Dienstag, 8. Januar 2013

Z zycia hotelowego


 Dzisiaj będzie o hotelu.

Wyobraźcie sobie szukanie hotelu w górach
na okres bożonarodzeniowo-sylwestrowy...

Ogólnie powiedziawszy jest to dość złożona sprawa.



Mamy juz sporo doswiadczen z Zakopanego.

Za pierwszym razem jechalismy "z polecenia".
Pokoik na poddaszu, bez lazienki, z malenka kuchenka.
Bylo ok za ta cene.

Za drugim razem jechalismy w ciemno,
bo przeciez tylu gorali widzelismy przy drodze
z tabliczkami "wolne pokoje"...
Potem sie dowiedzelismy, ze ci gorale wcale nie mieszkali tam, gdzie stali, tylko gdzies - nie wiadomo gdzie.
Wyladowalismy u milej pani, ktora zyla ze swoja rodzina w scisku,
zeby turystom udostepnic polowe swojego domu.
Pani byla wscibska, chciala wiedziec, gdzie chadzamy,
i malo mnie nie zagadala na smierc.
Za ta cene bylo jednak ok ;-)
Przyjechalismy wiec jeszcze raz w lecie i potem w zimie.
Za kazdym razem cena rosla o 5 zl za dobe.
Niby niewiele, ale zaczelam weszyc chciwosc u pani,
ktora zapewne wyszla z zalozenia,
ze Niemiec moze spokojnie zaplacic wiecej.
No niby moze. Ale dlaczego powinien?

Potem szukalismy rozpaczliwie w internecie.
Na ostatnia chwile znalezlismy miejsce w pensjonacie.
Obowiazkowo z posilkami.
Pokoje byly nie remontowane przez ostatnich 20 lat.
A posilki... coz... glodna po nich bylam ;-)

Jak widzicie nie poddawalismy sie,
bo ja po prostu Tatry i Zakopane kocham!

Nastepnym razem znalezlismy w informacji turystycznej
pokoje i apartamenty.
I ten adres moge wam polecic! W koncu!
W TatraClub bywalismy jeszcze kilka razy.
W roznych pokojach i w obydwoch apartamentach.
Jak urodzila sie Sara, zaczelismy korzystac z apartemantow - malych stylowych mieszkanek na Krupowkach. Mysle, ze zalet takiego noclegu nie trzeba zachwalac ;-) Przede wszystkim umozliwia on niezaleznosc i kompletne dopasowanie sie do potrzeb dziecka.

W poszukiwaniu sprawdzonych adresow bylismy w przeroznych miejscach, widzielismy wiele pensjonatow, hoteli... Pytajac o noclegi w Nosalowym Dworze pani recepcjonistka obdarzyla nas takim spojrzeniem, ze odechcialo mi sie wszystkiego. Bo jak ktos z plecakiem na plecach smie pytac o nocleg w TAKIM hotelu :-D
A cena, ktora podala, byla bardzo wydumana.
480 zl. Nie za tydzien. Nie, nie. Za nocleg...
Ja rozumiem, ze na zachodzie sa takie ceny,
ale co dostaje sie w zamian w Polsce placac tyle pieniedzy?
Nadal sie zastanawiam...
W Nosalowym Dworze nie nocowalismy - dla zasady ;-P
Zreszta pani nas poinformowala, ze "nie oplaca" im sie nocowac kogos na mniej niz 7 dni. Wiec w okresie swiatecznym sa tylko turnusy tygodniowe...

Po frustracji zwiazanej z brakiem szkolki narciarskiej (w glownym sezonie!) oraz mizernym, przeludnionym stoku,
postanowilismy zaszalec:
pojedziemy w Alpy!

No i pojechalismy.

Straszono nas kosmicznymi cenami.
Tanio nie jest. Ale! Na kazda kieszen i przyzwoicie.

W ciemno znalezlismy hotel, ktory przede wszystkim byl na nasza kieszen i ktory wg opinii innych gosci jest ok.

Pojechalismy i nie moglismy uwierzyc swojemu szczesciu.
Pierwszy raz w Alpach i od razu TAKI hotel!
(Na zdjeciu widac tylko jeden budynek tego hotelu)


Wskazowka dla poszukujacych:
noclegi w atrakcyjnych miejscach sa czasami dwa razy drozsze.
W Zillertal dyktuje sie ceny jak z kosmosu.
Tak samo w Ischgl, St.Moritz, Kitzbuehl.
My znalezlismy nasz raj w Alpbachtal. Dolina, w ktorej ceny odpowiadaja faktycznemu standartowi, a nie wyobrazeniom chciwych wlascicieli ;-)

Mila obsluga w tradycyjnych tyrolskich strojach,
stylowe cieple wnetrza, ladne pokoje, basen, sauna, no i to jedzenie...
Tak dobrze nie jadlam jeszcze w zadnym hotelu.
Zamowienia a la carte. Nazwy... czasami trudne do zidentyfikowania, porcje... jak dla wrobla ;-)
Wszystko na najwyzszym poziomie, wszystkie przepyszne,
i nikt glodny nie musi chodzic.



Muszle sw. Jakuba na pianie z trufli:


Ponizej deser, ktorego z opisu (powyzej po niemiecko-francusku) nie potrafilam sobie zupelnie wyobrazic.
Zrozumialam tylko, ze bedzie cos z kokosa, maracuji, malin i mandarynek. A moj niemiecki jest naprawde bardzo dobry :-D  Sek w tym, ze sa kucharze, ktorzy potrafia po mistrzowsku proste potrawy ubierac w takie nazwy, ze czlowiek glupieje ;o)



Zeby utrzymac Sare przy stole i nie wzbudzac sensacji
biegajacym po restauracji dzieckiem zabralismy wiele pomocy.
Niektore z nich Sara znalazla pod choinka. Np. stempelki.
Te wlasnie pomoce ratowaly nasze wieczory przed zbednym stresem.


Tutaj jeszcze Wigilia:





A tu juz w hotelu:



Ponizej Sarze towarzyszy mis, ktorego wygralysmy niedawno u Pauliny.
Mis sie spodobal i pojechal z nami w gory :-)





Kommentare:

  1. Ale numer z tym Zakopanem! Pazerność!
    W Alpach super wypoczęliście...widoki nieziemskie!
    Właśnie pokazuję mojej mamie fotki z waszych podróży..szkoda ze nie słyszysz jak was chwali!
    Ach jak ja lubie wasze relacje! Jak tylko widze ze cos dorzuciłas od razu klikam ...i czytam....i oglądam:-)
    pozdrawiam

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Tym komentarzem zadowolilas moja proznosc ;-P
      A my wlasnie planujemy nastepna podroz na rozpoczecie sezonu kapielowego. No i w koncu Polska!!! Na pewno wyskocze do Krakowa - chyba nie potrafie zyc bez tego miasta :)))

      Löschen
    2. A my tez podczas wrzesniowego pobytu w PL opchnelismy małą babci na 3 dni i skoczylismy sami do Krakowa...ach...to byl dopiero wypoczynek...odwiedzilismy wreszcie Wieliczke bo podczas kilku lat studiów nie zdążyłam się tam wybrac:-)
      Bardzo wypoczęłam psychicznie od malutkiej, nie musialam uważac na nią 24godz na dobe!
      A komentarze wystawiam jak najbardziej szczerze...!
      Cały czas teraz siedzimy i przeglądamy przy cappuccino foto-relacje z waszych podrózy

      Löschen
  2. I nie wiem od czego zacząć :)
    Piękne zdjęcia Sary :)
    I jakie smakowite jedzonka :)
    Coś podobnego w niedzielę zamówiła Mercia - kokosowy deser lekko lodowy w polewie truskawkowej.
    Była zachwycona :)
    A do Krakowa zapraszamy :)

    AntwortenLöschen
  3. Kochana, ja czytam wszystkie Twoje posty, ale jakoś nie wiedziałam, co by tu napisać, bo... ja tak strasznie, tak okropnie nie cierpię zimy i nart :( i wiesz, wkopałam się, bo kiedyś tam zgodziłam się pojechać w te ferie zimowe na narty. dla rodziny się zgodziłam, dzieci kochają śnieg, mąż-sportowiec, niech mają, poświęcę się. no i ostatnio to aż mi się słabo robi na myśl o tym wyjeździe (do Czech). dzień po dniu data wyjazdu zbliża się nieuchronnie.

    Dodam jeszcze, że kiedyś spędziłam tydzień na nartach, nauczyłam się jako tako jeździć, była piękna pogoda, fajni ludzie itd... ale to zupełnie nie dla mnie.

    no dobra, wyżaliłam się :D

    jak wrócimy, to może opowiem, że było fajnie. trzymaj kciuki, please..... bo u Was na zdjęciach tak radośnie, mimo tego okropnego śniegu :)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Przynajmniej szczerze piszesz :D
      Usmialam sie troche z twojego losu :D Bo wiesz, ja tak samo sie poswiecam w lecie, jak jedziemy na plaze! Nie cierpie goraca - wole wiosne, ciepla jesien. No i biala zime. Bo ja kocham narty i gory.
      A upaly mnie mecza. Jak mozna caly dzien lezec na plazy i sie podsmazac? ;-)
      Trzymam kciuki za wyjazd zimowy - moze ci sie nawet troche spodoba? :o)

      Löschen
  4. ha! wiedziałam, wiedziałam po prostu, że u Was to mu będzie najlepiej ;) zwiedzi chłopak trochę świata, na nartach pojeździ, pyszności poje ;) no idealnie się nim zajmujecie, idealnie wręcz!

    dziękuję ;)

    a teraz tak na poważnie - jeśli zdecydujecie się na Zakopane to pisz do mnie, polecać mam co :) Zakopane to taki mój drugi dom :)

    a miłość do gór, nart i zimy rozumiem :) patrzę teraz za okno i normalnie mam ochotę się w ten biały puch rzucić tak jak stoję :D

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Zakopane to w pewnym sensie takze moj drugi dom - tak bardziej w sercu. Zaraz po Krakowie. Ale chetnie poczytam, co warto zobaczyc, bo moze nie znam jeszcze tajemniczych miejsc? Wiec poprosze! :)

      Löschen
  5. świetna relacja i piękne zdjęcia :-)
    muszę się przyznać, że zgłodniałam na widok tych pyszności, które tutaj zamieściłaś :-)
    pozdrawiam serdecznie Ciebie i małą księzniczkę :-)

    AntwortenLöschen
  6. czasem jednak warto zapłacić za lepszy hotel!
    fantastyczne zdjęcia! zapraszam do siebie

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Naprawde warto - szczegolnie, jesli oszczedzi sie dzieki temu nerwy ;)

      Löschen
  7. o to moj temat. wybieramy sie przez karnawal do austri i szukalam przez 2 tygodnie hotelu. 5 nocek? ponad 2000 eur, i do tego jeszcze skischule, pass, luke ma 11 lat to placi za wszystko...ale znalazlam pension w stubaital. uff...

    piekne zdjecia sary!
    sciskam!

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. No to witaj w klubie! Ja wprost niecierpie szukania hotelu na wakacje. Tyle czasu sie przy tym marnuje... Dlatego, jak juz cos znajde, to sie tego kurczowo trzymam ;-)

      Löschen
  8. Stempelki! :) Do Zakopanego na narty? Szalona kobieta. Tatry zimą omijam szerokim łukiem, za to w słonecznym wrześniu są jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi! A na narty jeździmy już tylko do Włoch. Co prawda dalej niż Austria, ale zdecydowanie wolę "ten" Tyrol. Z kilku względów. Moena, cały rejon Sella Ronda, Val di sole... ech! Marzec, kwiecień, kiedy ceny zdecydowanie spadają, dzień dużo dłuższy, a śniegu ciągle po pachy, można pojeździć i pomieszkać pięknie za przyzwoite pieniądze. Kiedy byliśmy ostatnio, poczęliśmy Kubę :) czyli było to kawał czasu temu... Znów narobiłaś mi smaku!
    Śliczna ta Twoja córa! Korale boskie :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Teraz wiem, ze bylam szalona ;oP Ale ja tak uwielbiam Zakopane, ze sie ludzilam, ze bedzie ok... My do Austrii ze wzgledu na jezyk i odleglosc. Bo autem jedziemy. A podroz trwa 7 godzin. Do Wloch jechalibysmy chyba 2 dni.
      Kurcze, juz czesto slyszalam, ze na narty lepiej jechac w marcu, kwietniu. Jakos tak nie wierzylam... Ale chyba cos w tym jest. Nie tylko ze wzgledu na mozliwosci prokreacyjne ;o)

      Löschen