środa, 29 maja 2013

Jak to mama wyladowala nad Mozela...


Kiedy 13 lat temu wysiadalam z autobusu linii Polska-Niemcy, przywital mnie zimny, jesienny poranek. Stalam obladowana torbami na dworcu autobusowym w obcym kraju, z wstydliwa znajomoscia niemieckiego, bez adresu, bez pewnosci, ze ktos mnie odbierze...
Zimno bylo okrutnie. Ale stalam twardo tam, gdzie mnie autobus zostawil, co by przypadkiem nie przegapic mojej niemieckiej "mamy". I wtedy sie pojawila: Kiepsko ubrana, z dlugimi czarnymi wlosami, ciemna karnacja, garbatym nosem. "Moj Boze! Trafilam do Turkow!" Uczucie paniki i dobra mina do zlej gry. Przyjechalam do Niemiec zdesperowana i gotowa prawie na wszystko, zeby tylko nauczyc sie jezyka. No ale u Turkow? Czego ja sie naucze u tych ludzi?



Rada-nierada wsiadlam do auta i modlilam sie, zeby droga nie skonczyla sie w jakims tureckim burdelu. Patrzac spode lba na moja gospodynie, spodziewalam sie wszystkiego. Choc dosc to irracjonalnie, bo przeciez jechalam z firmy aupairskiej. :D

I z tymi myslami kolatajacymi mi sie po glowie jechalam po raz pierwszy dolina rzeki Mozeli (Mosel). "Tylko nie myslec negatywnie... na pewno bedzie dobrze..." Pocieszalam sama siebie. Zeby zajac mysli, skupilam sie na studiowaniu okolicy.

Jak tylko wjechalysmy w dolinie, przekroczylysmy jakby granice innego swiata - niczym dzunglii amazonskiej. Gory po prawej i po lewej, po srodku dosc pokazna rzeka. Wszedzie zielono, gdzie okiem siegnac.
Tu i owdzie male, tradycyjne miasteczka wcisniete w zbocza gor... i te zamki spogladajce dumnie ze strategicznych wzniesien gorskich. Ciagle towarzyszace uczucie, ze "ta woda to sie chyba zaraz wyleje" ;o)

Moj nowy dom. Cudowny!

Nie przypuszczalam wtedy, ze zostane w tym raju az tak dlugo. Przeciez chcialam szybko wrocic, zamieszkac w Krakowie... Co tu po mnie?
Juz wiecie, ze los chcial inaczej, bo oto pojawil sie On.














Spedzajac cale dni w barze mojej rodziny (nie-tureckiej!), zabawialam rozmowa kogo popadlo - byleby czas zlecial i jezyk sie poprawil. ;o) Raz w tygodniu pojawial sie mily pan w wieku przedrentalnym. Dobrze ubrany, mily, wesoly. Gawedzilam z nim o pogodzie, sluchalam opowiesci o jego licznych podrozach po swiecie, wysluchiwalam pelnych westchnien historii o jego 28-letnim synu, ktory tak dlugo nikogo sobie nie znalazl...
Repertuar owego pana nie zmienial sie praktycznie wcale i co tydzien bylo mi sluchac tych samych historii. Pewnego wieczora stalo sie: Pelna knajpa, piwo sie leje, wszyscy dowcipni, wyluzowani i wtedy pada pytanie: "Jak tam twoj syn? Znalazl w koncu jakas panne?" "A gdzie tam!" Machnal zrezygnowany reka... "No to zobacz, masz tu fajna panne z Polski - czego jej brakuje? Na wesele sie zrzucimy, autokar do Polski wynajmiemy, buty slubne kupi sobie z napiwkow..." Salwa smiechu. Smieje sie i ja, bo widze, ze pan naprawde jest zmartwiony, ale podchwyca idee - dla zartu. Tego wieczora zbieram napiwki "na buty slubne", a ludzie nie zaluja. Przez kolejne tygodnie rozbudowujemy fabule mojego slubu z nieznajomym :D
Stali bywalcy znaja historie i pytaja regularnie o stan rzeczy. Wszyscy sie swietnie bawimy.
Az do czasu, gdy pewnego dnia w barze pojawia sie sam zainteresowany...
Gospodyni tyrpie mnie w bok "To on!" "he???" "Twoj narzeczony!" No i mosz... Obejrzalam go sobie z kazdej strony (niezly byl), zagadalam... siedzial do pierwszej w nocy przy piwie. Spac mi sie chcialo jak diabli, a ten nie chcial isc... Bynajmniej nie ze wzgledu na piwo ;o) Zeby go jakos wyprosic i troche dla zartu umowilam sie z nim. A to starszy pan bedzie mial mine, jak mu opowiem! :D
Mina byla bezcenna :D Nie chcial wierzyc...
Jeszcze dlugo, dlugo mu sie wydawalo, ze spotykam sie z jego synem dla zartu...
Reszte znacie. Dwa lata pozniej pobralismy sie w cudownej scenerii na sredniowiecznym zamku Cochem (ponizej). Weselisko w Polsce tez bylo. I nawet busa wynajelismy :D


 



49 komentarzy:

  1. Jak fajna ta Twoja historia :) ach gdybyś jednak wystraszyła się tej turki to nigdy byś nie poznała swego męża no i nie byłoby Sary :D
    U mnie było taak,ze się z moim poznaliśmy tydzień przed jego wyjazdem z torunia ale mimo to wytrzymaliśmy pół roku praktycznie w rozłące-jak się udało to mieliśmy siebie w weekendy!a potem wspólna decyzja o przeprowadzce i nic a nic nie żałuje tej decyzji-a mógł mojego nr nie zapamiętać...choć do tego ma super pamięć gorzej z tym co ja do niego mówie :P
    ściskamy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cos ty! Nie mialam nawet gdzie uciekac :D Musialam do nich jechac i miec nadzieje, ze wszystko bedzie dobrze :D
      Ale u was to jest historia - przeznaczenie! :*

      Usuń
  2. piękna historia. bardzo romantyczna.
    los to potrafi płatać figle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki :) Los naprawde jest przewrotny, bo tak naprawde powinnam byc u zupelnie innej rodziny, w zupelnie innym miejscu....

      Usuń
  3. Ach, ciekawie się Twoją historię czyta;) po latach to dopiero człowiek ma dystans i potrafi się z tego śmiać a mogło być różnie...a wyszło tak pięknie;) i znów piękny zamek i znów chciałoby się
    się go na żywo zobaczyć. Prawie pięć lat tu siedzę a tak mało miejsc zwiedziłam ale tak mnie tymi zamkami zauroczyłaś że mam już w planach wyruszyć z moją rodzinką na spotkanie zamku Eltz;)
    Dzięki za te polecenia ja mam w miarę blisko;)
    Zdjęcia piękne a Sara ślicznie wygląda w tych jasnych kolorach;)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie przyjedzcie "na zamki"! A moge zapytac, jak daleko macie?

      Usuń
    2. Dla mnie nie tak bardzo daleko ale dla innych to może być daleko;)
      Z uwagi, że do rodziny w Polsce mam 1200 km to w Wasze strony 200 km i w dodatku po niemieckich autostradach to zaledwie 2 godzinki;) a czasami te dwie godzinki można naprawdę zmarnować, więc od zwiedzania nie ma już odwołania;)
      Czekamy więc na ciepłą pogodę i ruszamy z powiatu Karlsruhe;)

      Usuń
    3. To naprawde niedaleko! Musze spojrzec na mape, czy to jeszcze RLP... bo nie wiem! :D

      Usuń
  4. Mamo Sary! Czytałam jak najlepszą książkę:) Piękna historia Ci się przydarzyła, i pięknie zakończona, super! A Sara wygląda pięknie w tych jasnych barwach, pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze Ci sie podobalo :D

      Usuń
  5. piękna ta wasza historia, aż łezka mi na końcu w oku stanęła :) Ja pamiętam jak poznałam mojego P. i przez rok czasu zarzekałam się że nigdy z nim nie będę, ale ten się tak starał, że w końcu zmieniłam zdanie i mamy już razem cudownych 11 lat za sobą :) a niedługo dołączy do nas kolejny mały cud :) pozdr i uwielbiam oglądać Twoje zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzil, chodzil i wychodzil :D Bardzo serdecznie wam gratuluje! :)))

      Usuń
  6. Ależ się zaczytalam w tej romantycznej historii....
    Będziecie mieli co opowiadać wnukom :)
    A i jak teścia znasz od podszewki, hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje- bedzie co opowiadac, bo historia warta sfilmowania :D
      A tesciowiu... okazalo sie, ze w barze pokazal juz niestety wszystko, co trzeba bylo o nim wiedziec - do konca opowiadal w kolko te same historie ;o)

      Usuń
  7. Fajna historia, piekne zdjecia i tez nabralam ochote na zamek Eltz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękna historia i świetne fotki.. faktycznie materiał idealny na film...jak będę w poblizu napewno zajadę! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znac, jak bedziesz w okolicy :D

      Usuń
  9. ale historia! jak z filmu :))) i na koniec jeszcze zdjęcie Sary .. jakby uwieńczenie tej pięknej bajki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. i w końcu ciekawość moja została zaspokojona :) chyba nie znam nikogo, kto najpierw poznał teścia ;D bardzo fajną macie historię :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie dla Ciebie ta historia, bo zyc mi nie dawalas! :D

      Usuń
    2. ja najpierw poznalam tesciow, oboje! ;) ale historia Agi ciekawsza ;)

      Usuń
  11. Historia prawie jak moja:) Tez stalam tak na dworcu,z tym ze pojawila sie mama z trojka o bialych niemal wlosach a holenderskiego nie znalam wcale:) Potem,ale juz na samym koncu,tez pojawil sie on choc zakladalam sobie ze z nikim sie nie wiaze.Wyjechalam,on zatelepal sie do Polski a potem znow do innego kraju ktory wybralam...
    Fajna ta wasza opowiesc.
    P.s.odnosnie dostepu do mojego bloga,o ktorym pisalas to mozna.Jak mi podeslesz adres emailowy:) Z tym
    Ze od razu mowie!To swojski,normalny blog,zaden o modzie,zadnych sensacyjnych tematow;nuda niemalze;) O taka nasza codziennosc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite! Nasze historie naprawde sa takie same :D Ja tez zakladalam, ze z nikim sie nie wiaze i pod koniec pobytu pojawil sie on. A potem jezdzil za mna, wydzwanial, nie dal o sobie zapomniec ;o)
      Chetnie skorzystam z dostepu i ciesze sie na poczytanie twojego "normalnego" bloga :))) Tylko nie wiem, na jaki adres pisac!
      Moj mail: wiosenka2@tlen.pl

      Usuń
    2. Wyslalam,zaprosilam (choc ostatnio brakuje mi czasu na bycie na biezaco...nawet na zostawienie komentarza przy nowych postach,ale czytam,czytam).Lepszy bylby gmail,bo inne potrafia wygasac ale najwyzej sie przypomnisz.Na wszelki wypadek moj email ewaa81@gmail.com

      Usuń
    3. Dzieki kochana :* Juz sie wprosilam do was i podziwiam, podziwiam... :)))

      Usuń
  12. Piękna historia! I jak pięknie opisana!

    Po angielsku jest takie powiedzenie "take for granted", które znaczy, że traktujemy to, co mamy bez należytego szacunku i zachwytu, jakby się nam należało. Tak właśnie można po latach przyzwyczaić się do posiadania wspaniałego męża. Takie posty, jak Twój przypominają, że znalezienie bratniej duszy jest cudem i w codziennej krzątaninie nie powinno się o tym zapominać :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękna historia i taka romantyczna :D

    A te widoki zapierają dech w piersiach :D

    Moja historia zaczyna się tak samo, tylko mnie wywiało do Londynu :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duzo nas.... :) No ale jak sie rozwija Twoja historia?

      Usuń
    2. Tak po krótce ja zostawiłam świeżo poznanego mężczyznę w Polsce, bo wyjazd był zaklepany dużo wcześniej, cztery miesiące później mnie zaskoczył- rzucił wszystko i przyjechał przebojów było po drodze, bo rzucało mnie po świecie, ale ostatecznie został mym mężem :D

      Usuń
  14. Jak piękna o romantyczna ta Wasza historia :) widoki cudowne i ten ślub na tym zamku musiał byc jak z bajki.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sceneria niepowtarzalna. Slub mniej, bo zostawilam organizacje rodzinie mojego meza. Okazlao sie, ze rodzina ma malo fantazji :P Ale za to zdjecia byly super. No i potem weselisko w Polsce! :D

      Usuń
  15. Nie będę oryginalna mówiąc, że historia niesamowita i najważniejsze że z happy endem. Ja mojego męża poznałam przez kuzynkę, która długi czas planowała nas ze sobą poznać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widac kuzynka miala nosa swatajac was :D

      Usuń
  16. piękna, romantyczna historia, taka co się ja wnukom opowiada :)

    szkoda tylko, że jakiegoś wspólnego zdjęcia ze ślubu nie ma - bym moją ciekawość do końca zaspokoiła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez tak zawsze myslalam, ze bedzie co opowiadac :D A zdjecia ze slubu... lepiej nie ;o)

      Usuń
  17. I tak to zycie pisze nam czasem scenariusze jak z filmu... ;P

    OdpowiedzUsuń
  18. Piękna historia :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. No to historia ksiązkowa, a życie ponoć pisze je najpiękniej :)
    Wystarczy tylko się rozejrzeć. Piękne... :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Twój post czyta się jak rozdział książki o miłości. Taka historia troszkę jak z Kopciuszka. I ta sceneria. Piękna ta okolica. Jaki to land?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rheinland-Pfalz - moj wymarzony...

      Usuń
  21. Urocza historia :) no i ta sceneria bajkowa :)))

    OdpowiedzUsuń