przerwe na te 2 godz...a niech włączy komputer, bajke obejrzy czy w grę pogra":-)
    W koncu ileż można się bawić w teatrzyki, pisac literki, malowac kolorowanki, spacerowac i biegac po placach zabaw - mama też jest ważna! Teraz już mam układ z Tatą, że jak on wraca z pracy - odpoczywa ( szybko) i zaczyna sie jego czas bycia rodzicem a mama ma wolne - nie idzie z nimi na plac zabaw, nie puszcza z nimi baniek.....po prostu odpoczywa - i teraz jest OK! :-)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczesliwa mama, to szczesliwe dziecko :)
      Siedzialam z dzieckiem w domu prawie 4 lata dzien w dzien tylko my dwoje. Czy bylo to takie dobre dla nas obojga jestem w stanie polemizowac ;) teraz wychodze z domu na 3-4 godziny, odrywam sie troche od wszystkiego, wracam i od razu inaczej patrze na dziecko, na nas...a dla dziecka to tez cos 'innego' jak jest z tata, a nie ciagle z mama :p jeszcze lepiej byloby jakby w poblizu byla babcia, no ale trzeba dawac rade i umiec sie odnalezc w kazdej sytuacji.

      Usuń
  12. Ach ja właśnie z tego domu gdzie praktycznie sami na siebie byliśmy,mama pracowała na 3 zmiany a wolny czas to jakoś nie pamiętam abyśmy wspólnie spędzali...czas z Madzią spędzam non stop i czasem w ciągu dania potrzebuje choc chwili dla siebie i dziekuje ze wtedy ze potrafi sie soba sama zajac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha! Ja tez cenie chwile, kiedy Sara potrafi sie soba zajac. U nas to kwestia wycwiczenia i koniecznosci: Nie jestem w stanie sie ciagle nia zajmowac, wiec nauczyla sie bawic sama.

      Usuń
  13. Czasowe dylematy to ja mam od pewnego czasu, ale już powoli się to zmienia. Zwalniam delikatnie tempo. Dla dziecka natomiast czas musi zawsze się znaleźć , oby tylko był odpowiednio zagospodarowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie - bo nie chcodzi tylko o czas, ale o to, co sie z nim robi :*

      Usuń
  14. pieknie napisane, ale to temat rzeka ... a czas ucieka .... i nigdy go nie cofniemy .... co stracimy, przoczymy już nie wróci ... a nasze dzieci sa coraz większe i większe i modlę się tylko o dobre relacje i o przyjaźń miedzy nami kiedy bedą nastolatkami. Marzy mi się byc zawsze dla nich ich "ukochaną mamcią" ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mowia - jak sobie poscielesz, tak sie wyspisz...
      Mam w szkole dzieci zbuntowane, przegrane... a rodzice nie potrafia przyjac do wiadomosci, ze sa temu nieszczesciu winni... Nie poswiecaja dziecku czasu, nie biora go na powaznie, nie chwala... a potem sie dziwia, ze dziecko nie jest takie, jak sobie to wymarzyli...
      Mi tez sie marzy.... :*

      Usuń
  15. Siedzę z dziećmi w domu już chyba 4 rok. Jest mi ciężko, bo jeszcze co najmniej jeden mnie czeka. Ciężko nie sfiksować. Czasem człowiek chciałby się ubrać i wyjść do ludzi. Mąż wraca z pracy po 16, dzieci kąpiemy już o 18. Tyle dobrze, że te wieczory mamy dla siebie, o ile akurat jakieś zęby nie idą, albo koszmary nocne już od zaśnięcia.
    Wstaję rano i napędzają mnie uśmiechy młodszej. Starsza ma ciężki okres. Płacze, bunty, wymuszania. Młodsza marudzi, jak nie może przewisieć dnia na mamy rękach.
    Ale pamiętam mój dom - rodzice pracowali w domu. Mama była 24/h. Zawsze do naszej dyspozycji. Wspólne posiłki, bo taniej, niż jakby każdy miał coś z lodówki wyciągnąć. Kompoty na zimę, krochmalona pościel.
    Taki obraz mam w głowie i do takiego zmierzam, taki chcę widzieć w moich ścianach :) Z mamą powierzane sekrety, spacery, domówki z przyjaciółki, a rodzice w centrum uwagi.
    Takie relacje chcę zbudować z dziećmi. Różnie wychodzi. Czasem myślę, że jesteśmy z mężem za młodzi i za głupi. Rozmawiamy ze sobą w szczeniacki sposób i dzieci to słyszą. Ale potrafimy to dostrzec i pracujemy nad sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz wspanialy wzor, wiec na pewno z czasem bedzie tak, jak sobie to wymarzylas. Poki dzieci sa male, jest trudno wszystko ogarnac. Ale dzieci beda rosly, wy troche poddoroslejecie, zmienisz sposob widzenia na swiat i ogarniesz wszystko - tak jak to u Ciebie w domu rodzinnym bylo. Wszystko to kwestia czasu i dobrych checi :*

      Usuń
  16. Hej, wpadlam na Twoj blog poprzez Twoj udzial w serii o przedszkolach i odtad zagladam tu regularnie. Podobaja mi sie Twoje posty. Duzo w nich bliskiej mi refleksji nad tym co najwazniejsze w wychowywaniu dziecka. Poza tym tez mieszkam w Niemczech i tez jestem nauczycielka, wiec znane mi jest to o czym piszesz obserwujac otoczenie. Choc rzadko komentuje blogi, ktore czytam, chce dzis zostawic tutaj slad po sobie mowiac DZIEKUJE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoj komentarz duzo dla mnie znaczy. Pojawil sie we wlasciwym momencie, kiedy wpadlam w zadume nad tym moim blogowaniem. Dlatego ja Tobie dziekuje za to, ze sie odezwalas :*
      A mozna wiedziec czego uczysz?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  17. Pięknie kochana napisałas..ja co prawda miałam mamę 24 h i poświęcała nam tyle czasu, uwagi i oczywiscie miłości że dzisiaj oddaję to co dostałam z nawiazką...choć chyba nie o czas tu chodzi...mozna go mieć bardzo dużo...a i tak dziecku nie poswięcić go wcale... i na odwrót... Ja mając 3 dzieci i mnóstwo obowiazków sama się chwilami dziwię ze daję radę...ale na miłośc i zabawę z dzicmi znajduję go zawsze! choćbym padała na kolana...:) ach ta miłość...Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrazenie, ze im mniej mam czasu - obiektywnie rzecz biorac- tym efektywniej go spedzam. A jak mam go duzo, to jakos tak mi sie rozlazi... :***

      Usuń
  18. Trafione w samo sedno! dokładnie tak jest...Buziak

    OdpowiedzUsuń